– A czy ja narzekam, albo codziennie chodzę upita? – zły wpływ – jeszcze czego. Owszem, raczej normalnie sama z siebie nie sięgnęłaby po alkohol, bo po prostu nie przychodziło jej to do głowy jako „codzienny napój”, ogólnie jej myśli się wokół tego nie kręciły, ale nie była osobą, która zamykała się na to tylko, co jest jej znane, wręcz przeciwnie. Faktycznie zwykle raczej po prostu próbowali tego alkoholu, a Cal jej się „odgrażał”, że czeka ją tej jesieni próba kilku różnych, ale gdyby miała cos przeciwko, to byłby pierwszym, który by się o tym dowiedział. Rzecz była tylko w tym, że miała raczej słabą głowę, co zresztą mógł zauważyć, gdy w lipcu byli razem w klubie.
Gdyby ją ktoś spytał, to wcale nie wiedziałaby, czy to wpływ Ognistej, że chciała się jeszcze raz upewnić, czy faktycznie tak pali, czy wzbudziła w niej śmiałość (której również na co dzień raczej jej nie brakowało), czy po prostu było jej teraz wszystko jedno. Na pewno chciała, by nacisk na czaszkę od środka zelżał, a czasami alkohol na to pomagał, pytanie tylko, czy to, co się z nią działo, to było stresowe, emocjonalne, czy chodziło jeszcze o coś innego. Ale dlatego właśnie sięgnęła jeszcze po tę butelkę i nikt nie mógłby zarzucić Shafiqowi, że zmusza ją do picia. To była jej własna, świadoma decyzja.
Drugi łyk palił tak samo mocno, Guinevere nawet na moment przymknęła oczy, jakby to miało w czymś pomóc. Nie pomogło. Przyszło jej nawet do głowy, czy jeśli wypije się tego więcej, to zaczyna się zionąć ogniem, lecz jak szybko ją ta myśl nawiedziła, tak szybko wypadła. Minęło za to trochę za mało czasu, by potrafiła orzec, czy jej ten alkohol pomoże, czy nie.
Ale po tym drugim łyku przestawało to mieć jakieś większe znaczenie.
– Jak długo można wszystko tłumaczyć przypadkiem? – odparła, brzmiąc może nawet na trochę zmęczoną, ale nie miała pretensji. To były pytania, które sama sobie zadawała – bo znaki były, tylko uparcie je ignorowała, bo nigdy tego dla siebie nie chciała: ciężaru widzenia kawałka przyszłości. – Nie wiem czy się da. Moja matka… Mówiłam ci, moja matka jest jasnowidzką, cholernie utalentowaną – i popularną, a nie przyjęła nazwiska po mężu, więc skojarzenie z Guinevere nie było oczywiste, gdy sama posługiwała się nazwiskiem ojca, a robiła to właściwie dla wygody, żeby Anglicy, z którymi pracowała, nie musieli sobie łamać języka. – Zawsze twierdziła, że odziedziczyłam po niej talent i że któregoś dnia się przekonam i że go marnuję, ale wolałam uważać, że akurat to się nie sprawdzi. Wiesz, trzecie oko przebudza się najczęściej w wieku nastoletnim, kiedy emocje są takie burzliwe, a ja mam trzydzieści dwa lata, miałam nadzieję, że moment na przełom jest już za mną – ale chyba przyszła pora, żeby przestać się oszukiwać. Przeczucia jakie miała w ostatnich miesiącach, obrazy, które jej się śniły, a które potrzebowała później namalować, żeby oczyścić głowę – to się nasiliło, ale dzisiaj… Dzisiaj czuła, jak boli ją głowa. W sposób, w który nie bolała nigdy wcześniej. I jak trudno, w niektórych momentach, było jej skupić na czymś wzrok.