- Jakby nie patrzeć, to dzień trwa jeszcze parę godzin - zauważył. W sumie to nawet nie był pewien którą mieli godzinę. - Próbowałem i cisza - więc niestety, nie była to wina tylko i wyłącznie faktu, że Brenna te fale opanowała stosunkowo niedawno. Cokolwiek było w tym pokoiku, albo raczej czymkolwiek był obłożony, nie pozwalało na jakiekolwiek porozumiewanie się telepatycznie. Niby można się tego było spodziewać po Biurze Bezpieczeństwa, ale i tak.
- Dzięki tej dziurze w dachu przynajmniej było cokolwiek widać - prychnął zirytowany, bo nawet jeśli pan Binns miał cztery córki które były jakimiś duchami czy innymi wampirami, to mimo wszystko nikt ich tam nie zamykał w ciemnym pokoju i nie zabierał różdżek. - Podziękuję - szlachetnie to było z jej strony, ale niestety, nie ważne jakie te krzesła były to Atreus był absolutnie przekonany, że nawet to najlepsze wciąż znajdowało się w kategorii 'ledwo zdatne do siedzenia'. Już pomijając oczywiście fakt, że w ogóle nie zamierzał nigdzie siadać, bo to znaczyłoby poddanie się beznadziejności całej sytuacji.
- Obawiam się, że akurat to dzisiejsze to był jednorazowy wyskok. Nie zamierza się tu pojawiać w bliższej i dalszej przyszłości - prychnął. - Ale może jak się przejdziesz do Biura Aurorów to będziesz mieć szczęście - mrugnął do niej, ale uświadomił sobie że przecież nie mogła tego widzieć, dlatego westchnął zaraz ciężko. A potem, oczywiście, na nowo zastukał w drzwi. - Statystycznie rzecz ujmując, kobiecy głos zwraca większą uwagę - zauważył, ale trochę cicho bo za drzwiami dało się wreszcie usłyszeć jakieś poruszenie. Ktoś coś mówił, wreszcie coś zadźwięczało i zgrzytnęło w zamku, aż wreszcie przekręcił się w nim klucz.
- Co tu się...
- Nie dość, że zabieracie nam różdżki, to jeszcze światło gasicie? - Bulstrode wszedł w słowo strażnikowi, krzywiąc się przy tym. Nie ryzykował tez, że znowu ich tutaj zamknął i przepchnął się w drzwiach na zewnątrz. - Możemy je już odzyskać i sobie stąd iść?