20.04.2026, 08:10 ✶
Gdyby musiała wymienić konkretne osoby, pewnie miałaby wobec tego pewne opory, bo zwyczajnie nieładnie mówić, że ktoś był nudny. Ale pewnie zaliczyłaby do tego grona na przykład ciocię Evę, miała też wrażenie, że na dłuższą metę zanudziłby ją taki Philip, sam widok psorki od numerologii ją usypiał i kiedyś trafiła na targowisku przy Pokątnej na człowieka, z którym zupełnie nie umiała rozmawiać… co niekoniecznie znaczyło jednak, że byli nudni: ot że ona trochę gorzej bawiłaby się przy nich niż przy innych.
Brennę w pewien dziwny sposób można było uznać jednocześnie za bardzo pewną siebie i za absolutnie niepewną. W dużej mierze dlatego, że choć zdawała sobie sprawę ze swoich wad, a w niektórych rzeczach miała o sobie dość niskie mniemanie, zazwyczaj się tym nie przejmowała. Nie, dopóki jakieś jej braki nie sprawiały, że ktoś mógł ucierpieć. Nie uważała się za nudną: ale chyba dlatego, że za często wpadała w tarapaty. Za to za absolutnie przeciętną, w przeciwieństwie do wielu swoich przyjaciółek i koleżanek, już owszem. Tyle że rzadko zaprzątało jej to szczególnie jakąś głowę.
Za to bardzo martwiło ją, że Victoria tak sądzi i że wyraźnie ją to boli.
– Kotku, powinnaś kogoś poznać lepiej. Nazywa się Victoria Lestrange – westchnęła w końcu, stawiając znowu krzesło jak bogini przykazała i wstając. Była gotowa ciągnąć Victorię do Fontanny słuchać muzyki, zabrać ją do the Loft i tańczyć do rana albo po prostu wpaść do jej domu, niezależnie od późnej pory.
Kiwnęła tylko głową: bezsenność bywała paskudna. Sama na szczęście pozbyła się runy, która wywoływała bezsenność z kamienicy londyńskiej, ale mimowolnie zastanowiła się, ile osób w Anglii nie mogło teraz zasnąć… i czy nie powinni, póki nie odkryją, jak pozbyć się tego poza Mabon, przygotować jakichś zapasów i zacząć je rozdawać… Bezsenność naprawdę źle wpływała na ludzi.
– Dobra, idziemy od razu, czy na ciebie poczekać aż z tym skończysz? – spytała, wskazując na raport. – Ja już ogarnęłam, od rana w pobliżu tej księgarni będzie się kręcił obserwator.
Młodzi brygadziści zostali uszczęśliwieni pilnym zadaniem bojowym.
Brennę w pewien dziwny sposób można było uznać jednocześnie za bardzo pewną siebie i za absolutnie niepewną. W dużej mierze dlatego, że choć zdawała sobie sprawę ze swoich wad, a w niektórych rzeczach miała o sobie dość niskie mniemanie, zazwyczaj się tym nie przejmowała. Nie, dopóki jakieś jej braki nie sprawiały, że ktoś mógł ucierpieć. Nie uważała się za nudną: ale chyba dlatego, że za często wpadała w tarapaty. Za to za absolutnie przeciętną, w przeciwieństwie do wielu swoich przyjaciółek i koleżanek, już owszem. Tyle że rzadko zaprzątało jej to szczególnie jakąś głowę.
Za to bardzo martwiło ją, że Victoria tak sądzi i że wyraźnie ją to boli.
– Kotku, powinnaś kogoś poznać lepiej. Nazywa się Victoria Lestrange – westchnęła w końcu, stawiając znowu krzesło jak bogini przykazała i wstając. Była gotowa ciągnąć Victorię do Fontanny słuchać muzyki, zabrać ją do the Loft i tańczyć do rana albo po prostu wpaść do jej domu, niezależnie od późnej pory.
Kiwnęła tylko głową: bezsenność bywała paskudna. Sama na szczęście pozbyła się runy, która wywoływała bezsenność z kamienicy londyńskiej, ale mimowolnie zastanowiła się, ile osób w Anglii nie mogło teraz zasnąć… i czy nie powinni, póki nie odkryją, jak pozbyć się tego poza Mabon, przygotować jakichś zapasów i zacząć je rozdawać… Bezsenność naprawdę źle wpływała na ludzi.
– Dobra, idziemy od razu, czy na ciebie poczekać aż z tym skończysz? – spytała, wskazując na raport. – Ja już ogarnęłam, od rana w pobliżu tej księgarni będzie się kręcił obserwator.
Młodzi brygadziści zostali uszczęśliwieni pilnym zadaniem bojowym.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.