20.04.2026, 23:39 ✶
Nie było to raczej w gustach Lucy, ale przez pewien krótki moment wampirzyca zaczęła się zastanawiać, czy następnej tapety nie zrobić po prostu z samego Gabriela. Niestety po pierwsze nie lubiła takich dekoracji, a po drugie za bardzo lubiła tego przeklętego wampira, który z jakiegoś powodu dzisiaj uznał, że jej opactwu najbardziej przydałby się dramatyzm... A może nawet uznał tak już wczoraj w tym głupim śnie.
Chociaż wcale tego nie potrzebowała, wzięła głęboki oddech. No dobrze... Może coś się wydarzyło i Gabriel miał zły dzień. Może zamiast również reagować wybuchami gniewu powinna przeprowadzić tę rozmowę jakoś bardziej na spokojnie i...
Nie chciał rozmawiać. Nie usiadł na krześle. Powiedział, że spali to i się wyprowadzi. I wyszedł. Lucy chciała krzyczeć. Nie krzyknęła jednak. Zamiast tego blada noga okuta w czerwony pantofel dość wymownie trafiła w krzesło, nie na tyle mocno aby upadło ono na podłogę, ale na tyle, aby biedny, dopiero co wyczarowany mebel, zachwiał się niebezpiecznie. Zirytowana usiadła na podłodze i oparła się o gołą ścianę. Niech nie myśli, że będzie teraz za nim iść. Nie ma mowy. Sam to wszystko rozpoczął, więc niech teraz sam się uspokoi. Na pewno się nie wyprowadzi. Będzie tutaj siedzieć ci czekać, aż wróci.
Wytrzymała może pięć sekund po czym zerwała się ze swojego miejsca i wściekła ruszyła jego śladem.
Znalazła go leżącego na podłodze, co... Paradoksalnie ją uspokoiło. Nie na tyle, aby od razu wszystko odpuścić, ale na tyle by zadać pytanie, które zapewne powinno paść kilkanaście minut później.
– To co się stało, że masz taki humor? – spytała, stając przodem do czubka głowy leżącego wampira.
Chociaż wcale tego nie potrzebowała, wzięła głęboki oddech. No dobrze... Może coś się wydarzyło i Gabriel miał zły dzień. Może zamiast również reagować wybuchami gniewu powinna przeprowadzić tę rozmowę jakoś bardziej na spokojnie i...
Nie chciał rozmawiać. Nie usiadł na krześle. Powiedział, że spali to i się wyprowadzi. I wyszedł. Lucy chciała krzyczeć. Nie krzyknęła jednak. Zamiast tego blada noga okuta w czerwony pantofel dość wymownie trafiła w krzesło, nie na tyle mocno aby upadło ono na podłogę, ale na tyle, aby biedny, dopiero co wyczarowany mebel, zachwiał się niebezpiecznie. Zirytowana usiadła na podłodze i oparła się o gołą ścianę. Niech nie myśli, że będzie teraz za nim iść. Nie ma mowy. Sam to wszystko rozpoczął, więc niech teraz sam się uspokoi. Na pewno się nie wyprowadzi. Będzie tutaj siedzieć ci czekać, aż wróci.
Wytrzymała może pięć sekund po czym zerwała się ze swojego miejsca i wściekła ruszyła jego śladem.
Znalazła go leżącego na podłodze, co... Paradoksalnie ją uspokoiło. Nie na tyle, aby od razu wszystko odpuścić, ale na tyle by zadać pytanie, które zapewne powinno paść kilkanaście minut później.
– To co się stało, że masz taki humor? – spytała, stając przodem do czubka głowy leżącego wampira.