Dzwonek znajdujący się przy drzwiach prowadzących do wnętrza sklepu był odrobinę irytujący. Dawno już nie miałem okazji spotkać się z tym ustrojstwem. To na nim skupiłem się w pierwszym momencie, ignorując tym samym jasnowłosą kobietę, informującą o tym, że za chwilę zamykają. Ona zamyka? Ciężko było dostrzec w pomieszczeniu kogoś więcej. Liczba mnoga nie wydawała się więc czymś uzasadnionym. No, chyba że ktoś jeszcze krył się na zapleczu. Tego nie byłem w stanie zweryfikować ot tak.
Mimo usłyszanych słów, pozwalam sobie na to, aby rozejrzeć się po wnętrzu. Nie śpieszę się. Oceniam to, co znajduje się przed moimi oczyma. Drewniana lada. Meble. Wygląd butelek wraz ze zdobiącymi je etykietami. Jakby miało to faktycznie jakieś znaczenie.
Choć może do pewnego stopnia jednak miało?
- To zajmie tylko chwilę. - Zwracam się do niej.
Rzecz jasna nie jestem w stanie nie zastanawiać się przy tym kim ona jest. Zwłaszcza, że z moich informacji wynika, iż to właśnie Séraphine Anne Leroux odpowiedzialna jest za sprzedaż rodzinnego wina oraz za znajdujący się w Londynie sklep. Puzzle wydają się do siebie pasować. Tylko czy aby przypadkiem nie jest to tylko... pozorne? Niekiedy łatwo można się pomylić.
Podchodzę do jednego z sięgających po sam sufit regałów, niby zapoznając się z zawartością każdej kolejnej półki. Prawda jest jednak taka, że nie bardzo interesuje mnie znajdujący się tutaj alkohol. W tym przypadku półsłodki, wyjątkowo ciemnej barwy. Co jednak innego powinienem zrobić? Postawić sprawę jasno, a następnie powiedzieć jej również o tym, co na ten temat myślę? Tak, to na pewno byłoby rozsądne.
Lepiej nie rozegrałaby tego nawet Geraldine.
- Potrzebujemy wina na rodzinną uroczystość. Czegoś... - Odwracam się wreszcie w kierunku blondynki. Jej również przyglądam się nieco uważniej, choć nie na tyle, aby można było to uznać za bardziej niegrzeczne. Albo przynajmniej tak mi się wydaje. Jedno z dwóch. - wyjątkowego, co powinno przypaść do gustu większości gości. - Mówię. Zapewne wcale nie różni się to od tego, z czym zwraca się do niej większość klientów, ale jakie to ma znaczenie? - To jedna z tych okazji, które nie mają miejsca zbyt często. - Kończę, nie chcąc powiedzieć zbyt wiele. Jakoś tak trochę nie w smak mi zdradzać się przed blondynką z tym, iż udałem się tutaj na przeszpiegi. Zabawne, bo jakoś nigdy nie byłem kimś, kto przejmował się opinią drugiej osoby i temu podobnymi bzdurami. Czasami jednak zdarza się pokazać człowiekowi z tej strony, z której niekoniecznie jest znany.