06.05.2026, 09:33 ✶
Primrose nie była człowiekiem pełnym nienawiści. Składała się z wierności, troski i marzeń. Nie posiadała wielkich aspiracji, istniało w niej jedynie pragnienie bycia matką i prowadzenia spokojnego życia, w którym nie musiała za bardzo zastanawiać się nad tym, co teraz tak bardzo zaprzątało głowę Rodolphusa.
Zrobiłaby dla swojej rodziny wszystko. Gdyby ją poprosili o wsparcie w swojej Wielkiej Sprawie – zrobiłaby to. Nie bez zawahania, bo gdzie ona niby przystawała do morderczych zapędów Lorda Voldemorta, ale nigdy by im nie odmówiła. Prawda była jednak taka, że jak na ten moment to wcale nie Śmierciożercy podawali jej dłoń, lecz Aurorzy i Bertie Bott. Członków rodziny często prosiła o uwagę... Jej myśli kierowały się więc w stronę światła, chociaż niekoniecznie zdawała sobie z tego sprawę.
– No weź – klepnęła go w ramię zaczepnie, kiedy tak bezczelnie skomentował jej wygląd. – Nie zliczę ile nadgodzin zrobiłam, a dopiero zaczęłam pracę. Nogi mnie tak bolą, Rudi. Ciągle mi każą komuś kasować wspomnienia. Codziennie siedzę tam jak przygłup, każdemu mówię to samo i słucham manifestu popaprańca, który zjarał mi chatę. NIE UWIERZYSZ KTO MNIE URATOWAŁ Z PŁONĄCEGO BUDYNKU. A... – Zatkało ją na moment. – No mam torebkę, tylko drzwi zamknę, oki? Nie wiem w ogóle gdzie iść, bo połowa ulicy spłonęła i nie miałam czasu się rozejrzeć.
Zrobiłaby dla swojej rodziny wszystko. Gdyby ją poprosili o wsparcie w swojej Wielkiej Sprawie – zrobiłaby to. Nie bez zawahania, bo gdzie ona niby przystawała do morderczych zapędów Lorda Voldemorta, ale nigdy by im nie odmówiła. Prawda była jednak taka, że jak na ten moment to wcale nie Śmierciożercy podawali jej dłoń, lecz Aurorzy i Bertie Bott. Członków rodziny często prosiła o uwagę... Jej myśli kierowały się więc w stronę światła, chociaż niekoniecznie zdawała sobie z tego sprawę.
– No weź – klepnęła go w ramię zaczepnie, kiedy tak bezczelnie skomentował jej wygląd. – Nie zliczę ile nadgodzin zrobiłam, a dopiero zaczęłam pracę. Nogi mnie tak bolą, Rudi. Ciągle mi każą komuś kasować wspomnienia. Codziennie siedzę tam jak przygłup, każdemu mówię to samo i słucham manifestu popaprańca, który zjarał mi chatę. NIE UWIERZYSZ KTO MNIE URATOWAŁ Z PŁONĄCEGO BUDYNKU. A... – Zatkało ją na moment. – No mam torebkę, tylko drzwi zamknę, oki? Nie wiem w ogóle gdzie iść, bo połowa ulicy spłonęła i nie miałam czasu się rozejrzeć.