10.05.2026, 11:56 ✶
Może miała w sobie jakiś mechanizm, który budził się do życia zawsze wtedy, gdy ktoś ukochany zaczynał się od niej odwracać. Tamtego dnia na wrzosowiskach błagała Icarusa, aby z nią rozmawiał. Nie miało znaczenia, jakich słów by użył. Mógł podnieść głos, rzucać oskarżeniami, byle nie karał ją ciszą.
— Sama się lepiej nie zachowałam. Tylka mogła wejść w każdej chwili… — jej usta musnęły jego czerwony policzek raz jeszcze przepraszająco. Mona zaczęła już postrzegać ich codzienność jako wspólną. Zapomniała, że gościła również przyjaciółkę. — Jeszcze by chciała dołączyć — burknęła. Rowle nie próbowała już się nawet ze swoją zazdrością ukrywać. Nie było mowy o dzieleniu się Icarusem. Przenigdy.
Ród Rowle smokom wybaczał wszystko, ludziom niewiele. Mona jednak kochała obu równie zaciekle, a ojca nade wszystko, ponieważ bezwarunkowo. Gdyby rozkazał jej wejść w płomienie, uczyniłaby to. Gdyby polecił jej położyć głowę na pieńku, uklękłaby posłusznie i nie prosiłaby o wytłumaczenie.
— Chcę mojego tatę z powrotem — powiedziała tylko. Po prostu… od pewnego czasu przestawała go rozpoznawać. Pragnęła potwierdzenia prawdziwości jej wspomnień. Przecież nie wymyśliła sobie tamtego ojca jedynie po to, aby łatwiej znieść żałobę po nim, mimo że ten wciąż żył.
Mona spojrzała na Icarusa dziwnie. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu.
— Pierwsze słyszę — przyznała. — Każdy coś słyszał, ale plotki nie są tym samym co… — co mężczyzna, którego przecież tak mocno kochała. Musiała bardzo, ale to bardzo mocno się postarać, aby przypomnieć sobie, przed czym właściwie ostrzegali ją kuzyni.
— Nie jesteś chyba odpowiedzialny za ciała, które wypływają z Tamizy, prawda? — zaśmiała się nerwowo. ,,Szczury bawiące się w wilki, długi ścigane siłą”, schowała krytykę ojca głębiej. Ta przemoc ją mocno zaniepokoiła, jednakże spróbowała po sobie tego nie poznać. — Jak wiele z tego, co o was mówią, jest prawdą? — postanowiła podejść od tej strony. Może chodziło o biurokrację. Ile ona razy przepuszczała dalej wnioski o wyrażenie zgody, dokumentację i oświadczenia pochodzące od jej rodziny w sprawie rezerwatów?
— Sama się lepiej nie zachowałam. Tylka mogła wejść w każdej chwili… — jej usta musnęły jego czerwony policzek raz jeszcze przepraszająco. Mona zaczęła już postrzegać ich codzienność jako wspólną. Zapomniała, że gościła również przyjaciółkę. — Jeszcze by chciała dołączyć — burknęła. Rowle nie próbowała już się nawet ze swoją zazdrością ukrywać. Nie było mowy o dzieleniu się Icarusem. Przenigdy.
Ród Rowle smokom wybaczał wszystko, ludziom niewiele. Mona jednak kochała obu równie zaciekle, a ojca nade wszystko, ponieważ bezwarunkowo. Gdyby rozkazał jej wejść w płomienie, uczyniłaby to. Gdyby polecił jej położyć głowę na pieńku, uklękłaby posłusznie i nie prosiłaby o wytłumaczenie.
— Chcę mojego tatę z powrotem — powiedziała tylko. Po prostu… od pewnego czasu przestawała go rozpoznawać. Pragnęła potwierdzenia prawdziwości jej wspomnień. Przecież nie wymyśliła sobie tamtego ojca jedynie po to, aby łatwiej znieść żałobę po nim, mimo że ten wciąż żył.
Mona spojrzała na Icarusa dziwnie. Jej brwi zmarszczyły się w skupieniu.
— Pierwsze słyszę — przyznała. — Każdy coś słyszał, ale plotki nie są tym samym co… — co mężczyzna, którego przecież tak mocno kochała. Musiała bardzo, ale to bardzo mocno się postarać, aby przypomnieć sobie, przed czym właściwie ostrzegali ją kuzyni.
— Nie jesteś chyba odpowiedzialny za ciała, które wypływają z Tamizy, prawda? — zaśmiała się nerwowo. ,,Szczury bawiące się w wilki, długi ścigane siłą”, schowała krytykę ojca głębiej. Ta przemoc ją mocno zaniepokoiła, jednakże spróbowała po sobie tego nie poznać. — Jak wiele z tego, co o was mówią, jest prawdą? — postanowiła podejść od tej strony. Może chodziło o biurokrację. Ile ona razy przepuszczała dalej wnioski o wyrażenie zgody, dokumentację i oświadczenia pochodzące od jej rodziny w sprawie rezerwatów?
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception