06.05.2026, 19:52 ✶
Niewidzialne nici, za pomocą których bezlitosne dłonie kierowały marionetką w stronę tragedii majaczącej dotąd na obrzeżach świadomości Mony, zostały przez Icarusa przecięte. Nie została ukarana. Luby stale jej to przypominał, kiedy bywał wobec niej delikatny i niestrudzenie cierpliwy. Nigdy nie dopuściłby się zdrady jej zaufania. Uznała natomiast jego słowa za niewłaściwe. Mężczyzna nie miał powodu, aby przepraszać.
Zwróciła ku niemu nieobecne spojrzenie. Jedynie przez krótki moment twarz kobiety zdradziło wzburzenie, gdy słowa jego o własnej osobie dotarły do jej uszu, a sposób, w jaki ją pochwycił, nie pozostawił jej nawet złudzenia możliwości obrony. Jak ranne zwierzę szukające schronienia w swej kryjówce, Rowle odruchowo spróbowała się odsunąć, jednakże jego dłonie okazały się pozbawione przemocy. Na bogów, przecież to był Icarus. Jej Ari. Co ona wyprawiała?
Jej zachowanie było w gruncie rzeczy niczym więcej jak lękiem zrodzonym w chwili, gdy ci sami bogowie raz jeszcze splątali ich losy. Lękiem przed tym, że mógłby ją odtrącić.
A co gdyby. Zawsze jakieś ale.
Cóż miałby ujrzeć? Ruinę?, pomyślała.
Oczy Mony zapłonęły łzami, jednak rychło je powściągnęła, przywołując na oblicze pozory opanowania. Musiał darzyć ją uczuciem głębokim skoro skłaniał się wobec niej z taką wyrozumiałością. Co więcej, był dla niej dobry, a ona zamierzała tej dobroci nadużyć. Miało być tylko gorzej, więc gotowa wejść w spór, odpowiedziała:
– To nie to samo – sytuacja Icarusa nie miała z tym nic wspólnego. – Nie będę miała ci tego za złe, jeżeli… Jeśli po zobaczeniu, uznasz, że lepiej będzie, gdy na tym poprzestaniemy – dodała pośpiesznie tonem niedbałym, kiedy poczuła ciepło jego dłoni w miejscu, w którym ciało stykało się z chłodną imitacją. Proteza prawej ręki, owoc sztuki jej wuja, stanowiła prawdziwe dzieło. Była wykonana ze stali i drewna. Miała za zadanie tak wiernie naśladować naturę, że aż zwodzić ludzkie oko, ale… Mona już dawno temu poddała się z kolorem, ponieważ nawet nie przypominały powłoki jasnej skóry.
Zwróciła ku niemu nieobecne spojrzenie. Jedynie przez krótki moment twarz kobiety zdradziło wzburzenie, gdy słowa jego o własnej osobie dotarły do jej uszu, a sposób, w jaki ją pochwycił, nie pozostawił jej nawet złudzenia możliwości obrony. Jak ranne zwierzę szukające schronienia w swej kryjówce, Rowle odruchowo spróbowała się odsunąć, jednakże jego dłonie okazały się pozbawione przemocy. Na bogów, przecież to był Icarus. Jej Ari. Co ona wyprawiała?
Jej zachowanie było w gruncie rzeczy niczym więcej jak lękiem zrodzonym w chwili, gdy ci sami bogowie raz jeszcze splątali ich losy. Lękiem przed tym, że mógłby ją odtrącić.
A co gdyby. Zawsze jakieś ale.
Cóż miałby ujrzeć? Ruinę?, pomyślała.
Oczy Mony zapłonęły łzami, jednak rychło je powściągnęła, przywołując na oblicze pozory opanowania. Musiał darzyć ją uczuciem głębokim skoro skłaniał się wobec niej z taką wyrozumiałością. Co więcej, był dla niej dobry, a ona zamierzała tej dobroci nadużyć. Miało być tylko gorzej, więc gotowa wejść w spór, odpowiedziała:
– To nie to samo – sytuacja Icarusa nie miała z tym nic wspólnego. – Nie będę miała ci tego za złe, jeżeli… Jeśli po zobaczeniu, uznasz, że lepiej będzie, gdy na tym poprzestaniemy – dodała pośpiesznie tonem niedbałym, kiedy poczuła ciepło jego dłoni w miejscu, w którym ciało stykało się z chłodną imitacją. Proteza prawej ręki, owoc sztuki jej wuja, stanowiła prawdziwe dzieło. Była wykonana ze stali i drewna. Miała za zadanie tak wiernie naśladować naturę, że aż zwodzić ludzkie oko, ale… Mona już dawno temu poddała się z kolorem, ponieważ nawet nie przypominały powłoki jasnej skóry.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception