26.04.2026, 00:14 ✶
- Nic się nie stanie - odpowiedział jej spokojnie, odrywając wzrok od tafli wody. Przeszedł miękkim krokiem przez odległość, która ich dzieliła. Nachylił się zupełnie tak, jakby chciał objąć nagle Astorię i usiąść obok. Lecz nie - jedną dłonią wsparł się o deski ławki, a drugą zszedł niżej, do płatków róży, która wyrastała u podnóża ławki. Musnął palcami jej płatki, czarne jak węgiel, a potem uśmiechnął się lekko. Nic się nie stało. Roślina jak roślina, nawet jeżeli wyrosła magicznie i nagle.- Jestem Lestrange. Mnie nic nie grozi.
Powiedział spokojnie, chociaż w głębi duszy nie był tego taki pewny. Ale Astoria nie musiała wiedzieć, że się waha. Nie musiała wiedzieć, że wątpi. Ale musiała wiedzieć jedno.
- Ale nie mogę pozwolić, żeby groziło komuś, na kim mi zależy - powiedział poważnie, prostując się. Wyciągnął dłoń w kierunku kobiety. - Odprowadzę cię.
I taki miał zamiar. Po prostu, bez pośpiechu - odprowadzić ją na skraj posiadłości, dopilnować żeby bezpiecznie się teleportowała. Zanim zacznie usuwać przeszkody, które mogłyby im stanąć na drodze.
Powiedział spokojnie, chociaż w głębi duszy nie był tego taki pewny. Ale Astoria nie musiała wiedzieć, że się waha. Nie musiała wiedzieć, że wątpi. Ale musiała wiedzieć jedno.
- Ale nie mogę pozwolić, żeby groziło komuś, na kim mi zależy - powiedział poważnie, prostując się. Wyciągnął dłoń w kierunku kobiety. - Odprowadzę cię.
I taki miał zamiar. Po prostu, bez pośpiechu - odprowadzić ją na skraj posiadłości, dopilnować żeby bezpiecznie się teleportowała. Zanim zacznie usuwać przeszkody, które mogłyby im stanąć na drodze.
Koniec sesji