Nie każdy był empatyczny i było to całkowicie normalne, Guinevere też zresztą doskonale zdawała sobie sprawę i nie przeszkadzało jej, jeśli ktoś na świat patrzył zupełnie inaczej niż ona. Ba, wręcz było to dla niej szalenie ciekawe, to jak bardzo ludzie potrafią się od siebie różnić w różnych predyspozycjach. W takich chwilach jak ta też nie miała o to pretensji, bo w gruncie rzeczy Cathal nie dawał jej odczuć, że jest w jakiś sposób niezrozumiana, albo że jej emocje są tu jakimkolwiek problemem.
– Wiesz, że moja znajomość z alkoholami jest raczej kiepska – gdzieś kiedyś tę nazwę na pewno usłyszała, po prostu nie przykuwała do tego uwagi, a dzisiaj jej skupienie było tym bardziej rozproszone, że mogłaby z łatwością zgubić wiele szczegółów, które były dla niej w normalnych warunkach bardzo oczywiste.
Ginny nie miała dużej rodziny, nie miała rodzeństwa, a przez to, ze była tak rozproszona na dwóch różnych kontynentach, na pewien sposób te więzi były jednocześnie dalekie co bliskie. Dalekie, bo nie widzieli się na co dzień, nawet nie raz na kilka miesięcy, ale gdy już miała okazję odwiedzić rodzinę w Anglii, to te spotkania były intensywne. Ich rodzina nie miała wiele szczęścia, jej ojciec osiadł w Egipcie, kuzynka ojca… zaginęła i po prostu w pewnym momencie w domu przestano o niej mówić, żona brata dziadka była… mówili jej, że przeklęta – tyle z tego pamiętała, obecnie już o tym nie rozmawiano, było to wszystko zbyt bolesne. Oczywiście, że pradziadek nie był jej tak bliski jak dziadkowie, ale z drugiej strony nie miała tu nikogo więcej. To nie była norma rodzinna. Jej rodzina nie była normą.
Patrzyła teraz na swoje dłonie, gdy bezwiednie przekładała palce. I dla niej śmierć była czymś absolutnie naturalnym – była w końcu uzdrowicielem z wykształceniem medycznym, była też historykiem i pracowała tutaj, z całym swoim zamiłowaniem do cmentarzy i grobowców, nie znaczyło to jednak, że nie było jej smutno, albo że to zwyczajnie nie bolało.
Pokręciła za to głową w odpowiedzi, bo faktycznie niczego nie potrzebowała. Co najwyżej czasu, by przywyknąć do nowej rzeczywistości, ale to było coś, z czym musiała się uporać sama. Na ten moment nie wiedziała, czego mogłaby jeszcze potrzebować.
– Zauważyłam – mruknęła i odruchowo jedną dłoń przyłożyła sobie do gardła, jakby to miało jakoś pomóc na ten ogień. Miał jednak rację: nie zapomni tego smaku, to z pewnością. Nie mogła też powiedzieć, by go polubiła, ale chyba nie o lubienie tutaj chodziło. A na pewno nie jej i nie w tej chwili.
– Śnił mi się pradziadek – odparła w odpowiedzi. – Próbował mi coś powiedzieć, ale nie był w stanie mówić, albo ja nie rozumiałam… Więc potem tylko się uśmiechał – tuż po wstaniu rano miała wrażenie, że coś będzie z tym dniem nie tka i nie musiała długo czekać, by się o tym przekonać. I niby sen nic nie znaczył, ale jakby się nad tym głębiej zastanowić… – Nigdy wcześniej mi się nie śnił – dodała ciszej.