24.05.2026, 11:36 ✶
Powaga uleciała z niego momentalnie, o ile jakieś jej resztki jeszcze w sobie posiadał.
– Cóż, z kucem czy bez, ahoj przygodo~! – Zapiał, kiedy tylko wydało mu się, jakoby uśmiechnięta blondyneczka, którą ewidentnie udało mu się rozbawić, traciła ten uśmiech wraz z każdym kolejnym krokiem pozbawionym wsparcia zwierza jucznego lub wierzchowca. – Może powinienem coś zaśpiewać? Przecież to może być ostatnia w życiu Ambrosii…! – Chociaż nie brakło mu teatralności jej dorównującej, nie mógł zaczepić jej bardziej – musiał użyć słowa może, bo przecież każda groźba wymierzona w kierunku McKinnon byłaby paskudnym kłamstwem.
Niezależnie od tego co mówiła, nie wydawał się być tym szczególnie poruszony ponad zwyczajną chęć rozmowy. Kłótnie zwykle omijały go szerokim łukiem, bo kiedy coś przestawało mu pasować, uciekał w bezdenną otchłań własnych myśli.
– Peregrinus ma rację, zdarza mi się mówić słowa, których sam nie rozumiem, ale… jaka to jest piękna rzecz, żeby ją powiedzieć. Pisuje panna poezję?
Była to ostatnia rzecz, jaką powiedział, nim wpadł w zabawy tej jaskini tak, jak mucha wpadała w sidła pająka. Oczytany i rządny przygody Flint nie był człowiekiem wybitnie spostrzegawczym, więc kiedy spamiętał część wybrzuszeń korytarza (przecież mu kazano pod nogi patrzeć), a później obrócił się aby wyraźnie usłyszeć odpowiedź i spostrzec zmieniające się… wszystko, jakże on nie łupnął, kiedy mu noga weszła w szczelinę, która pojawiła się znikąd! Cudem było, że mu się udało przetoczyć przez bark bez wybijania sobie zębów, a kiedy się podniósł do siadu, jego oczom ukazały się runiczne inskrypcje tuż nad jego zmieszaną głową.
– Jakże… trafna wróżba. Ale obawiam się, że to nie była moja nieuwaga, lecz zaklęcie jakieś. A jakie… nie wiem. Mało to pewnie pomocne. – Za to się przynajmniej z nimi tą rewelacją podzielił i nie kłamał. Wzrok swój wbił w to, co mu życie wylosowało upadkiem.
Percepcja (Inskrypcje)
– Cóż, z kucem czy bez, ahoj przygodo~! – Zapiał, kiedy tylko wydało mu się, jakoby uśmiechnięta blondyneczka, którą ewidentnie udało mu się rozbawić, traciła ten uśmiech wraz z każdym kolejnym krokiem pozbawionym wsparcia zwierza jucznego lub wierzchowca. – Może powinienem coś zaśpiewać? Przecież to może być ostatnia w życiu Ambrosii…! – Chociaż nie brakło mu teatralności jej dorównującej, nie mógł zaczepić jej bardziej – musiał użyć słowa może, bo przecież każda groźba wymierzona w kierunku McKinnon byłaby paskudnym kłamstwem.
Niezależnie od tego co mówiła, nie wydawał się być tym szczególnie poruszony ponad zwyczajną chęć rozmowy. Kłótnie zwykle omijały go szerokim łukiem, bo kiedy coś przestawało mu pasować, uciekał w bezdenną otchłań własnych myśli.
– Peregrinus ma rację, zdarza mi się mówić słowa, których sam nie rozumiem, ale… jaka to jest piękna rzecz, żeby ją powiedzieć. Pisuje panna poezję?
Była to ostatnia rzecz, jaką powiedział, nim wpadł w zabawy tej jaskini tak, jak mucha wpadała w sidła pająka. Oczytany i rządny przygody Flint nie był człowiekiem wybitnie spostrzegawczym, więc kiedy spamiętał część wybrzuszeń korytarza (przecież mu kazano pod nogi patrzeć), a później obrócił się aby wyraźnie usłyszeć odpowiedź i spostrzec zmieniające się… wszystko, jakże on nie łupnął, kiedy mu noga weszła w szczelinę, która pojawiła się znikąd! Cudem było, że mu się udało przetoczyć przez bark bez wybijania sobie zębów, a kiedy się podniósł do siadu, jego oczom ukazały się runiczne inskrypcje tuż nad jego zmieszaną głową.
– Jakże… trafna wróżba. Ale obawiam się, że to nie była moja nieuwaga, lecz zaklęcie jakieś. A jakie… nie wiem. Mało to pewnie pomocne. – Za to się przynajmniej z nimi tą rewelacją podzielił i nie kłamał. Wzrok swój wbił w to, co mu życie wylosowało upadkiem.
Percepcja (Inskrypcje)
Rzut N 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr