17.05.2026, 14:41 ✶
– Nieee, jakbym chciała ustawić ich rzędem, to poprosiłabym Victorię, żeby o to zadbała, na pewno znalazłaby sposób, żeby posłuchali.
Bardziej sobie żartowała niż mówiła na serio, chociaż trochę przyszło jej też przy okazji do głowy, że wystarczył jeden jego list z żartobliwą skargą, aby nagle miała pielgrzymkę jednego Borgina, potem drugi zaczął wysyłać jej wierszyki o zostawieniu Atreusa oraz gratulacje ślubne i jeszcze pojawiły się dziwne plotki. Chyba nigdy nie uświadomiła sobie do końca, jak bardzo była nie lubiana przez Stanleya – a raczej inaczej, doskonale wiedziała, że jej nie cierpiał, i spodziewała się, że mógłby posłać w nią avadę, ale nie zakładała, że mogłaby zaprzątać jego myśli w jakiś sposób, zmuszający do robienia wycinków z gazety i ryzykowania z anonimowymi wysyłkami. (Bo ona wszak owszem, miała go w specjalnym miejscu w sercu, ale z powodu Crawleyów…)
Skoro jedno zdanie w liście tak pięknie zadziałało, to kto wie, może jakby krzyknął, że go tu molestują, dziś wypuściliby ich od razu jutro byłaby na dywaniku u jakiejś komisji dyscyplinarnej.
Spojrzała tylko ku sufitowi, gdy Atreus wspomniał o tych niezłych procedurach. Miała wrażenie, że procedury tak naprawdę tak nie wyglądały, a raczej wyglądały w przypadku petentów, mających iść gdzieś, gdzie zwykle nie mają dostępu, a stażysta coś spieprzył i teraz się tłumaczył, ale nie chciała tu stać i się kłócić. Nie tylko dlatego, że nie miała tego w zwyczaju: była po prostu zmęczona. To był trochę koszmarny dzień – najpierw schwytanie tego gościa, który wyglądał znacznie młodziej niż powinien, potem te wszystkie zegary, i jeszcze na koniec spadanie z klifów i wizyta u uzdrowicieli, a wszystko po wczorajszym, też długim dniu… Brenna naprawdę próbowała zwykle podchodzić do życia pozytywnie, ale teraz miała wrażenie, że aby wykrzesać z siebie więcej energii i choćby kroplę optymizmu potrzebowała albo kawy, albo ciasteczka. Ewentualnie obu.
– Jakoś parę tygodni temu? Sprzedawali rzeczy na Pokątnej. Ja i Heather chciałyśmy sprawdzić budynek w pobliżu i zwróciłyśmy uwagę, bo wyglądali na wiek uczniów w Hogwarcie… Te gagatki się teleportowały, ale zdążyłam złapać dwie różdżki. Mam wrażenie, że mogli być jakoś powiązani z Bellami albo to dzieci emigrantów, przecież inaczej powinien na nich ciążyć namiar – westchnęła. Teleportacja w tym wieku, bez licencji, była nie tylko nielegalna, ale przede wszystkim: skrajnie niebezpieczna. – Sprzężenie magiczne? – powtórzyła, spoglądając na niego z pewnym niezrozumieniem, ale niekoniecznie od razu pomyślała, że dzieciaki zwyczajnie mu tę różdżkę ukradły, a on nie chciał się przyznać. – W każdym razie mam ją gdzieś w materiałach dowodowych, mogę ci ją pokazać. Nie mieliśmy odpowiedniego zgłoszenia, chyba że ktoś go nie przekazał dalej…
Bardziej sobie żartowała niż mówiła na serio, chociaż trochę przyszło jej też przy okazji do głowy, że wystarczył jeden jego list z żartobliwą skargą, aby nagle miała pielgrzymkę jednego Borgina, potem drugi zaczął wysyłać jej wierszyki o zostawieniu Atreusa oraz gratulacje ślubne i jeszcze pojawiły się dziwne plotki. Chyba nigdy nie uświadomiła sobie do końca, jak bardzo była nie lubiana przez Stanleya – a raczej inaczej, doskonale wiedziała, że jej nie cierpiał, i spodziewała się, że mógłby posłać w nią avadę, ale nie zakładała, że mogłaby zaprzątać jego myśli w jakiś sposób, zmuszający do robienia wycinków z gazety i ryzykowania z anonimowymi wysyłkami. (Bo ona wszak owszem, miała go w specjalnym miejscu w sercu, ale z powodu Crawleyów…)
Skoro jedno zdanie w liście tak pięknie zadziałało, to kto wie, może jakby krzyknął, że go tu molestują, dziś wypuściliby ich od razu jutro byłaby na dywaniku u jakiejś komisji dyscyplinarnej.
Spojrzała tylko ku sufitowi, gdy Atreus wspomniał o tych niezłych procedurach. Miała wrażenie, że procedury tak naprawdę tak nie wyglądały, a raczej wyglądały w przypadku petentów, mających iść gdzieś, gdzie zwykle nie mają dostępu, a stażysta coś spieprzył i teraz się tłumaczył, ale nie chciała tu stać i się kłócić. Nie tylko dlatego, że nie miała tego w zwyczaju: była po prostu zmęczona. To był trochę koszmarny dzień – najpierw schwytanie tego gościa, który wyglądał znacznie młodziej niż powinien, potem te wszystkie zegary, i jeszcze na koniec spadanie z klifów i wizyta u uzdrowicieli, a wszystko po wczorajszym, też długim dniu… Brenna naprawdę próbowała zwykle podchodzić do życia pozytywnie, ale teraz miała wrażenie, że aby wykrzesać z siebie więcej energii i choćby kroplę optymizmu potrzebowała albo kawy, albo ciasteczka. Ewentualnie obu.
– Jakoś parę tygodni temu? Sprzedawali rzeczy na Pokątnej. Ja i Heather chciałyśmy sprawdzić budynek w pobliżu i zwróciłyśmy uwagę, bo wyglądali na wiek uczniów w Hogwarcie… Te gagatki się teleportowały, ale zdążyłam złapać dwie różdżki. Mam wrażenie, że mogli być jakoś powiązani z Bellami albo to dzieci emigrantów, przecież inaczej powinien na nich ciążyć namiar – westchnęła. Teleportacja w tym wieku, bez licencji, była nie tylko nielegalna, ale przede wszystkim: skrajnie niebezpieczna. – Sprzężenie magiczne? – powtórzyła, spoglądając na niego z pewnym niezrozumieniem, ale niekoniecznie od razu pomyślała, że dzieciaki zwyczajnie mu tę różdżkę ukradły, a on nie chciał się przyznać. – W każdym razie mam ją gdzieś w materiałach dowodowych, mogę ci ją pokazać. Nie mieliśmy odpowiedniego zgłoszenia, chyba że ktoś go nie przekazał dalej…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.