27.04.2026, 20:31 ✶
Teoretycznie rzucali kafle do tego samego koła.
Teoretycznie pełnili swoje stanowiska między innymi z powodu wątpliwej w ostatnich dniach przychylności Ministry Jenkins. Ich rozmowa, na poły tylko prywatna, nosiła znamiona bardzo poważnej rozmowy biznesowej, w której kroki przypominały stąpanie pomiędzy rozłożonymi na podłodze jajkami. W każdej chwili któreś jajko można było zbić, w każdej chwili istniało ryzyko, że białko zabrudzi obuwie, a skorupka chrupnie głośno i bezwzględnie. Był to jednak swoisty taniec do którego był przyzwyczajony podobnie z resztą jak najstarszy z synów jego imiennika.
Przyglądał się dokumentacji wyciąganej z teczki, choć niezbyt nachalnie, nie chcąc być w tym swoim szukaniu informacji obsesyjny. Robert uprzedził go, że Lestrange dysponuje wstępnymi analizami stanu Anglii po pożodze, czy jednak ich wzajemny kredyt zaufania był aż tak pewny, by prosić w celach absolutnie prywatnych o tę przysługę?
- Och, nie musisz się martwić, mój osobisty asystent pracował przez wiele lat w Magicznym Urzędzie Celnym i raz, że zaproponował bardzo skuteczne rozwiązania wzmagające efektywność działania tamtejszych urzędników mimo pożogi, ale też nadzoruje organizacje i magiczne zabezpieczenia magazynów zastępczych. Cóż… każdy z nas stara się jak może odnaleźć w nowych realiach, choć zdecydowanie nie jest to proste. - smutny uśmiech, przepraszający, choć wciąż niosący znamiona wewnętrznie dumy wpełzł na jego twarz przyzwyczajeniem występów przed prasą. Jego smutne, zatroskane oczy potrafiły być bardzo potężną bronią z agresywnymi fotoreporterami. Nauczył się tego jeszcze za czasów Hogwartu. - Ale ale… przyszedłeś do mnie ze sprawą. Czy dobrze widzę syngaturę od naszej kochanej nestorki Dorindy? Jak ona się miewa? Nie miałem nawet czasu odwiedzić jej po pożarze, choć szczerze kto ma czas na odwiedziny, to wiadomo że nie pracuje zbyt dobrze, a obaj wiemy, jak ona nie znosi nierobów – uśmiechnął się wyczekująco, ale i z cieniem sentymentu: pod wieloma względami dyrektora szpitala była równie bezwzględna co jego ciotki z Parkinsonów, kobiety, które wychowały go jak własne dziecko podczas nieobecności rodziców. Czy wpłynęło to dobrze na Anthony’ego? Cóż, nie straszna była mu sroga mina pani Lestrange, choć skrycie zastanawiał się przez lata, czy również używała zaklęcia czyszczącego brudy, na niesforne, pałętające się pod jej nogami latorośle. Albo i nawet na starszych krewnych, którzy powiedzieli w jej otoczeniu coś, co uznała za nierozsądne, czy nawet głupie.
Teoretycznie pełnili swoje stanowiska między innymi z powodu wątpliwej w ostatnich dniach przychylności Ministry Jenkins. Ich rozmowa, na poły tylko prywatna, nosiła znamiona bardzo poważnej rozmowy biznesowej, w której kroki przypominały stąpanie pomiędzy rozłożonymi na podłodze jajkami. W każdej chwili któreś jajko można było zbić, w każdej chwili istniało ryzyko, że białko zabrudzi obuwie, a skorupka chrupnie głośno i bezwzględnie. Był to jednak swoisty taniec do którego był przyzwyczajony podobnie z resztą jak najstarszy z synów jego imiennika.
Przyglądał się dokumentacji wyciąganej z teczki, choć niezbyt nachalnie, nie chcąc być w tym swoim szukaniu informacji obsesyjny. Robert uprzedził go, że Lestrange dysponuje wstępnymi analizami stanu Anglii po pożodze, czy jednak ich wzajemny kredyt zaufania był aż tak pewny, by prosić w celach absolutnie prywatnych o tę przysługę?
- Och, nie musisz się martwić, mój osobisty asystent pracował przez wiele lat w Magicznym Urzędzie Celnym i raz, że zaproponował bardzo skuteczne rozwiązania wzmagające efektywność działania tamtejszych urzędników mimo pożogi, ale też nadzoruje organizacje i magiczne zabezpieczenia magazynów zastępczych. Cóż… każdy z nas stara się jak może odnaleźć w nowych realiach, choć zdecydowanie nie jest to proste. - smutny uśmiech, przepraszający, choć wciąż niosący znamiona wewnętrznie dumy wpełzł na jego twarz przyzwyczajeniem występów przed prasą. Jego smutne, zatroskane oczy potrafiły być bardzo potężną bronią z agresywnymi fotoreporterami. Nauczył się tego jeszcze za czasów Hogwartu. - Ale ale… przyszedłeś do mnie ze sprawą. Czy dobrze widzę syngaturę od naszej kochanej nestorki Dorindy? Jak ona się miewa? Nie miałem nawet czasu odwiedzić jej po pożarze, choć szczerze kto ma czas na odwiedziny, to wiadomo że nie pracuje zbyt dobrze, a obaj wiemy, jak ona nie znosi nierobów – uśmiechnął się wyczekująco, ale i z cieniem sentymentu: pod wieloma względami dyrektora szpitala była równie bezwzględna co jego ciotki z Parkinsonów, kobiety, które wychowały go jak własne dziecko podczas nieobecności rodziców. Czy wpłynęło to dobrze na Anthony’ego? Cóż, nie straszna była mu sroga mina pani Lestrange, choć skrycie zastanawiał się przez lata, czy również używała zaklęcia czyszczącego brudy, na niesforne, pałętające się pod jej nogami latorośle. Albo i nawet na starszych krewnych, którzy powiedzieli w jej otoczeniu coś, co uznała za nierozsądne, czy nawet głupie.