Ginewra również o tym czasami myślała – o tym, co pokazała jej Cassandra, echo jej wspomnienia, albo… cokolwiek to było. Myślała o tych wrzosach pomalowanych fioletem, których nigdy wcześniej nie widziała na żywo. Ale nie myślała o tym dzisiaj. Nogi jakoś same zaprowadziły ją na wrzosowisko, bez udziału jej aktywnej woli, raczej podświadomie. Po prostu potrzebowała się przejść. Oczyścić głowę, o ile to w ogóle było możliwe. Bolała ją, czuła ciągle pulsowanie, czy to z nerwów, czy emocji, jakby coś chciało jej rozepchnąć czaszkę od środka i choć zażyła eliksir, by jakoś sobie z tym poradzić, to niewiele pomógł.
Wiatr też na to nie pomagał, ale było coś kojącego w tym, jak kołysał wrzosami. Ginny nawet w którymś momencie kucnęła i przeczesała je dłonią. Były takie dni, że wstawałeś rano i już wiedziałeś, że coś wisi w powietrzu. Że coś jest z tym dniem nie tak. Dokładnie tak się czuła odkąd otworzyła rano oczy – nieswoja, trudno było jej się dobudzić, nie pomogła nawet kawa, a później te wieści, które może nie zwaliły jej z nóg, co były niczym ta pałka, którą pałkarze odganiają tłuczki, ale tłuczkiem była jej głowa. To co czuła od rana to szok połączony z jakimś niedowierzaniem, smutkiem i żalem. I czymś, czego nie potrafiła nazwać.
Chodziła po wrzosowisku trochę bez celu i prawdę mówiąc nie spodziewała się, że ktokolwiek będzie chciał do niej dzisiaj dołączyć. Nie miała nawet pojęcia co się dzisiaj działo w obozowisku, czy mieli jakiś problem, czy może wszystko szło zgodnie z planem. I chyba nawet dzisiaj tego towarzystwa nie chciała. A może chciała, może nie powinna zostawać sama. Nie wiedziała. Za to rozpoznała cięższe kroki i głos, oczywiście, ale gdy Cal do niej zagadał, to nawet nie odwróciła do niego głowy. A przynajmniej nie od razu. Tak jak nie od razu się odezwała, a jego słowa gdzieś tam przelatywały przez jej głowę i rozbijały się o czaszkę, gubiąc swój sens.
Nie wiedziała jak długo tak milczała. Może to było ledwie kilka sekund, a może minuta? Więcej?
– Mam nadzieję, że mocny – powiedziała w końcu, nieco zachrypnięta od zaciśniętego gardła, aż odchrząknęła i dopiero lekko odwróciła do niego głowę. Miała zaczerwienione oczy, ale poza tym wyglądała normalnie, z tą różnicą, że teraz zupełnie się nie uśmiechała. No i w normalnych warunkach pewnie by Cala zaczepiła o to wychodzenie na spacer z alkoholem, ale nie była w nastroju do przekomarzanek.