21.04.2026, 13:23 ✶
Wrzosowiska zaczęły barwić się fioletem.
Cathal czasem o tym myślał. Do katastrofy w wiosce doszło ponoć, gdy kwitły wrzosy, a nawet jeżeli był ostrożny wobec przepowiedni i jasnowidzów, doskonale wiedział, że istnieją rodzaje magii powiązane z porami roku, naturą, datami czy astrologią. Być może z filarami było podobnie. Ostatecznie na pierwsze ślady wioski też natknięto się mniej więcej rok temu o tej porze: ot zrobili to mugole, i początkowo czarodziejski światek nie wiedział, że to będzie spory problem.
Mógł to być przypadek.
Mogło to być coś zupełnie innego.
Może przypadkiem było to, że dostrzegł jak Guinevere opuszcza obóz, kierując się na wrzosowisko, dokładnie w tę stronę, gdzie mieścił się jeden z filarów, ten, o którym śniła.
A może nie.
Shafiq nie od razu ruszył za nią. Był człowiekiem, który sam, choć nawykł niby do gwarnych, egipskich miast czy obozowisk, gdzie widywałeś te same twarze i wciąż w pobliżu byli ci sami ludzie, potrzebował w pewnym sensie sporo przestrzeni. Ludzie chadzali na spacery, dla zdrowotności, dla odpoczynku, albo dlatego, że mieli akurat ochotę mieć święty spokój, a on miał swoje zajęcia. Zwłaszcza że dziś miała jakąś „rodzinną sytuację”, która ściągnęła ją pilnie z wykopalisk – Cathal rzadko w takich sytuacjach pytał, przynajmniej póki ktoś nie znikał pod byle pretekstem zbyt często, nie zamierzał więc pytać i tym razem. Ale kiedy uporał się z omówieniem nowych środków bezpieczeństwa, i uznał, że to dobry moment, by się przejść i zapalić jednego papierosa (albo dziesięć), jakoś odruchowo też ruszył w stronę wrzosowisk.
Nie wahał się długo nad podejściem bliżej, gdy wypatrzył w oddali jej znajomą sylwetkę, bo i Shafiq rzadko wahał się nad czymkolwiek, czy chodziło o wybór dania, czy spakowanie i wyjechanie nagle na drugi koniec świata.
– Mam przy sobie alkohol, gdybyś reflektowała – rzucił krótko, zrównując się z nią, i spoglądając w dal, gdzie linia fioletu łączyła się z szarawym niebem. Whiskey spoczywało w woreczku z wsiąkiewki, bo ot zapomniał wczoraj butelkę z niego wyciągnąć.
Cathal czasem o tym myślał. Do katastrofy w wiosce doszło ponoć, gdy kwitły wrzosy, a nawet jeżeli był ostrożny wobec przepowiedni i jasnowidzów, doskonale wiedział, że istnieją rodzaje magii powiązane z porami roku, naturą, datami czy astrologią. Być może z filarami było podobnie. Ostatecznie na pierwsze ślady wioski też natknięto się mniej więcej rok temu o tej porze: ot zrobili to mugole, i początkowo czarodziejski światek nie wiedział, że to będzie spory problem.
Mógł to być przypadek.
Mogło to być coś zupełnie innego.
Może przypadkiem było to, że dostrzegł jak Guinevere opuszcza obóz, kierując się na wrzosowisko, dokładnie w tę stronę, gdzie mieścił się jeden z filarów, ten, o którym śniła.
A może nie.
Shafiq nie od razu ruszył za nią. Był człowiekiem, który sam, choć nawykł niby do gwarnych, egipskich miast czy obozowisk, gdzie widywałeś te same twarze i wciąż w pobliżu byli ci sami ludzie, potrzebował w pewnym sensie sporo przestrzeni. Ludzie chadzali na spacery, dla zdrowotności, dla odpoczynku, albo dlatego, że mieli akurat ochotę mieć święty spokój, a on miał swoje zajęcia. Zwłaszcza że dziś miała jakąś „rodzinną sytuację”, która ściągnęła ją pilnie z wykopalisk – Cathal rzadko w takich sytuacjach pytał, przynajmniej póki ktoś nie znikał pod byle pretekstem zbyt często, nie zamierzał więc pytać i tym razem. Ale kiedy uporał się z omówieniem nowych środków bezpieczeństwa, i uznał, że to dobry moment, by się przejść i zapalić jednego papierosa (albo dziesięć), jakoś odruchowo też ruszył w stronę wrzosowisk.
Nie wahał się długo nad podejściem bliżej, gdy wypatrzył w oddali jej znajomą sylwetkę, bo i Shafiq rzadko wahał się nad czymkolwiek, czy chodziło o wybór dania, czy spakowanie i wyjechanie nagle na drugi koniec świata.
– Mam przy sobie alkohol, gdybyś reflektowała – rzucił krótko, zrównując się z nią, i spoglądając w dal, gdzie linia fioletu łączyła się z szarawym niebem. Whiskey spoczywało w woreczku z wsiąkiewki, bo ot zapomniał wczoraj butelkę z niego wyciągnąć.