Otoczenie w którym się znajdowali nie było czymś normalnym dla Prudence. Raczej rzadko zapuszczała się na łono natury, nie przepadała za tym, nie należała do osób, które lubiły spędzać czas na świeżym powietrzu. Przynajmniej tak się jej wydawało. Większość życia spędziła w stolicy, unikała miejsc, w których coś mogło ją ugryźć, czy wleźć pod ubranie. to nie tak, że się tego obawiała, po prostu nauczyła się inaczej spędzać czas. Wcale nie przeszkadzał jej tłok, czy typowy dla miasta hałas.
Tak właściwie to zapomniała nawet, jak to jest siedzieć tak sobie gdzieś zupełnie beztrosko, było to całkiem miłą odmianą od codzienności. Łatwo było to tego przywyknąć, nie mogła jednak tego zrobić, musiała pamiętać, że niedługo wszystko wróci do normy, nawet jeśli wyjątkowo jej się to nie podobało. Szkoda było jednak marnować ten czas na to, by się nad tym zastanawiać. Próbowała cieszyć się chwilą, chociaż to też nie było dla niej typowym zachowaniem.
- Jak już się za coś zabieramy to zazwyczaj robimy to dobrze. - Nie dało się ukryć, że potrafili się zaangażować, w przyjaźń, nienawiść, cokolwiek by to nie było. W tej chwili starała się skupiać raczej na tych pozytywnych chwilach z przeszłości, nie warto bowiem było rozgrzebywać to, co nie poszło po ich myśli. Tym bardziej, że w końcu zaczęła rozumieć czym było to spowodowane, Prue niby była pamiętliwa, jednak nie brakowało jej wyrozumiałości. Szkoda, że tak późno dotarły do niej niektóre informacje, ale wtedy sama nie do końca chciała drążyć temat, bo była zraniona. Grunt, że w końcu wszystko sobie wyjaśnili.
Słońce nie przestawało prażyć, ten dzień był naprawdę wyjątkowy jak na wrzesień. Tak właściwie bardzo łatwo było zapomnieć o tym, że wakacje już minęły. Popołudnie było bardzo leniwe, co również było miłą odmianą, czuła, że to, co robią było właściwe, chociaż przecież raczej każdą wolną chwilę spędzała raczej na pracy, tej oficjalnej i mniej oficjalnej. Dawno nie miała tyle czasu dla siebie. Pożary trochę otworzyły jej oczy, właściwie to nie same pożary, a również jego obecność, łatwo było dzięki temu zmienić tok myślenia, zobaczyć, że inne rzeczy również mogą być ważne.
Wpatrywał się w nią, czuła na sobie jego wzrok. Zastanawiała się, jak ją widzi w tej chwili, czy patrzył na nią, tak jak ona zaczęła spoglądać na niego? Miała świadomość, że nie byli tymi samymi ludźmi co wcześniej, a jednak nadal potrafili do siebie dotrzeć. Dopuściła go do siebie bardzo szybko, co wcale jej nie dziwiło, miała do niego sentyment i to pewnie nigdy nie powinno się zmienić. Niektóre rzeczy po prostu były takie, a nie inne. Ich relacja różniła się w tej chwili od tego, co kiedyś ich łączyło, kto wiedział właściwie, czy gdyby nie byli tacy uparci, to wcześniej nie udałoby im się skończyć w podobnym miejscu. Nie mogła jednak się na tym skupiać, bo ustalili, że to było tylko chwilowe, mimo tego jednak czasem zastanawiała się nad tym, co by było gdyby, to było silniejsze od niej. Prudence spoglądała na jezioro, które było wyjątkowo spokojne, nie pojawiła się na nim nawet drobna fala.
Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk który dochodził od strony drzew. Odruchowo się tam odwróciła, niczego jednak nie zobaczyła. Przypomniała sobie o tym, że miała wrażenie już wcześniej, że ktoś ją obserwował. Przez cały dzień towarzyszyło jej to dziwne uczucie, nie chciało jej się jednak wierzyć w to, że ktoś mógł się pofatygować aż tutaj, na to pustkowie. To było irracjonalne.
Podzieliła się swoimi obawami z Benjy'm, nie zrobiła tego jednak wprost, bo nie chciała wyjść na paranoiczkę, wolała podejść do tematu bardziej naokoło. - Czyli nie powinniśmy się martwić tym, że ktoś nas podgląda. - Jego słowa potwierdziły to, co jej się wydawało. Raczej niewiele osób wiedziało o tym miejscu, co powodowało, że powinni być tutaj bezpieczni. Nie mogła jednak pozbyć się tego dziwnego wrażenia, że ktoś ich podgląda.
Dostrzegła uśmiech na jego twarzy, to spowodowało, że spięte ramiona opadły. Nie powinna niczym się martwić, to co najgorsze było za nimi, powinni cieszyć się tym dniem. - Zresztą nawet, jeśli ktoś czai się w tych krzakach, to pewnie nie ma pojęcia z kim zadziera. - Dodała jeszcze, bo wiedziała, że bez względu na to, czy ktoś był w lesie, czy nie, to nie powinna się niczym martwić, bo przecież on był przy niej, a nie raz w ciągu kilku ostatnich dni udowodnił jej to, że mogła się czuć przy nim bezpiecznie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control