04.05.2026, 21:46 ✶
– A nie możemy wybrać czegoś przyjemniejszego? Na przykład madejowego łoża? – zasugerował, prawdopodobnie znów nie do końca poważnie, bo jednak rozciąganie i zrywanie stawów, niekoniecznie było przyjemniejsze niż słuchanie o wróżbiarstwie. Wyolbrzymiał: może ot w swojej zwykłej przekorności, a może dlatego, że kobieta podchwyciła temat i przez moment zdawała się mniej ponura. Oszczędził sobie też w związku z jej dzisiejszym nastrojem uwagi, że te symbole, karty, cała reszta, zwykle były trafne, bo… człowiek widział w nich po prostu to, co chciał zobaczyć. – Nie, ale w Hogwarcie trzeba w pewnym momencie wybrać kilka przedmiotów dodatkowych. Gdy się tam przeniosłem, wybrałem starożytne runy, ale wśród pozostałych opcji były opieka nad magicznymi stworzeniami, wróżbiarstwo, numerologia i mugoloznastwo.
I żałował trochę, że nie wybrał tego ostatniego: okazywało się istotne w pracy archeologa i podróżach. Ale wtedy zaśmiecanie sobie głowy informacjami o mugolach wydawało mu się kiepskim pomysłem i czymś zupełnie niepotrzebnym, matka dostałaby zapewne apopleksji, a głos Slytherina był w Hogwarcie głośniejszy niż kiedykolwiek wcześniej czy kiedykolwiek później. Jakby znajome zakątki go budziły. Koledzy oczywiście też by go wyśmiewali, ale prawda była taka że Cathala Shafiqa nawet jako nastolatka zupełnie to nie obchodziło: miał tak bardzo wyrąbane na nieinteresujące go sprawy i na popularność, że by to ignorował, a gdyby ktoś go wkurzył, posłałby pewnie w niego jakiś niemiły czar.
– Jeśli wszystko ci jedno, zawsze możemy rzucić monetą – stwierdził, choć to oczywiście ograniczyłoby sprawę do dwóch opcji.
Skupił na niej spojrzenie bladych oczu, nagle uważniejsze niż wcześniej, gdy wspomniała o filarach. Myślał o tym, że ledwo co twierdziła, że nie chce żadnych jasnowidzów: i zdawało się, że przebudzony dar proroctw napawa ją jakimś lękiem, a jeśli nie lękiem, to najmniej niepewnością. A teraz chciała iść do miejsca ze swoich wizji, ze snów, miejsca, o którym proroctwa snuła Cassandra.
Nie wytknął tego jednak.
Ludzie nie zawsze byli racjonalni. On nie zawsze był racjonalny.
– Jeżeli chcesz. To nie jest daleko stąd – powiedział, gotów wstać z kamienia.
I żałował trochę, że nie wybrał tego ostatniego: okazywało się istotne w pracy archeologa i podróżach. Ale wtedy zaśmiecanie sobie głowy informacjami o mugolach wydawało mu się kiepskim pomysłem i czymś zupełnie niepotrzebnym, matka dostałaby zapewne apopleksji, a głos Slytherina był w Hogwarcie głośniejszy niż kiedykolwiek wcześniej czy kiedykolwiek później. Jakby znajome zakątki go budziły. Koledzy oczywiście też by go wyśmiewali, ale prawda była taka że Cathala Shafiqa nawet jako nastolatka zupełnie to nie obchodziło: miał tak bardzo wyrąbane na nieinteresujące go sprawy i na popularność, że by to ignorował, a gdyby ktoś go wkurzył, posłałby pewnie w niego jakiś niemiły czar.
– Jeśli wszystko ci jedno, zawsze możemy rzucić monetą – stwierdził, choć to oczywiście ograniczyłoby sprawę do dwóch opcji.
Skupił na niej spojrzenie bladych oczu, nagle uważniejsze niż wcześniej, gdy wspomniała o filarach. Myślał o tym, że ledwo co twierdziła, że nie chce żadnych jasnowidzów: i zdawało się, że przebudzony dar proroctw napawa ją jakimś lękiem, a jeśli nie lękiem, to najmniej niepewnością. A teraz chciała iść do miejsca ze swoich wizji, ze snów, miejsca, o którym proroctwa snuła Cassandra.
Nie wytknął tego jednak.
Ludzie nie zawsze byli racjonalni. On nie zawsze był racjonalny.
– Jeżeli chcesz. To nie jest daleko stąd – powiedział, gotów wstać z kamienia.