Skurwykostki zdawały się posłuchać straceńczego wołania charyzmatycznego przecież zazwyczaj aurora i litościwie pozwoliły mężczyźnie roztoczyć swój czar. Wszak Bulstrode bywał na salonach, ale też mógł poszczycić się bywalstwem w różnych miejscach z różnych powodów. Tak i teraz kilka słów sprawiło wiele: rudzielcy wymienili się spojrzeniami pełnymi zrozumienia, że mają do czynienia z magiem. Ich rozchichotane towarzyszki zaczęły dopytywać o miejsce tejże loterii, jedna, która najwidoczniej znała ich nieco dłużej wyrażała głębokie zdziwienie, że nie miała pojęcia o takich, a nie innych zainteresowaniach i zajęciach młokosów. Ci jednak zignorowali je zupełne, zamiast tego robiąc w swoim przyczółku miejsce dla nowego kompana do zabawy. Ich szampański (czy raczej srogo podlany piwskiem) nastrój przyćmił najwidoczniej jakiekolwiek instynkty samozachowawcze.
- Nic dziwnego głupie, że nie miałyście o tym pojęcia, bo to było na takim jednym lokalnym jarmarku… w Sussex! Świetny interes, organizatorzy wysupłali sporo grosza, za ich zdrowie się napijmy! - Wzniósł kufel jeden, a drugi od razu go wstrzymał - Dej, chłop też by się napił za zdrowie… eee… tej… Duchess of Sussex! - zarechotali rozbawieni z tego promugolsko i jakże prokodeksojawnościowego konceptu i kiwnęli na barmana by polał to samo nowemu towarzystwu. Integracyjnie. Mało było w tym przestrzeni do odmowy. - A co Cię tu zawiało w ogóle… z Sussex? Interesy? - Zaczęli podpytywać, gdy kufel dla Atreusa przed nim stanął gotowy do osuszenia.
Tymczasem Victoria nie miała szczęścia. Rekonesans lokalu nie przebiegł tak gładko, bo do niesprzyjających dość warunków - niemałego tłumika otulanego papierosowym dymem, wzmagającym gwarem rozmów i zasadniczo nieprzyjemnego wszechobecnego zapachu, dołączyła ręka na ramieniu.
- Tej paniusiu, zgubiłaś się? To niebezpieczne miejsce dla takich ładnych buziek jak Twoja. - zakomunikował zachrypnięty długoletnimi płukankami z whisky głos, na oko 50 - letniego mugola, który łypał na nią nieprzychylnymi kaprawymi ślepiami. Jego znoszony sweter nosił stare zacieki, ręce i skóra w ogóle nosiła ślady wielu lat spędzonych na ciężkiej pracy na morzu. - Mogę zawołać chłopaka, żeby odprowadził Cię w miejsca dla turystów. Ładne czyste knajpeczki, a nie takie w których dupę ubrudzisz sobie samym siadaniem na krzesło.
Rozdzielenie miało swoje plusy i swoje minusy. Choć aurorzy nie słyszeli toczonych wzajem przez siebie rozmów, to byli w zasięgu swojego wzroku.
- Nic dziwnego głupie, że nie miałyście o tym pojęcia, bo to było na takim jednym lokalnym jarmarku… w Sussex! Świetny interes, organizatorzy wysupłali sporo grosza, za ich zdrowie się napijmy! - Wzniósł kufel jeden, a drugi od razu go wstrzymał - Dej, chłop też by się napił za zdrowie… eee… tej… Duchess of Sussex! - zarechotali rozbawieni z tego promugolsko i jakże prokodeksojawnościowego konceptu i kiwnęli na barmana by polał to samo nowemu towarzystwu. Integracyjnie. Mało było w tym przestrzeni do odmowy. - A co Cię tu zawiało w ogóle… z Sussex? Interesy? - Zaczęli podpytywać, gdy kufel dla Atreusa przed nim stanął gotowy do osuszenia.
Tymczasem Victoria nie miała szczęścia. Rekonesans lokalu nie przebiegł tak gładko, bo do niesprzyjających dość warunków - niemałego tłumika otulanego papierosowym dymem, wzmagającym gwarem rozmów i zasadniczo nieprzyjemnego wszechobecnego zapachu, dołączyła ręka na ramieniu.
- Tej paniusiu, zgubiłaś się? To niebezpieczne miejsce dla takich ładnych buziek jak Twoja. - zakomunikował zachrypnięty długoletnimi płukankami z whisky głos, na oko 50 - letniego mugola, który łypał na nią nieprzychylnymi kaprawymi ślepiami. Jego znoszony sweter nosił stare zacieki, ręce i skóra w ogóle nosiła ślady wielu lat spędzonych na ciężkiej pracy na morzu. - Mogę zawołać chłopaka, żeby odprowadził Cię w miejsca dla turystów. Ładne czyste knajpeczki, a nie takie w których dupę ubrudzisz sobie samym siadaniem na krzesło.
Rozdzielenie miało swoje plusy i swoje minusy. Choć aurorzy nie słyszeli toczonych wzajem przez siebie rozmów, to byli w zasięgu swojego wzroku.