07.05.2026, 22:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2026, 22:54 przez Benjy Fenwick.)
1972
Cień pod koronami drzew przyjął mnie nieoczekiwanym chłodem, praktycznie momentalnie odcinając nas od większości światła słonecznego - świecącego tak intensywnie nad jeziorem, jakby ktoś skierował na nie soczewkę lupy, tutaj jednak praktycznie nieistniejącego - z taką skutecznością, że przez moment miałem wrażenie, iż przekroczyliśmy jakąś nieuświadomioną wcześniej granicę, której nie powinno się przekraczać bez przygotowania. Nie przyspieszałem, chociaż napięcie czające się pod moją skórą sugerowało mi coś zupełnie przeciwnego, z wręcz chorobliwą zaciętością pilnowałem tempa, które pozwalało zachować kontrolę - nad sobą, nad sytuacją, nad tym, co mogło się wydarzyć w każdej chwili… Szedłem wolniej niż zazwyczaj, krok miałem jeszcze cichszy, bardziej wyważony, a dłoń, którą trzymałem rękę Prudence, pozostawała napięta, gotowa zareagować szybciej, niż zdążyłbym to przemyśleć. Wrażenie bycia obserwowanym nie zniknęło - wręcz przeciwnie - pod drzewami nabrało dodatkowego ciężaru, którego brakowało mu na otwartej przestrzeni.
Miałem wrażenie, że znaleźliśmy się na nieswoim terenie, osaczeni przez naturę w sposób groteskowo nienaturalny, chociaż w dalszym ciągu można było to zrzucić na grę światła i wyobraźnię - fakt, iż korony zniżały się z każdym przebytym metrem, bluszcze praktycznie smagały nas po głowach, a pnie rosły coraz bliżej siebie niby nie był niczym niezwykłym, jednak coś mi tu nie pasowało - zazwyczaj wszystko miało swoją przyczynę, jednak teraz, tutaj, nie mogłem jej wskazać. Zatrzymałem się na ułamek sekundy, unosząc lekko głowę, próbując złapać coś konkretnego, jakikolwiek punkt zaczepienia, który pozwoliłby przekształcić to przeczucie w coś bardziej namacalnego. Nic, tylko szelest liści, który mógł należeć do wiatru, i cisza między nim, równa, czysta, nieprzenikniona…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)