04.05.2026, 14:27 ✶
Ostatnimi czasy w biurze Roberta było nadzwyczajnie dużo pracy. Galinda tonęła w papierach, Adrian przypominał chmurę gradową, a Johna trzeba było cały czas podnosić na duchu, by nie dostał nerwowego załamania. Na szczęście już kończyli jedną sprawę papierologiczną, czyli dogłębniejszą analizę danych, które otrzymali od Laurence'a Lestrange'a. Z mieszkaniami było gorzej niż myśleli. Jednak teraz, powoli z pierwotnego chaosu, zaczęli wchodzić w etap pracy lepiej zorganizowanej i zdecydowanie spokojniejszej.
Atreus Bulstrode został przyjęty w biurze sędziowskim, a potem zaprowadzony do Robertowego gabinetu. Crouch siedział nad dokumentami, okulary do czytania osunęły mu się lekko na czubek nosa. Czuł się w nich staro, ale przynajmniej widział na papierze literki, nie zaś zamazaną szarą plamę.
— Atreusie — Sędzia wstał i z uśmiechem podał aurorowi rękę. Kiedy siadał z powrotem, zdjął z nosa okulary. — Och, żebyś wiedział. Karnych spraw jest stosunkowo mało, jak na okoliczności. Raczej mamy do czynienia z ludźmi, którzy wykorzystywali Spaloną Noc, by kraść, bić się, polewać niewinnych czerwoną farbą. Wciąż dziwi mnie to, ile było takich przypadków. W każdym razie, staramy się ogarnąć obecny chaos. Staram się załatwić mieszkania dla potrzebujących, którzy stracili swoje własne podczas Spalonej Nocy, ale przez to zatonęliśmy w papierach. Teraz jest odrobinę lepiej, rzecz jasna.
Nie wypowiedział bezpośrednio tego, co najbardziej nasuwało się na myśl przy takich rozmowach. Bowiem góra, czyli droga ministra, najzwyczajniej nie ogarniała. Natomiast ludzie mający choć odrobinę oleju w głowie ogarniali ten przeklęty bałagan, jak tylko potrafili.
— Zapowiedziałeś się, jednak nie napisałeś konkretnie, co cię sprowadza — rzekł, odkładając na bok dokumenty, nad którymi wcześniej ślęczał. — Może się czegoś napijesz? Mam herbatę, kawę i wzorem Anthony'ego Shafiqa, butelkę brandy na podorędziu.
Atreus Bulstrode został przyjęty w biurze sędziowskim, a potem zaprowadzony do Robertowego gabinetu. Crouch siedział nad dokumentami, okulary do czytania osunęły mu się lekko na czubek nosa. Czuł się w nich staro, ale przynajmniej widział na papierze literki, nie zaś zamazaną szarą plamę.
— Atreusie — Sędzia wstał i z uśmiechem podał aurorowi rękę. Kiedy siadał z powrotem, zdjął z nosa okulary. — Och, żebyś wiedział. Karnych spraw jest stosunkowo mało, jak na okoliczności. Raczej mamy do czynienia z ludźmi, którzy wykorzystywali Spaloną Noc, by kraść, bić się, polewać niewinnych czerwoną farbą. Wciąż dziwi mnie to, ile było takich przypadków. W każdym razie, staramy się ogarnąć obecny chaos. Staram się załatwić mieszkania dla potrzebujących, którzy stracili swoje własne podczas Spalonej Nocy, ale przez to zatonęliśmy w papierach. Teraz jest odrobinę lepiej, rzecz jasna.
Nie wypowiedział bezpośrednio tego, co najbardziej nasuwało się na myśl przy takich rozmowach. Bowiem góra, czyli droga ministra, najzwyczajniej nie ogarniała. Natomiast ludzie mający choć odrobinę oleju w głowie ogarniali ten przeklęty bałagan, jak tylko potrafili.
— Zapowiedziałeś się, jednak nie napisałeś konkretnie, co cię sprowadza — rzekł, odkładając na bok dokumenty, nad którymi wcześniej ślęczał. — Może się czegoś napijesz? Mam herbatę, kawę i wzorem Anthony'ego Shafiqa, butelkę brandy na podorędziu.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.