– Nie wiedziałam, że masz takie upodobania – odparła po dość krótkiej przerwie, w trakcie której przypatrywała się Calowi. – Mogłeś powiedzieć wcześniej, to bym cię do czegoś przykuła, a potem by się zobaczyło co dalej – mówiła to takim tonem, który wcale nie zwiastował tego, że żartuje, ale była ogólnie w takim nastroju, wygladała na skołowaną i wcześniej chyba nawet płakała, że równie dobrze mogła po prostu nie mieć siły na swój zwyczajowy zaczepno-żartujący wyraz twarzy czy głosu. – Co jest tutaj tą torturą? Moje gadanie? Wizja wykładu? – wymieniała i usta jej zadrżały. Raczej nie chodziło o jej paplanie bo zwykle potrafiła dużo gadać i jakby mu to przeszkadzało, to by z nią nie spędzał czasu również prywatnie.
– I ze wszystkich dostępnych opcji wybrałeś akurat wróżbiarstwo? – Guinevere była wyraźnie zdumiona, zwłaszcza, że wiedziała jakie miał na ten temat zdanie, jak wielkim był sceptykiem. Sama widziała tutaj przynajmniej dwie lepsze opcje dla niego niż to cholerne wróżbiarstwo, do którego ewidentnie się zraził w szkole i Ginny mogła tu winić tylko jego nauczycielkę.
Nie była pewna niczego. Było jej obojętne, czy będą tu siedzieć do nocy i pić, czy będą gadać, czy będą milczeć, czy wrócą do obozu. Ten filar nie był żadną racjonalną decyzją, bo takich tutaj dzisiaj nie było. Była to krótka myśl, na którą nie miała wiele wpływu – ten obraz przypominał jej się raz na jakiś czas, obraz, którego nigdy nie widziała na własne oczy i chyba chciała go po prostu utrwalić po swojemu. Nie myślała dzisiaj o tym jakoś bardzo długo, właściwie w ogóle o tym nie myślała, tak jak o tym, żeby pójść na wrzosowisko (i zapomnieć wszystko), nogi po prostu ją tutaj zaprowadziły i kto wie, może gdyby Cal jej nie dogonił i nie zaproponował Ognistej, to prędzej czy później stanęłaby przed tym cholernym filarem. Sama. I nawet nie to, że chodziło tutaj o jakieś wielkie jasnowidzenie czy coś w ten deseń, z którego nie była zadowolona, bo przecież wiedziała jak to wygląda, żyła przecież z matką, która jest jasnowidzem i wiedziała doskonale jakie to jest upierdliwe dla ludzi – przewidywanie tego, co będą chcieli zrobić i tak dalej. Nic tak nie irytowało jak to, że matka znała jej plany, chociaż nigdy nawet nie powiedziała ich na głos i Gin nie chciała być tym obciążeniem dla innych, nie chciała być wścibska i nie chciała, żeby ludzie zaczęli jej z tego powodu unikać. Tego filaru o tej porze roku i dnia była po prostu ciekawa. Zawodowo. Przecież sama miała w sobie coś z pracoholika, któremu czasami ucieka czas na dobrej zabawie pracy. Tyle tylko, że nie trzeba jej było od tego odciągać hipogryfami.
– Z niektórymi rzeczami trzeba się zmierzyć – mruknęła, ale wcale się nie ruszyła. A przynajmniej nie od razu, bo ostatecznie westchnęła ciężko i spróbowała się podnieść i wtedy zakręciło jej się w głowie.