Ster Marzeń. Ładna nazwa. Taka, że się jej nie spodziewał pod dokach, bo można było rzec że było w niej odrobinę poetyckości. Nie pasowała też zupełnie do tego, co panowało w środku, no chyba że twarze marynarzy były rozrysowane ich własnymi marzeniami. Powietrze było gęste i sine, a Atreus pomyślał w pierwszej chwili, że nawet nie musiał wyciągać papierosa bo urządzono mu właśnie bierną inhalację. Taniość tytoniu mu nie przeszkadzała, bo palił różnie, często na służbie sięgając po paskudne papierosy, jakby chcąc się upodlić jeszcze bardziej. Kiedy się rozejrzeli i wreszcie z morza rudych wyłowili koło, kiwnął tylko Victorii głową i ruszył powoli w stronę atrakcji.
Nawet go nie dziwiły te spojrzenia i wytykanie palcami, bo prawdę powiedziawszy, po Beltane działo się podobnie. Ważne, żeby ich dwa cele ich nie rozpoznały i stwierdziły, że warto pakować manatki w trybie ekspresowym. A kto wie, może spróbują ich oskubać. To by dopiero było ciekawe. Kiedy krótki spacer zakończył się w okolicy bliźniaków i wtedy Atreus uśmiechnął się jakby zobaczył swoich życiowych bohaterów.
- Chwila, czy to... czy to wy organizowaliście tę świetną loterię z kołem? Kurwa, tak się obłowiłem... - usta rozciągnęły się w rozmarzonym uśmiechu. - Kiedy następna taka atrakcja, macie tego wszystkiego więcej?
// błagam skurwykostko zadziałaj na charyzmę ◉◉◉○○ żeby mi uwierzyli w to pierdolenie
Sukces!