- To prawda, ktoś musi. - Tak właściwie niczego nie musieli, jednak taką już mieli naturę, że jak im na czymś zależało to się w to odpowiednio angażowali. Tym razem mogło być to odebrane raczej jako coś pozytywnego, co było całkiem miłą odmianą. Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej przywyknąć do tej nowej rzeczywistości, w której nie strzelali w siebie piorunami z oczu, nie starali się jak najbardziej zranić tylko cieszyli się wspólnie spędzonym czasem. Nie zastanawiała się nad tym dlaczego tak szybko udało jej się zmienić nastawienie, powinna być ostrożniejsza, bo przecież mocno przez niego cierpiała, jednak miała do niego ogromny sentyment. Gdzieś w głębi duszy zawsze o tym wiedziała, tak po prostu było, bez względu na to, jak bardzo by chciała, aby było inaczej. Czas, który ostatnio razem spędzili był istną sielanką, nie rozmawiali o przyszłości, bo ta nie była im pisana, zamiast tego wykorzystywali teraźniejszość jak najbardziej się dało, to też było dla niej odmianą, do której zaczęła się przyzwyczajać, to nie wróżyło niczego dobrego, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nic co dobre nie trwa wiecznie, w końcu się skończy, ale o tym będzie myśleć kiedy indziej.
Dzisiaj zamierzała się nacieszyć tym wyjątkowym jesiennym dniem, chociaż dużo bardziej przypominał jedno z najcieplejszych, letnich popołudni, może nawet nie z tych, które zdarzają się w Wielkiej Brytanii, pogoda najwyraźniej chciała z nimi współpracować, zachęcała do zaszycia się tutaj z dala od świata, z dala od ludzi, tyle, że właśnie, co do tego, czy byli tutaj sami nie miała już pewności. Wydawało jej się bowiem, że usłyszała jakieś dźwięki dochodzące z okolicy drzew, które otaczały jezioro przy którym odpoczywali. Po tym dniu, kiedy czuła się obserwowana w różnych momentach nieco ją to zaniepokoiło. Właśnie dlatego postanowiła się tym podzielić z Benjy'm, nie sądziła, że zlekceważy jej słowa, gdyby niepokój był nieuzasadniony na pewno w odpowiedni sposób by ją uspokoił, nie zrobił jednak tego. Być może więc wcale sobie tego nie zwizualizowała?
Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała słowa, które padły z jego ust. Lubiła tę pewność siebie, którą emanował, teraz lubiła, imponowała jej, kiedyś raczej okropnie denerwowała Prudence, ale wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a teraz znajdowała się na tym kocu jako jego tymczasowa dziewczyna, więc mogła czerpać z tego korzyści. Czuła się przy nim wyjątkowo bezpiecznie, wiedziała, że jest w stanie zadbać o jej bezpieczeństwo. Nie musiała się bać tego, kto czaił się w krzakach, o ile w ogóle ktoś tam był.
- Myślisz, że to jest rozsądne? - Zapytała jeszcze, chociaż wiedziała, jakiej odpowiedzi mogła się spodziewać. Zresztą jeśli to zrobią będą mieli pewność, że nic nie czai się w tych krzakach. Nie było to wcale takim złym pomysłem, przynajmniej dalej będą mogli cieszyć się tym bardzo przyjemnym popołudniem, raczej wszystko było za tym, aby faktycznie poszli to sprawdzić.
- Tak właściwie to dobrze nam zrobi rozprostowanie kości. - Przejdą się, schowają na moment pod koronami drzew przed tym prażącym słońcem, póki co raczej widać było same pozytywy wynikające z tej idei. - Jeśli faktycznie ktoś się tam czai, to musimy dać mu popalić, warto, żeby zapamiętał, aby nie robić tego po raz kolejny. - Nie miała pojęcia kogo mogłoby frapować to, co robili tutaj razem, ani dlaczego chciał im się przyglądać, być może był to któryś z innych, tymczasowych mieszkańców posiadłości w Exmoor, chociaż wszyscy którzy tam przebywali nie byli zbytnio subtelni, raczej od razu postanowiliby pojawić się na twarzy i rzucić w ich kierunku jakiś uszczypliwy komentarz.
- To co, idziemy? - Nie czekała na odpowiedź, bo wiedziała, że podjęli już tę decyzję. Powoli podniosła się z koca, chwilę zajęło jej otrzepanie piasku z sukienki, nie lubiła plaż właśnie przez to, że te drobne ziarenka zawsze jakoś potrafiły się dostać pod ubranie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control