07.05.2026, 21:38 ✶
- Jakoś trzeba sobie radzić - dodał pocieszająco, obserwując i słuchając Lestrange'a, próbując wyczuć na ile są sojusznikami. Oczywiście - przez wzgląd na pełnione stanowiska - obaj w pewnym sensie należeli do obozu Jenkins. Można było ich również przypisać do wspólnego obozu uprzywilejowanych czystokrwistych mężczyzn, którzy w pierwszej kolejności grają na siebie - na swoje nazwisko, na swoje interesy. I nie było w tym nic złego, tak długo jak w interesie któregokolwiek z nich nie byłoby wykopanie dołka pod drugim... Teoretycznie nie powinno tak być, ostatecznie pracowali na różnych piętrach, z drugiej strony, ród Lestrange był zawsze bardziej radykalny w poglądach niż dajmy na to Shafiq.
- Nie jestem pewien... - odpowiedział ostrożnie, podnosząc się ze swojego miejsca i podchodząc do jednego z regałów, gdzie poszukiwał wyciągu z dokumentacji kambodżańskiej. - Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, lista składników była wytypowana latem przez ekspertów również z Munga, ale... cóż, nikt z nas nie wiedział wtedy w którym miejscu znów nastąpi atak i że to akurat będą płuca naszych obywateli... - w końcu znalazł listę i przejrzał ją pobieżnie ze ściągniętymi brwiami. - Wydaje mi się, że nie ma tutaj mandragory, ale też azjatyckie zioła mogą stanowić nieoczekiwane substytuty, nawet jeśli nie będą... krzyczącymi bulwami. Każę skopiować dla Ciebie listę, może Twoim ekspertom uda się z niej coś wyciągnąć... - Ułożył dokument na biurku, z zamiarem późniejszego przekazania go Lazarusowi. - Mogę skontaktować się z północą Afryki i dowiedzieć się, czy zwiększyliby nam dostawy w tym półroczu. - zamyślił się - Mam, tam kilka kontaktów i mógłbym spróbować poruszyć parę sznurków, tylko widzisz... mam pewien projekt budowalny w Dolinie i teraz w wolnych chwilach raczej szukam sprawdzonych zaufanych amnezjatorów, do kilku zleceń poza godzinami pracy. W końcu świętej zasadzie niejawności musi stać się za dość... - uśmiechnął się przymilnie do Lestrange'a, pozostawiając w jego gestii, czy będzie chciał skorzystać z tej - według Anthony'ego - bardzo uczciwej wymiany uprzejmości. A że jedna rzecz dotyczyła spraw Ministerstwa, a druga całkiem prywatnego projektu... To już rozmowa na zupełnie inne okoliczności.
- Nie jestem pewien... - odpowiedział ostrożnie, podnosząc się ze swojego miejsca i podchodząc do jednego z regałów, gdzie poszukiwał wyciągu z dokumentacji kambodżańskiej. - Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, lista składników była wytypowana latem przez ekspertów również z Munga, ale... cóż, nikt z nas nie wiedział wtedy w którym miejscu znów nastąpi atak i że to akurat będą płuca naszych obywateli... - w końcu znalazł listę i przejrzał ją pobieżnie ze ściągniętymi brwiami. - Wydaje mi się, że nie ma tutaj mandragory, ale też azjatyckie zioła mogą stanowić nieoczekiwane substytuty, nawet jeśli nie będą... krzyczącymi bulwami. Każę skopiować dla Ciebie listę, może Twoim ekspertom uda się z niej coś wyciągnąć... - Ułożył dokument na biurku, z zamiarem późniejszego przekazania go Lazarusowi. - Mogę skontaktować się z północą Afryki i dowiedzieć się, czy zwiększyliby nam dostawy w tym półroczu. - zamyślił się - Mam, tam kilka kontaktów i mógłbym spróbować poruszyć parę sznurków, tylko widzisz... mam pewien projekt budowalny w Dolinie i teraz w wolnych chwilach raczej szukam sprawdzonych zaufanych amnezjatorów, do kilku zleceń poza godzinami pracy. W końcu świętej zasadzie niejawności musi stać się za dość... - uśmiechnął się przymilnie do Lestrange'a, pozostawiając w jego gestii, czy będzie chciał skorzystać z tej - według Anthony'ego - bardzo uczciwej wymiany uprzejmości. A że jedna rzecz dotyczyła spraw Ministerstwa, a druga całkiem prywatnego projektu... To już rozmowa na zupełnie inne okoliczności.