W takich czasach, w jakich obecnie przyszło im pełnić ważne stanowiska w swoich Departamentach i Biurach, sojusznik był na wagę złota. Szczególnie teraz, kiedy ważyły się losy ich stanowisk, po tym jak wypowiedziała się Jenkins, wzywając ich głównych szefów do siebie. Trzeba było tym samym pokazać, że Departamenty, Biura i Komnaty, w jakiś sposób potrafią współpracować. Niezależnie od poziomu wzajemnych relacji między szefami i pracownikami.
Obserwował i słuchał uważnie Shafiqa. Nie podobała mu się informacja, że w dostawie z Kambodży, nie ma mandragor. Najpewniej nie zamawiano, ze względu na posiadany spory ich zapas, jaki miał starczyć na bardzo długo. Laurence potarł czoło, opierając się łokciem o oparcie fotela. Intensywnie myślał, słuchając dalej.
- Poproszę.Chciał tę listę. Nie był do końca przekonany czy azjatyckie zioła, oddadzą odpowiednio swoje zastępstwo dla mandragor, ale w tym przypadku, będzie brał co dają. Jednakże, tematu nie odpuści.
Kontakty z Afryki. Dobry kierunek. Jeżeli Anthony byłby tak uprzejmy dla niego to wykonać, będzie mu za to wdzięczny. Uśmiechnął się lekko, kiedy usłyszał o potrzebie amnezjatorów. Shafiq miał zainteresowanie Lestrange’a, wspominając o projekcie w Dolinie. Czy powinien się tym zainteresować bardziej, jeżeli to w tej Dolinie, w której on sam mieszka? Dopytywać teraz nie zamierzał. Często tematy o które nie pytamy, same się przed nami otwierają, ukazują.
Laurence schował dokumenty to teczki, zamknął ją i wstał prostując się. Przystąpił kilka kroków do Shafiqa.
- Uruchom kontakty. Podpytaj o mandragory. Jeżeli budżet będzie stanowił problem, postaram się o pokrycie części kosztów.Podciągnął wpierw temat kontaktów z Afryki. Dając do zrozumienia, że ten składnik do eliksirów i leczenia innych przypadłości, jest im niezbędny. Oczywiście, nie zapomniał o prośbie Anthony’ego.
- Jeśli chodzi o amnezjatorów. Możliwe, że będę miał kogoś do polecenia. W rodzinie też ich nam nie brakuje. Powiedz mi tylko, ilu potrzebujesz, to popytam.
Zapewnił. Shafiq przekazując swoją prośbę, mógł znaleźć w Laurencu sojusznika. Wymiana wzajemnej pomocy, mogła zostać przypieczętowana nawet samym uściskiem dłoni. A tę Laurence wyciągnął w jego kierunku. Jako że amnezjatorzy podlegali pod jego departament, wiedział jak pracują. Kto ma dłuższy staż, komu można zaufać, kto dopiero zaczął pracę. Mając też na uwadze fakt, że prośba jest typowo prywatna, jak zaznaczył Anthony, możliwe że Laurence będzie szukał po kontaktach w rodzinie. Swojej i spokrewnionych. A niektórzy też pracowali tu w Ministerstwie.
Gdy omówili wszystko co niezbędne i ważne, mogli udać się wspólnie na lunch i trochę odpocząć od poważnych rozmów. A później, wrócić do swoich własnych obowiązków.