Dlaczego w ogóle znaleźli się w tym pociągu? To akurat była bardzo ciekawa i równie skomplikowana kwestia, której Leviathanowi wcale nie chciało się roztrząsać. Zdążyli już ten temat omówić wzdłuż i wszerz, a wszystko na pewno polepszał nieco fakt, że był to pociąg dla czarodziejów. Co prawda, jeśli kogoś to chociaż odrobinę interesowało, to podobno te magiczne cuda techniki zostały swego czasu ukradzione mugolom, ale teraz funkcjonowały na własnych zasadach i przedzierały się przez sobie znane stacje Carrowów.
Dzień? Piękny. Podróż? Nużąca. Ramię Helloise? Mięciutkie.
Leviathan nawet nie zorientował się kiedy, a rytmiczne kołatanie pociągu sprawiło, że zrobił się senny. Powieki same zaczęły opadać, ciało rozluźniło się, aż wreszcie przyszedł lekki sen. Oparł wtedy głowę o oparcie fotela, tylko tak na pięć minut zamykając oczy, ale oddech wyrównał się, sen okazał wcale nie taki lekki, a głowa powoli, acz systematycznie opadła na bok, wreszcie osadzając się na ramieniu Helloise, która siedziała obok niego.
Śnił mu się, o zgrozo, pociąg. Zamknięci byli w przedziale z całą zgrają mugoli, bo jakimś pokrętnym sposobem okazało się, że niemagiczna maszyneria znalazła się na stacji Carrowów, a oni do niej wsiedli. Siedzieli więc, zmuszeni słuchać o kolekcji gumowych kaczuszek, którą przewoził razem ze sobą mężczyzna, usadzony akurat na przeciwko nich w przedziale i nie ważne jak bardzo się wykręcali, on nie przestawał. Nie mogli wstać, nie mogli wyciągnąć różdżek, nie mogli go spacyfikować - mogli tylko słuchać.
![[Obrazek: feb6298cd4cf885f89a97cacce6c471a.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/fe/b6/29/feb6298cd4cf885f89a97cacce6c471a.jpg)