Dobrze wiedziała, że choćby ubrali się najbardziej po mugolsku jak tylko się dało (a nie czarujmy się, Victoria niezbyt przebywała z mugolami, chociaż miała kilka mugolskich ciuchów na takie okazje), to i tak się wyróżniali – to ten chód, to jak trzymali głowę, miny na zbyt ładnych twarzach… Victoria nie miała wątpliwości co do tego, że gdy tylko przekroczyli próg Steru Marzeń, to pasowali tam jak parmezan do owoców morza, czyli wcale.
Wbili do knajpy jak do siebie i co prawda odsunęli się trochę od wejścia, by go aż tak nie blokować, to i tak było to dobre miejsce obserwacyjne. Lestrange rozejrzała się wcale niedyskretnie, przecież szukała dla nich miejsc, by mogli usiąść, a tak naprawdę to skanowała otoczenie w poszukiwaniu rudych wiewiór, które już dość mocno napsuły im krwi. Swędział ją wierzch dłoni, co powodowało irytację równie mocno jak to, że dopiero co Atreus przejebał w karty jej pieniądze, a potem musieli się układać z obszczymurem. To nie był dobry dzień. I równie dobrze swoich zgub mogli tutaj nie znaleźć… Prawdę mówiąc miała trochę nadzieję, że jednak ich tu nie będzie.
Niestety byli. Niestety: bo musieli tutaj zostać, a akurat rzuciło jej się w oczy, że są wytykani (brudnymi) paluchami przez tubylców, co mogło zwiastować wszystko. Również to, że za chwilę ktoś ich pociągnie za fraki i wyprosi, a nie potrzebowała mieć trzeciego oka, by przewidzieć jak to się skończy. Ale nie, ją też to nie ruszało bardziej, niż to, że po prostu czuła kłopoty w kościach, przyzwyczajona do tego, że ludzie się na nią gapią.
Atreus ruszył pierwszy, jak ten lodołamacz, a Victoria po prostu przeciskała się za nim, nie chcąc, by się teraz rozdzielili. I kiedy on rozpoczął swoją gadkę – ona postanowiła siedzieć cicho i po prostu czuwać, czy przypadkiem zaraz nie zacznie się coś, co będzie wymagać szybkiego działania. Na przykład, czy nie leci w ich stronę jakiś kufel…
// Percepcja ◉◉◉○○ – rozglądam się
Akcja nieudana