Nie istniał taki scenariusz, w którym Atreus tak zwyczajnie przyznałby się do tego, ze jakieś bachory na ulicy ukradły mu różdżkę. Ba, jeszcze pewnie musiałby przy tym powiedzieć, że dostał jakąś bombą o smaku pierda w twarz i wywalił się na lodzie. Okropne. Brenna mogła więc wierzyć mu lub nie, ale swoich zeznań nie zamierzał zmierzać. A w sumie to też bardzo szybko przeskoczył obok, omijając samą wzmiankę o sprzężeniu.
- W sumie jak tak mówisz, to ja jakiś czas wpadłem na coś podobnego z Hestią - machnął swoją różdżką i ta również pozostawiła za sobą ładną, kontrolowaną smugę. - Miała ci dać jakąś figurkę zabraną z kocyka, może pamiętasz. Ale oprócz tego faktycznie mieli tam różne przedmioty i jakąś różdżkę też. Uciekli nam zanim zdążyliśmy zrobić cokolwiek konkretniejszego - wzruszył ramionami i schował różdżkę. - Jak to było w popularnej dzielnicy to pewnie za dużo tam było ludzi żeby namiar ich wskazał. A różdżkę, cóż, możesz pokazać, ale to nie tak że czuję potrzebę posiadania dwóch, jeśli to faktycznie byłaby moja. Zgłosiłem jej zaginięcie, ale też z miejsca zamówiłem nową więc... - więc było mu wszystko jedno. Opuścili Biuro Bezpieczeństwa, a Bulstrode nawet nie spojrzał już na pełniących służbę strażników. Razem z Brenną wrócili po prostu na swoje piętro.