30.04.2026, 10:03 ✶
Cathal miał prawo… nie, może nie za nic. Prawo było zbiorem zasad, trzymającym społeczeństwo w kupie. Ale traktował je luźno. I uważał, że tworzy się je jak zagrodę, która ma zatrzymać owce, gdy wilk przeskoczy górą, a wąż prześlizgnie się pod spodem. Nie dbał o prawa i regulaminy, i nigdy nie odczuwał z tego powodu wyrzutów sumienia. Ale w swojej historii miał i naruszenia tych zasad uniwersalnych, które wyznaczały, w którym momencie zaczyna sypać się dusza.
Zdarzało mu się coś ukraść.
Zdarzało mu się kogoś skrzywdzić. Może nie bez powodu, ale dla własnych korzyści.
Zdarzyło się odebrać życie.
I w jakimś sensie wiedział, że jest współwinny każdej śmierci niewinnych zadanej z ręki Ulyssesa: a jednocześnie nie dręczyło go to w ciemne noce, i jeśli ta myśl do niego czasem wracała, to w pełnej goryczy postaci…
…zaprawdę jesteś synem swojego ojca, tego nie z krwi, a z wychowania, Cathalu Shafiq.
Jego dusza zaczęła pękać już dawno, dawno temu.
– Czy teraz powinienem wczuć się w nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu i powiedzieć, że to co zobaczysz w filiżance fusów to tylko wskazówka na dany dzień? – spytał. Gdyby wczuł się w siebie, pewnie skomentowałby, że to dopiero sztuka, jakby fusy mogły odebrać komuś zaskoczenia i pokazać cały plan dnia, ale wyjątkowo powściągał własny sceptycyzmy. Nie była może załamana śmiercią pradziadka, na pewno jednak dotknięcia i wyraźnie wstrząsnęła nią myśl, że jednak nie tylko posiada Trzecie Oko, ale że to się otworzyło. To nie był moment na pokazywanie wszystkich zasobów cynizmu, jakie w sobie nosił. – Być może więc to jest powód twojego przebudzenia tak późno. Może twoje jasnowidzenie miało pozostać uśpione, ale magia Cassandry i jej wizje… coś poruszyły – powiedział w końcu. Blackwood pozostawiła swoje proroctwa w jakiś sposób zapieczętowane, być może by otworzyły się dla konkretnej osoby. Podejrzewał dotąd, że McGonagallowie mogli być z nią w daleki sposób spokrewnieni, ale być może chodziło o to, że sięgnąć ku nim mogły jedynie osoby obdarzone jasnowidzeniem.
– Tylko ładne jasnowidzki, jeśli chodzi o mnie. Tobie mogę zostawić ładnych jasnowidzów – skwitował, również odpowiadając po arabsku, bez protestów porzucając temat konsultacji z jakimiś jasnowidzami. Nie wspominał i o tym, że mogą poszukać czegoś w księgach u Parkinsów albo nawet pogrzebać w tym, co zgromadzili Shafiqowie. Chyba nie była to pora na szukanie dla niej racjonalnych wyjść. Po pierwsze, nie była na to gotowa. Po drugie… jasnowidzenie, po prawdzie, wymykało się wszelkiej racjonalności.
Może tu i teraz potrzebowała właśnie tego palącego alkoholu, nie myślenia choć przez moment i snu bez snów, jakie przyniesie whisky.
Zdarzało mu się coś ukraść.
Zdarzało mu się kogoś skrzywdzić. Może nie bez powodu, ale dla własnych korzyści.
Zdarzyło się odebrać życie.
I w jakimś sensie wiedział, że jest współwinny każdej śmierci niewinnych zadanej z ręki Ulyssesa: a jednocześnie nie dręczyło go to w ciemne noce, i jeśli ta myśl do niego czasem wracała, to w pełnej goryczy postaci…
…zaprawdę jesteś synem swojego ojca, tego nie z krwi, a z wychowania, Cathalu Shafiq.
Jego dusza zaczęła pękać już dawno, dawno temu.
– Czy teraz powinienem wczuć się w nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu i powiedzieć, że to co zobaczysz w filiżance fusów to tylko wskazówka na dany dzień? – spytał. Gdyby wczuł się w siebie, pewnie skomentowałby, że to dopiero sztuka, jakby fusy mogły odebrać komuś zaskoczenia i pokazać cały plan dnia, ale wyjątkowo powściągał własny sceptycyzmy. Nie była może załamana śmiercią pradziadka, na pewno jednak dotknięcia i wyraźnie wstrząsnęła nią myśl, że jednak nie tylko posiada Trzecie Oko, ale że to się otworzyło. To nie był moment na pokazywanie wszystkich zasobów cynizmu, jakie w sobie nosił. – Być może więc to jest powód twojego przebudzenia tak późno. Może twoje jasnowidzenie miało pozostać uśpione, ale magia Cassandry i jej wizje… coś poruszyły – powiedział w końcu. Blackwood pozostawiła swoje proroctwa w jakiś sposób zapieczętowane, być może by otworzyły się dla konkretnej osoby. Podejrzewał dotąd, że McGonagallowie mogli być z nią w daleki sposób spokrewnieni, ale być może chodziło o to, że sięgnąć ku nim mogły jedynie osoby obdarzone jasnowidzeniem.
– Tylko ładne jasnowidzki, jeśli chodzi o mnie. Tobie mogę zostawić ładnych jasnowidzów – skwitował, również odpowiadając po arabsku, bez protestów porzucając temat konsultacji z jakimiś jasnowidzami. Nie wspominał i o tym, że mogą poszukać czegoś w księgach u Parkinsów albo nawet pogrzebać w tym, co zgromadzili Shafiqowie. Chyba nie była to pora na szukanie dla niej racjonalnych wyjść. Po pierwsze, nie była na to gotowa. Po drugie… jasnowidzenie, po prawdzie, wymykało się wszelkiej racjonalności.
Może tu i teraz potrzebowała właśnie tego palącego alkoholu, nie myślenia choć przez moment i snu bez snów, jakie przyniesie whisky.