Chyba sobie nie do końca zdawał sprawę z tego że kuleje, no bo przecież nie czuł że coś było nie tak. Ciało jednak było wymęczone, opatrunek nieco ciągnął, ograniczał ruchy, no robił się z tego charakterystyczny chód. Nie pierwszy nie ostatni raz kulał i to absolutnie ignorował, a i przez to absolutnie to nie znaczyło, że mu zaraz ta noga odpadnie.
- A co, znowu zastanawiałaś się czy mi powiedzieć? - zapytał, ale wyraźnie roztargniony, a przynajmniej dało się to wyczuć po samym tonie jego głosu. Większość jego uwagi miały teraz drzwi. - Nie mów tak nawet. Nie mam zamiaru spać ani na tych... nawet nie wiem co oni tu mają. Krzesła, ławeczki? A na podłodze to już na pewno nie - oznajmił z przekąsem, tylko po to by znowu uderzyć w drzwi. Odpowiedziała im niezmienna cisza, która jak się okazało, roztaczała się także na fale. Atreus zaklął więc na nowo, bo i sam spróbował pochwycić dosłownie kogokolwiek kto mógł być teraz na służbie, ale odpowiedziała mu cisza. Czując jednak, że na niego wpadła, objął ją ramieniem w jakiś taki automatyczny niemal sposób. A potem prychnął, słysząc co mówi. Były w nim dwa wilki; jeden był teraz absolutnie zły na te drzwi i dzieciaka co zabrał im różdżki (to musiał być jakiś stażysta, nie było innej możliwości), a drugi był niezmiernie rozbawiony tym co właśnie powiedziała, głównie dlatego że przynajmniej raz zdarzył mu się tak zwany podryw na kasztana (raczej z nudów), a już na pewno niby niechcący zamknięcie się razem w schowku na miotły. - Zdecydowanie za często, ale przynajmniej tym razem trafiło mi się znośne towarzystwo - odpowiedział, próbując zachować powagę, ale gdzieś na końcach słów czaiło się rozbawienie. - Może jak krzykniesz, że cię mordują, to zwrócą uwagę? Co ty na to?