05.05.2026, 22:11 ✶
Mężczyźni żyli krócej od kobiet i ginęli tragiczniej. Mimo istnienia na tym świecie koronerów i statystyków, Flint był niemalże pewny, że nikt nie rozumiał tego tak bardzo, jak ludzie zajmujący się sprawami dusz, a nie chwaląc się – on właśnie do takich należał. Z tego też powodu rozumiał dobrze co dokładnie pchało go między fale podczas sztormu, jak i dlaczego z takim uwielbieniem wpatrywał się w oczy kobiet pełnych żaru. To była bardzo męska rzecz utonąć na morzu. To była bardzo męska rzecz utonąć w spojrzeniu kobiety, jaką się mogło przyrównać w wierszu do huraganu. Cassandra mogła łatwo zauważyć, że bezczelność i figlarność popłacały, kiedy chciało się zdobyć uwagę kogoś, kto zdawał się owijać sobie tubylców wokół małego paluszka.
Dægberht zdawał się nie widzieć w tej sali nikogo i niczego poza nią. Jego twarz rozbłysła momentalnie, kiedy tylko zorientował się, że zainteresowanie jakie jej okazał, było obustronne.
– To bardzo krótki czas od poznania jak na chęć traktowania mnie jak swojej własności – powiedział, dosiadając się i uśmiechając w sposób, który obnażał krzywe zęby. – Obawia się panienka konkurencji? Niewątpliwie ciężko w Docklands o piękniejszy kwiat. – Przyćmienie uroku kogoś o tak wybitnej urodzie było ciężkie, a może nawet niemożliwe – a jednak ten uśmiech przynajmniej na moment odciągał uwagę i kazał zastanowić się nad tym, że nawet najpiękniejsi na świecie ludzie nie mogli być idealni. On również miał swoje skazy. Przerwę pomiędzy jedynkami. Srebrne oczy będące znamionami choroby i zdradzające, iż gdzieś po jego ciele krążyło runo postępującej srebrzycy – świadectwa kazirodztwa jakiego dopuścili się jego przodkowie. No ale – wszystko to umykało, kiedy tylko mrugał, a woalka przepięknych rzęs odciągała uwagę od wszelkich niedoskonałości. – Rzucę to prosto z mostu... – Siedział naprzeciw niej, z łokciami opartymi o blat, pochylając się w przód. Rozpuszczone włosy oprawiały mu twarz w ramkę. – Miałem nadzieję pannę zobaczyć po tym jak spotkaliśmy się pierwszy raz. Niedawno po robocie dostałem w ramach podziękowania dwa bilety i prawdę mówiąc to właśnie panienki oblicze nie opuszczało moich myśli, kiedy się zastanawiałem nad tym, kogo mógłbym ze sobą zabrać.
Dægberht zdawał się nie widzieć w tej sali nikogo i niczego poza nią. Jego twarz rozbłysła momentalnie, kiedy tylko zorientował się, że zainteresowanie jakie jej okazał, było obustronne.
– To bardzo krótki czas od poznania jak na chęć traktowania mnie jak swojej własności – powiedział, dosiadając się i uśmiechając w sposób, który obnażał krzywe zęby. – Obawia się panienka konkurencji? Niewątpliwie ciężko w Docklands o piękniejszy kwiat. – Przyćmienie uroku kogoś o tak wybitnej urodzie było ciężkie, a może nawet niemożliwe – a jednak ten uśmiech przynajmniej na moment odciągał uwagę i kazał zastanowić się nad tym, że nawet najpiękniejsi na świecie ludzie nie mogli być idealni. On również miał swoje skazy. Przerwę pomiędzy jedynkami. Srebrne oczy będące znamionami choroby i zdradzające, iż gdzieś po jego ciele krążyło runo postępującej srebrzycy – świadectwa kazirodztwa jakiego dopuścili się jego przodkowie. No ale – wszystko to umykało, kiedy tylko mrugał, a woalka przepięknych rzęs odciągała uwagę od wszelkich niedoskonałości. – Rzucę to prosto z mostu... – Siedział naprzeciw niej, z łokciami opartymi o blat, pochylając się w przód. Rozpuszczone włosy oprawiały mu twarz w ramkę. – Miałem nadzieję pannę zobaczyć po tym jak spotkaliśmy się pierwszy raz. Niedawno po robocie dostałem w ramach podziękowania dwa bilety i prawdę mówiąc to właśnie panienki oblicze nie opuszczało moich myśli, kiedy się zastanawiałem nad tym, kogo mógłbym ze sobą zabrać.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr