11.05.2026, 09:21 ✶
Rosier był człowiekiem, który potrafił z dnia na dzień wymyśleć sobie coś pozornie absurdalnego. Jak „chcę zwiedzić zamek Draculi”, „idziemy na randkę do weneckiej restauracji”, „modelka ma wystąpić w stroju z pajęczyn”, „ciotka na urodziny dostanie ode mnie małpę”, „znajdźcie mi ghula na kolejny pokaz” albo „kupuję dom”. Tyle że… miał pieniądze, a to umożliwiało zrealizowanie większości z tego typu zachcianek.
Kiedy więc uznał, że posiadanie nieruchomości z dala od Londynu może być dobrym planem, realizacja zamierzenia była jedynie kwestią czasu. Zlecił asystentce wykonanie badań rynku, i koniecznie poszukania czegoś poza linią Zadrapania, według udzielonych wskazówek. Na rynku nieruchomości trwał teraz prawdziwy chaos: jedni domów w pośpiechu się pozbywali, inni remontowali zniszczone, jeszcze inni poszukiwali czterech kątów, gdy ich stały się niemożliwe do zamieszkania. Rosier wyszedł jednak z założenia, że odpowiednia ilość pieniędzy i poszukiwanie czegoś z dala od Londynu powinno załatwić sprawę.
Po kilku dniach na jego biurku pojawiła się teczka ze zdjęciami i opisem domów, które mógłby zakupić od ręki.
Jeden z nich odrzucił z powodu zbyt mugolskiego sąsiedztwa, drugi, ze względu na tajemnicze zaginięcie trzech poprzednich właścicieli, a trzeci, bo miał o wiele zbyt małe okna. Czwarty leżał w Little Hangleton, i jak Christopher spojrzał na tę propozycję, spytał asystentkę, czy jej zdaniem kompletnie oszalał. Piąty i szósty jednak zdawały się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, spełniać jego wymagania, jeden położony w Lake District i mający zaletę rozmiarów oraz oddalenia od innych zabudowań, drugi w Brighton, może trochę mniej okazały, za to wcześniej należący do rodziny czarodziejów. To był niewątpliwy plus, choćby przez gotowe podłączenie do sieci Fiuu.
Pozostawało jeszcze obejrzeć oba budynki i zastanowić się, czy któryś z nich spełni oczekiwania Rosiera.
– Podobno właściciel postanowił wyprowadzić się z Anglii po Spalonej Nocy, bo miejsce, w którym pracował, został zniszczone – powiedział Christopher, otwierając furtkę. Dom w okolicach Brighton otaczał ogród, duży, choć wyraźnie zaniedbany, ale nie było to nic, czego nie załatwiłby dobry ogrodnik. Sam budynek był jednopiętrowy, niezbyt duży, w całości wzniesiony z drewna, i miał na dole bardzo duże okna, a na piętrze spore balkony. Fantazyjne zdobienia, dziwne kształty okien na piętrze oraz wieżyczka dość jasno sugerowały, że był to czarodziejski budynek.
Kiedy więc uznał, że posiadanie nieruchomości z dala od Londynu może być dobrym planem, realizacja zamierzenia była jedynie kwestią czasu. Zlecił asystentce wykonanie badań rynku, i koniecznie poszukania czegoś poza linią Zadrapania, według udzielonych wskazówek. Na rynku nieruchomości trwał teraz prawdziwy chaos: jedni domów w pośpiechu się pozbywali, inni remontowali zniszczone, jeszcze inni poszukiwali czterech kątów, gdy ich stały się niemożliwe do zamieszkania. Rosier wyszedł jednak z założenia, że odpowiednia ilość pieniędzy i poszukiwanie czegoś z dala od Londynu powinno załatwić sprawę.
Po kilku dniach na jego biurku pojawiła się teczka ze zdjęciami i opisem domów, które mógłby zakupić od ręki.
Jeden z nich odrzucił z powodu zbyt mugolskiego sąsiedztwa, drugi, ze względu na tajemnicze zaginięcie trzech poprzednich właścicieli, a trzeci, bo miał o wiele zbyt małe okna. Czwarty leżał w Little Hangleton, i jak Christopher spojrzał na tę propozycję, spytał asystentkę, czy jej zdaniem kompletnie oszalał. Piąty i szósty jednak zdawały się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, spełniać jego wymagania, jeden położony w Lake District i mający zaletę rozmiarów oraz oddalenia od innych zabudowań, drugi w Brighton, może trochę mniej okazały, za to wcześniej należący do rodziny czarodziejów. To był niewątpliwy plus, choćby przez gotowe podłączenie do sieci Fiuu.
Pozostawało jeszcze obejrzeć oba budynki i zastanowić się, czy któryś z nich spełni oczekiwania Rosiera.
– Podobno właściciel postanowił wyprowadzić się z Anglii po Spalonej Nocy, bo miejsce, w którym pracował, został zniszczone – powiedział Christopher, otwierając furtkę. Dom w okolicach Brighton otaczał ogród, duży, choć wyraźnie zaniedbany, ale nie było to nic, czego nie załatwiłby dobry ogrodnik. Sam budynek był jednopiętrowy, niezbyt duży, w całości wzniesiony z drewna, i miał na dole bardzo duże okna, a na piętrze spore balkony. Fantazyjne zdobienia, dziwne kształty okien na piętrze oraz wieżyczka dość jasno sugerowały, że był to czarodziejski budynek.