22.04.2026, 22:17 ✶
Podczas wywodu Shafiqa cały czas przyglądała się mu uważnie, starając się wyczytać intencje polityka. Tak jak podejrzewała, Anthony wydawał się być szczerze poruszony tragedią, która spotkała Dolinę Godryka. Sama chęć pomocy nie była jeszcze niczym niezwykłym, gdyż ludzie zazwyczaj reagowali słowami wsparcia na informacje smutnych wydarzeniach w życiu innych (jak miała okazję sama się przekonać podczas pogrzebu matki). Część z tych deklaracji niewątpliwie była jednak wyłącznie powierzchowna, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach nie można było mieć pewności, czy rozmówca nie należał do fanatyków podpalających miasta. Tym bardziej więc współczucie Shafiqa wyróżniało się swoją autentycznością, podobnie jak jego motywacja do działania. Postawienie na dziką kartę zdecydowanie opłaciło się w tym przypadku, ponieważ to właśnie szczerość polityka przekonała Lanę do jego pomysłu.
Obserwacja Anthony'ego snującego plany doprowadziła Dolohovównę do jeszcze jednej konkluzji; jej rozmówca z pewnością miał aurę człowieka wielkiego. I nie wynikało to wyłącznie z pełnionej przez niego funkcji, czy statusu. Chodziło o pasję, ambicję oraz nowatorskie podejście do rozwiązywania problemów. Dolina Godryka była mimo wszystko tylko jedną miejscowością, lecz Shafiq dostrzegał jej kulturowe znaczenie oraz potencjał gospodarczy. Nawet nie będąc jasnowidzem dostrzegał możliwą przyszłość i od razu tworzył plan, który mógłby uczynić ją teraźniejszością. W jego słowach Dolina stawała się kluczowym miejscem dla czarodziejskiej społeczności, a jej odbudowa przedsięwzięciem, któremu nie należało szczędzić ambicji. Wydawało się, że gdy Anthony Shafiq wyznaczył sobie jakiś cel, nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Lana poczuła się trochę jak wtedy, gdy czytała przekazy o dokonaniach Juliusza Cezara albo Napoleona zastanawiając się, czy ci ludzie nie zdawali sobie sprawy z własnych ograniczeń. Teraz jednak dobitnie zrozumiała, iż musieli być ich świadomi i tylko mądre dobranie sojuszników pozwoliło na spełnienie ich wielkich celów. Dobrze więc, że pośród tych wszystkich ambicji Shafiqa wciąż zdawał się posiadać kręgosłup moralny. Inaczej zapewne Anglia już byłaby cała w jego smukłych dłoniach.
Gdy Anthony skończył swoją wypowiedź, wbiła wzrok w filiżankę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Owszem, czuła się nieco przytłoczona, ale nie informacjami, tylko odpowiedzialnością, która potencjalnie mogła na nią spaść. Jej krewniak bez wątpienia pragnął zapisać się tym pomysłem w historii, jednak czy ona chciała tego dla siebie? Czy pragnęła stać się aktywnym graczem w losach świata właśnie w tym momencie? Myślała nad tą kwestią intensywnie, co też było widoczne po jej nieobecnym wyrazie twarzy (oraz stygnącej herbacie). W końcu odezwała się, choć część jej myśli zdawała się wciąż pozostawać gdzieś indziej.
– Z pewnością wesprę tę fundację finansowo. Masz rację, że aktualnie zebranie funduszy na pomoc dla Doliny jest kluczowe. – choć raz miałaby przynajmniej pewność, że jej składka rzeczywiście idzie na szczytne cele a nie na fundację mającą służyć jedynie polepszeniu reputacji jakiejś czystokrwistej rodziny. – Jeśli chodzi o pozostałe aspekty twojej propozycji to... To myślę, że chyba mogłabym spróbować. – w jej głosie wciąż dało się wyczuć niepewność, ale pojawiło się coś jeszcze; iskra emocji, iskra życia. – Szczerze mówiąc, nie wiem, na ile będę w stanie pomóc biorąc pod uwagę mój obecny stan. Nigdy wcześniej nie łączyłam również moich badań z działalnością charytatywną. – ani z jakąkolwiek działalnością, gdyż wszystkie wcześniejsze badania prowadziła głównie na własny użytek. – Ale jeśli uważasz, że mój wkład pomógłby wam w osiągnięciu celu to jestem gotowa spróbować. Mogę przystąpić do Złotego Jabłka. – zaakcentowała nazwę fundacji, uśmiechając się lekko.
Obserwacja Anthony'ego snującego plany doprowadziła Dolohovównę do jeszcze jednej konkluzji; jej rozmówca z pewnością miał aurę człowieka wielkiego. I nie wynikało to wyłącznie z pełnionej przez niego funkcji, czy statusu. Chodziło o pasję, ambicję oraz nowatorskie podejście do rozwiązywania problemów. Dolina Godryka była mimo wszystko tylko jedną miejscowością, lecz Shafiq dostrzegał jej kulturowe znaczenie oraz potencjał gospodarczy. Nawet nie będąc jasnowidzem dostrzegał możliwą przyszłość i od razu tworzył plan, który mógłby uczynić ją teraźniejszością. W jego słowach Dolina stawała się kluczowym miejscem dla czarodziejskiej społeczności, a jej odbudowa przedsięwzięciem, któremu nie należało szczędzić ambicji. Wydawało się, że gdy Anthony Shafiq wyznaczył sobie jakiś cel, nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Lana poczuła się trochę jak wtedy, gdy czytała przekazy o dokonaniach Juliusza Cezara albo Napoleona zastanawiając się, czy ci ludzie nie zdawali sobie sprawy z własnych ograniczeń. Teraz jednak dobitnie zrozumiała, iż musieli być ich świadomi i tylko mądre dobranie sojuszników pozwoliło na spełnienie ich wielkich celów. Dobrze więc, że pośród tych wszystkich ambicji Shafiqa wciąż zdawał się posiadać kręgosłup moralny. Inaczej zapewne Anglia już byłaby cała w jego smukłych dłoniach.
Gdy Anthony skończył swoją wypowiedź, wbiła wzrok w filiżankę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Owszem, czuła się nieco przytłoczona, ale nie informacjami, tylko odpowiedzialnością, która potencjalnie mogła na nią spaść. Jej krewniak bez wątpienia pragnął zapisać się tym pomysłem w historii, jednak czy ona chciała tego dla siebie? Czy pragnęła stać się aktywnym graczem w losach świata właśnie w tym momencie? Myślała nad tą kwestią intensywnie, co też było widoczne po jej nieobecnym wyrazie twarzy (oraz stygnącej herbacie). W końcu odezwała się, choć część jej myśli zdawała się wciąż pozostawać gdzieś indziej.
– Z pewnością wesprę tę fundację finansowo. Masz rację, że aktualnie zebranie funduszy na pomoc dla Doliny jest kluczowe. – choć raz miałaby przynajmniej pewność, że jej składka rzeczywiście idzie na szczytne cele a nie na fundację mającą służyć jedynie polepszeniu reputacji jakiejś czystokrwistej rodziny. – Jeśli chodzi o pozostałe aspekty twojej propozycji to... To myślę, że chyba mogłabym spróbować. – w jej głosie wciąż dało się wyczuć niepewność, ale pojawiło się coś jeszcze; iskra emocji, iskra życia. – Szczerze mówiąc, nie wiem, na ile będę w stanie pomóc biorąc pod uwagę mój obecny stan. Nigdy wcześniej nie łączyłam również moich badań z działalnością charytatywną. – ani z jakąkolwiek działalnością, gdyż wszystkie wcześniejsze badania prowadziła głównie na własny użytek. – Ale jeśli uważasz, że mój wkład pomógłby wam w osiągnięciu celu to jestem gotowa spróbować. Mogę przystąpić do Złotego Jabłka. – zaakcentowała nazwę fundacji, uśmiechając się lekko.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.