11.05.2026, 23:45 ✶
Należy dziękować bogom, że Helloise nie urodziła się snowidzącą, wgląd bowiem w koszmary Leviathana by ją przyprawił o lęki co do jego kondycji umysłowej.
Pociąg poruszał się rytmem nużącym, a krajobraz za oknem nie zmieniał wiele, lecz czarownica nie potrafiła na tyle rozluźnić się, by zasnąć. Nie potrafiła, nie chciała. Pozostawała w niecodziennym środowisku czujna jak nieufny dziki zwierz. Sprawiała wrażenie cichej i spokojnej, na pozór śledziła te przemijające za szybami wagonu drzewa i pola, lecz jej właściwa uwaga skupiona była na odbijającym się w szybie Leviathanie, sobie samej oraz wszelkim ruchu dziejącym się za drzwiami ich przedziału. Gdy mężczyzna zamknął oczy, jedynie wzmogła się w Helloise ta czujność.
Wtem głowa Rowle’a opadła miękko na jej ramię. Jesienny płaszczyk i szal pachnące wiedźmową chatką umościły mu wygodne posłanie, a Helloise ani przez chwilę nie planowała go odepchnąć. Niech odpoczywa, niech śpi, myślała troskliwie. Wiedziała, że czasem przychodzi mu to z trudnością, skoro brał od niej eliksiry na bezsenność. Nie były to może wymarzone warunki, w jakich życzyłaby mu drzemki, lecz skoro ta już się wydarzyła...
Przytuliła na chwilę policzek do czarnych kędziorów, oddychając rytmem zrównanym ze śpiącym. Rzadki był to moment zobaczyć Leviathana niemal bezbronnego. Na co dzień prawie nigdy nie gasła w nim ta specyficzna maniera, jakby nieustannie przyczajony wyczekiwał ofiary czy ataku.
Czarownica trwała chwilę przy Levim zupełnie nieruchomo, po czym — nie zmieniając pozycji ramienia — otworzyła książkę, którą do tej pory trzymała na kolanach. Był to atlas astrobotaniczny, pełen rycin ziół i astronomicznych tabel nawigujących po zbiorach magicznego ziela. Helloise przerzuciła wolną ręką kilka zaznaczonych w nim stron, po czym ze swojej torby wyjęła mniejszą papierową torbę pełną zerwanych tego ranka kwiatów oraz ziół. Umieściła ją stabilnie między siedzeniami i wyciągała po jednym okazie. Odszukiwała to i owo w tabelach, obserwacje i wnioski oznaczała w notesie. Przestrzeni roboczej nie było wiele — szybko zrobiło się na kolanach czarownicy tłoczno.
Helloise powróciła spojrzeniem do śpiącego i niżej: na kieszenie jego szaty. Wzięła sprawnie między palce jedno po drugim przejrzane już przez siebie kwiaty i zioła, wsunęła je ostrożnie do kieszeni Leviathana, która to kieszeń wraz z postępami jej pracy obrosła zielenią niby łąka.
// poprzedni prompt to tak w teorii tak jakby już zrobiliśmy, co dalej??
!BINGO C5
Pociąg poruszał się rytmem nużącym, a krajobraz za oknem nie zmieniał wiele, lecz czarownica nie potrafiła na tyle rozluźnić się, by zasnąć. Nie potrafiła, nie chciała. Pozostawała w niecodziennym środowisku czujna jak nieufny dziki zwierz. Sprawiała wrażenie cichej i spokojnej, na pozór śledziła te przemijające za szybami wagonu drzewa i pola, lecz jej właściwa uwaga skupiona była na odbijającym się w szybie Leviathanie, sobie samej oraz wszelkim ruchu dziejącym się za drzwiami ich przedziału. Gdy mężczyzna zamknął oczy, jedynie wzmogła się w Helloise ta czujność.
Wtem głowa Rowle’a opadła miękko na jej ramię. Jesienny płaszczyk i szal pachnące wiedźmową chatką umościły mu wygodne posłanie, a Helloise ani przez chwilę nie planowała go odepchnąć. Niech odpoczywa, niech śpi, myślała troskliwie. Wiedziała, że czasem przychodzi mu to z trudnością, skoro brał od niej eliksiry na bezsenność. Nie były to może wymarzone warunki, w jakich życzyłaby mu drzemki, lecz skoro ta już się wydarzyła...
Przytuliła na chwilę policzek do czarnych kędziorów, oddychając rytmem zrównanym ze śpiącym. Rzadki był to moment zobaczyć Leviathana niemal bezbronnego. Na co dzień prawie nigdy nie gasła w nim ta specyficzna maniera, jakby nieustannie przyczajony wyczekiwał ofiary czy ataku.
Czarownica trwała chwilę przy Levim zupełnie nieruchomo, po czym — nie zmieniając pozycji ramienia — otworzyła książkę, którą do tej pory trzymała na kolanach. Był to atlas astrobotaniczny, pełen rycin ziół i astronomicznych tabel nawigujących po zbiorach magicznego ziela. Helloise przerzuciła wolną ręką kilka zaznaczonych w nim stron, po czym ze swojej torby wyjęła mniejszą papierową torbę pełną zerwanych tego ranka kwiatów oraz ziół. Umieściła ją stabilnie między siedzeniami i wyciągała po jednym okazie. Odszukiwała to i owo w tabelach, obserwacje i wnioski oznaczała w notesie. Przestrzeni roboczej nie było wiele — szybko zrobiło się na kolanach czarownicy tłoczno.
Helloise powróciła spojrzeniem do śpiącego i niżej: na kieszenie jego szaty. Wzięła sprawnie między palce jedno po drugim przejrzane już przez siebie kwiaty i zioła, wsunęła je ostrożnie do kieszeni Leviathana, która to kieszeń wraz z postępami jej pracy obrosła zielenią niby łąka.
// poprzedni prompt to tak w teorii tak jakby już zrobiliśmy, co dalej??
!BINGO C5
dotknij trawy