09.05.2026, 16:49 ✶
— Bo, jak widać, potrzebujesz tej rozmowy — rzekł do niej łagodnie. Wyjął z kieszeni chusteczkę ze swoimi inicjałami i wytarł łzy z jej policzków.
Uśmiechnął się słabo, kiedy Mo dotknęła śladu po ugryzieniu. Nawet nie wiedział, że tam jest. Wydało mu się to dość atrakcyjne. Tak jakby na jego ciele pojawił się znak, że należał do niej. Jednak po chwili odpędził tę myśl. Komfort Mony, jej bezpieczeństwo emocjonalne... to było naprawdę ważne. Choć kilka słów afirmacji nie mogło zaszkodzić...
— Idealnie mocno. Zresztą słyszałaś mnie... — jego policzki oblał rumieniec. — Jak sobie teraz o tym myślę, moja reakcja była odrobinę żenująca. Po prostu podobało mi się to bardziej niż powinno. Ale jeśli ta moja prośba wzbudziła w tobie dyskomfort... wybacz mi. Zachowałem się trochę jak napalony kretyn.
Gdyby nie zadał pytania o pójście do sypialni, Mona być może byłaby obecnie w lepszym nastroju. A może to dobrze, że pojawił się bodziec do porozmawiania o problemach. Wydawało się Ariemu, że Mo wreszcie się otwierała, opuszczała zbudowane wokół siebie bariery. Wpuszczała go do swojego świata, który również był całkiem pogmatwany.
— Nic nie usprawiedliwia jego zachowania — rzekł z mocą. Pomyśleć, że według tej logiki, Dedalusa też nic nie usprawiedliwiało. — Powinien był cię wesprzeć po twoim wypadku. Ale... wiem, jak się czujesz. Jak człowiek łamie się, gdy zamiast miłości obarczany jest wiecznymi oczekiwaniami. Lecz wiedz, że to jego wina. I tylko jego. A jak nie potrafi się poznać na tym, jak cudowną osobą jesteś, to nie jest ci prawdziwym ojcem.
Serce Icarusa zabiło mocniej. Spojrzał na swój tatuaż. Znak tego, do czego go zmusił jego ojciec. By wejść w struktury, w których normalnie nigdy by się nie znalazł. Jasna cholera... to chyba był ten moment. Bariery się rozkruszyły, w oczach zabłyszczały kropelki łez.
— Mój ojciec... — Ari przerwał. Jego głos się załamał. — Musisz wiedzieć coś o mnie, Mo. On... wprowadził mnie do pewnej organizacji. Rodzinny biznes, tak to nazywał. Ale to tak naprawdę nic dobrego. Nic, czym mógłbym się przed kimkolwiek pochwalić. Kasyna. Nielegalne zakłady. Wyścigi. A pod tym... przemoc. Nigdy nie czyniłem jej bezpośrednio, lecz jestem jej boleśnie świadomy. Czy może... słyszałaś o "Oku"? O tym, co właściwie robi moja rodzina?
Uśmiechnął się słabo, kiedy Mo dotknęła śladu po ugryzieniu. Nawet nie wiedział, że tam jest. Wydało mu się to dość atrakcyjne. Tak jakby na jego ciele pojawił się znak, że należał do niej. Jednak po chwili odpędził tę myśl. Komfort Mony, jej bezpieczeństwo emocjonalne... to było naprawdę ważne. Choć kilka słów afirmacji nie mogło zaszkodzić...
— Idealnie mocno. Zresztą słyszałaś mnie... — jego policzki oblał rumieniec. — Jak sobie teraz o tym myślę, moja reakcja była odrobinę żenująca. Po prostu podobało mi się to bardziej niż powinno. Ale jeśli ta moja prośba wzbudziła w tobie dyskomfort... wybacz mi. Zachowałem się trochę jak napalony kretyn.
Gdyby nie zadał pytania o pójście do sypialni, Mona być może byłaby obecnie w lepszym nastroju. A może to dobrze, że pojawił się bodziec do porozmawiania o problemach. Wydawało się Ariemu, że Mo wreszcie się otwierała, opuszczała zbudowane wokół siebie bariery. Wpuszczała go do swojego świata, który również był całkiem pogmatwany.
— Nic nie usprawiedliwia jego zachowania — rzekł z mocą. Pomyśleć, że według tej logiki, Dedalusa też nic nie usprawiedliwiało. — Powinien był cię wesprzeć po twoim wypadku. Ale... wiem, jak się czujesz. Jak człowiek łamie się, gdy zamiast miłości obarczany jest wiecznymi oczekiwaniami. Lecz wiedz, że to jego wina. I tylko jego. A jak nie potrafi się poznać na tym, jak cudowną osobą jesteś, to nie jest ci prawdziwym ojcem.
Serce Icarusa zabiło mocniej. Spojrzał na swój tatuaż. Znak tego, do czego go zmusił jego ojciec. By wejść w struktury, w których normalnie nigdy by się nie znalazł. Jasna cholera... to chyba był ten moment. Bariery się rozkruszyły, w oczach zabłyszczały kropelki łez.
— Mój ojciec... — Ari przerwał. Jego głos się załamał. — Musisz wiedzieć coś o mnie, Mo. On... wprowadził mnie do pewnej organizacji. Rodzinny biznes, tak to nazywał. Ale to tak naprawdę nic dobrego. Nic, czym mógłbym się przed kimkolwiek pochwalić. Kasyna. Nielegalne zakłady. Wyścigi. A pod tym... przemoc. Nigdy nie czyniłem jej bezpośrednio, lecz jestem jej boleśnie świadomy. Czy może... słyszałaś o "Oku"? O tym, co właściwie robi moja rodzina?
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.