09.05.2026, 00:29 ✶
Seisyll uśmiechnął się co Cynthii.
– Zawsze miło gościć cię w Walii – powiedział uprzejmie, rozciągając tę gościnność nie tylko na rodową posiadłość i smoczy rezerwat, ale również na wszystko inne powiązane z rodziną, włączając w to lokacje pozostające jego prywatną własnością.
Następnie wsłuchał się w to, co miała do powiedzenia reszta panien. Nie było to, mimo jego bardzo otwartego i wolnościowego podejścia coś, z czym mógł się w pełni zgodzić w każdym z poruszonych aspektów. Do tego dosyć szybko wydał swój werdykt odnośnie trzymania takiego stworzenia w Londynie.
– Jeśli nie masz serca do zamykania smoczognika, osobiście nie widzę w tym sensu. Twoje mieszkanie też będzie dla niego klatką, magicznie dzielnice również. Z tą różnicą, że tam może zrobić sobie lub komuś krzywdę, a w wolierze nie. – Skoro zaś nie można było czegoś przenieść, puścić wolno i załatwiać swoich spraw bez lęku o to, co dzieje się z twoim domem, należało pozostawić to w miejscu, gdzie mogło żyć spokojnie bez natrętnych prób przesunięcia tego tam, gdzie chcieliśmy to widzieć. Ta myśl uwidaczniała się wyraźnie nie tylko w jego podejściu do stworzeń hodowlanych i pupili, ale również – żadna to niespodzianka kiedy Helloise i Helena siedziały obok – do ludzi. – Ale to moja opinia. – I wcale nie zamierzał jej narzucać. Brakło w jego wypowiedziach pouczającego tonu, nie zwykł też nigdy krytykować innych za przyjmowanie innych rozwiązań. Właściwie, to spodziewał się jakiegoś wtrącenia od swojego brata lub jego syna, choć... Skoro i sam Leviathan zbudował w swojej hodowli woliery... No tak, nie wspomniał o tym. Seisyll tego w żaden sposób nie skomentował.
Brakło mu porywczości, nie miał też w sobie zbyt wiele młodzieńczego wigoru – był mniej bierny niż starszy brat, ale wciąż trzeba było mocno zajść mu za skórę, żeby zechciał wyrzucić cię za drzwi domu z głośnym hukiem. Wisienką na torcie bycia drętwym okazało się to, że Seisyll naprawdę słuchał Lazarusa tak, jakby ten mówił coś ciekawego, chociaż prawdopodobnie nawet jemu zależało na tym, żeby skończyć gadać i usiąść.
– Zawsze miło gościć cię w Walii – powiedział uprzejmie, rozciągając tę gościnność nie tylko na rodową posiadłość i smoczy rezerwat, ale również na wszystko inne powiązane z rodziną, włączając w to lokacje pozostające jego prywatną własnością.
Następnie wsłuchał się w to, co miała do powiedzenia reszta panien. Nie było to, mimo jego bardzo otwartego i wolnościowego podejścia coś, z czym mógł się w pełni zgodzić w każdym z poruszonych aspektów. Do tego dosyć szybko wydał swój werdykt odnośnie trzymania takiego stworzenia w Londynie.
– Jeśli nie masz serca do zamykania smoczognika, osobiście nie widzę w tym sensu. Twoje mieszkanie też będzie dla niego klatką, magicznie dzielnice również. Z tą różnicą, że tam może zrobić sobie lub komuś krzywdę, a w wolierze nie. – Skoro zaś nie można było czegoś przenieść, puścić wolno i załatwiać swoich spraw bez lęku o to, co dzieje się z twoim domem, należało pozostawić to w miejscu, gdzie mogło żyć spokojnie bez natrętnych prób przesunięcia tego tam, gdzie chcieliśmy to widzieć. Ta myśl uwidaczniała się wyraźnie nie tylko w jego podejściu do stworzeń hodowlanych i pupili, ale również – żadna to niespodzianka kiedy Helloise i Helena siedziały obok – do ludzi. – Ale to moja opinia. – I wcale nie zamierzał jej narzucać. Brakło w jego wypowiedziach pouczającego tonu, nie zwykł też nigdy krytykować innych za przyjmowanie innych rozwiązań. Właściwie, to spodziewał się jakiegoś wtrącenia od swojego brata lub jego syna, choć... Skoro i sam Leviathan zbudował w swojej hodowli woliery... No tak, nie wspomniał o tym. Seisyll tego w żaden sposób nie skomentował.
Brakło mu porywczości, nie miał też w sobie zbyt wiele młodzieńczego wigoru – był mniej bierny niż starszy brat, ale wciąż trzeba było mocno zajść mu za skórę, żeby zechciał wyrzucić cię za drzwi domu z głośnym hukiem. Wisienką na torcie bycia drętwym okazało się to, że Seisyll naprawdę słuchał Lazarusa tak, jakby ten mówił coś ciekawego, chociaż prawdopodobnie nawet jemu zależało na tym, żeby skończyć gadać i usiąść.
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242