30.04.2026, 21:01 ✶
Jakże mógłby nie zagniewać się, gdy zabiła jego syna? Zabrała mu go, a Savaš należał mu się tak samo, jak należała mu się Larisa. Forma ukarania go nie była jej decyzją do podjęcia. Weszła tym w jego ojcowskie kompetencje.
Wybaczył jej jednak, ponieważ wiedział, że kierowała nią pasja zranionej matki. Dostrzegał w tym akcie synobójstwa jakieś uczucie ostateczne, coś niby kraniec człowieczeństwa. Tajemnicza potworność, która przewyższała wszystkie nikczemności, jakie sprowadzał przez lata do domu, aby je studiować. Nie przestał Larisy tamtego dnia kochać — Mykew bowiem potworności sam wyszukiwał, sam pożądał ich najgłębszych sekretów. Ileż jeszcze stopni mroku miał odkryć w pani z domu Gaunt? Nie, nie mógłby jej porzucić. Nie poznał o niej jeszcze wszystkiego.
Larisa, ach.
— Stałość — obrócił szeptem słowo w rosyjskim, oglądając odebraną z rąk żony zasłonę, identyczną do tej, którą ledwo przed momentem zdjął. Zaakceptował jej wybór, nie komentując go w żaden inny sposób.
Materiał pachniał obco, nie przesiąkł jeszcze zapachem ich zakładu. W poprzednie kotary wżarła się jednak subtelna, a nieusuwalna woń spalenizny, bo choć warsztat Gregorovitchów ocalał, nie wszystkich ich sąsiadów w Carkitt spotkał ten sam łaskawy los. Irytujący swąd więc sięgnął również ich progu.
W ciszy Mykew rozwieszał zasłony, a gdy sprawa odnowionego wystroju została zamknięta i mężczyzna stanął twardo na podłodze, jego wzrok powędrował ponownie ku sufitowi, przypominając o nieuchronnie czekającym go wyzwaniu. Nie nawykł do wykrętów i uników; sprawę należało rozstrzygnąć bez zwłoki, skoro zostało obiecane. Drabina została przesunięta nieco bliżej centrum pomieszczenia — tak podpowiadała mu jakaś intuicja, mimo że znak pojawiał się w różnych miejscach.
Nim przystąpił do swego zadania, pan Gregorovitch raz jeszcze zwrócił się do żony:
— Ta runa nie zostanie tutaj, Lariso. To wyłącznie sprawa tego, jak daleko będziemy musieli się posunąć w próbach usunięcia tej niedogodności. — Mówił to z niezachwianą pewnością i nie tylko po to, aby ukochaną pocieszyć, a dlatego, że sam wierzył w to, co oświadczał. Może i rozwiązanie nie leżało przed nim na tacy, lecz Mykew Gregorovitch nie był byle kim, aby ulegnąć przed czarnoksięskim znakiem pałętającym się po jego warsztacie.
// remont done, rzucam nam już tutaj kolejnego taska
!BINGO E2
Wybaczył jej jednak, ponieważ wiedział, że kierowała nią pasja zranionej matki. Dostrzegał w tym akcie synobójstwa jakieś uczucie ostateczne, coś niby kraniec człowieczeństwa. Tajemnicza potworność, która przewyższała wszystkie nikczemności, jakie sprowadzał przez lata do domu, aby je studiować. Nie przestał Larisy tamtego dnia kochać — Mykew bowiem potworności sam wyszukiwał, sam pożądał ich najgłębszych sekretów. Ileż jeszcze stopni mroku miał odkryć w pani z domu Gaunt? Nie, nie mógłby jej porzucić. Nie poznał o niej jeszcze wszystkiego.
Larisa, ach.
— Stałość — obrócił szeptem słowo w rosyjskim, oglądając odebraną z rąk żony zasłonę, identyczną do tej, którą ledwo przed momentem zdjął. Zaakceptował jej wybór, nie komentując go w żaden inny sposób.
Materiał pachniał obco, nie przesiąkł jeszcze zapachem ich zakładu. W poprzednie kotary wżarła się jednak subtelna, a nieusuwalna woń spalenizny, bo choć warsztat Gregorovitchów ocalał, nie wszystkich ich sąsiadów w Carkitt spotkał ten sam łaskawy los. Irytujący swąd więc sięgnął również ich progu.
W ciszy Mykew rozwieszał zasłony, a gdy sprawa odnowionego wystroju została zamknięta i mężczyzna stanął twardo na podłodze, jego wzrok powędrował ponownie ku sufitowi, przypominając o nieuchronnie czekającym go wyzwaniu. Nie nawykł do wykrętów i uników; sprawę należało rozstrzygnąć bez zwłoki, skoro zostało obiecane. Drabina została przesunięta nieco bliżej centrum pomieszczenia — tak podpowiadała mu jakaś intuicja, mimo że znak pojawiał się w różnych miejscach.
Nim przystąpił do swego zadania, pan Gregorovitch raz jeszcze zwrócił się do żony:
— Ta runa nie zostanie tutaj, Lariso. To wyłącznie sprawa tego, jak daleko będziemy musieli się posunąć w próbach usunięcia tej niedogodności. — Mówił to z niezachwianą pewnością i nie tylko po to, aby ukochaną pocieszyć, a dlatego, że sam wierzył w to, co oświadczał. Może i rozwiązanie nie leżało przed nim na tacy, lecz Mykew Gregorovitch nie był byle kim, aby ulegnąć przed czarnoksięskim znakiem pałętającym się po jego warsztacie.
// remont done, rzucam nam już tutaj kolejnego taska
!BINGO E2
pozdrawiam
wasz shadow daddy
wasz shadow daddy