18.04.2026, 10:37 ✶
– Hm… tak, kilka tak. Mogłoby mnie znudzić albo podnieść mi ciśnienie – stwierdziła Brenna z pewnym zamyśleniem, i nad tą kwestią, czy w ogóle zdarzało się jej nudzić, i nad tym, co zdawało się jej, że wyłapuje w podtekście do tego pytania.
Może Victoria uważała, że Brenna spędza z nią czas, bo po prostu była zwykle gotowa ofiarować go każdemu, kto tego potrzebował. I trochę było racji w tym, że nie umiała odmawiać, że była gotów pomóc przypadkowej osobie na ulicy, że przywiązywała się łatwo… ale to nie znaczyło, że niektórzy ludzie nie byli dla niej ważni.
Dopiero teraz uderzyło ją, że może dla Victorii nie było to oczywiste. Sądziła, że takie jest, znały się od wielu, wielu lat: ale przecież sama wiedziała, że wojna oplatała je obie, nawet jak na zupełnie inne sposoby i wsuwała pomiędzy nie tym, że dla Brenny od początku było to coś, w co była gotowa się rzucić dla większego dobra, a dla Victorii pracą. Rozumiała to podejście, jednocześnie jednak stały w trochę innych miejscach. Było też Beltane, Spalona i Sauriel, które najwyraźniej namieszały Victorii w głowie, o czym owszem, Bren wiedziała, ale chyba tego jednego sposobu, w jaki to zrobiły, rozjeżdżając pewność siebie, do tej pory nie wyłapała.
Jakoś nie mieściło się jej w głowie, że Victoria uznawana za idealną, mogła tak faktycznie myśleć. I nie mogła zareagować, póki ta nie powiedziała sama o co chodzi, nawet jeżeli wielu rzeczy się domyślała i je widziała.
– Ale tu mnie masz, faktycznie, rzadko się nudzę – przyznała bez oporów, wpatrując się w ciemne oczy Victorii, pochylona już ku biurku na tyle, że oparcie podparło się o blat. – Ja lubię ludzi. Nie wszystkich, ale wielu. Tyle że jednak dzielą się na dwie kategorie, tych w których towarzystwie znajduję się przypadkiem i dobrze się bawię albo tych, którego towarzystwa celowo sama szukam, bo mi zależy i ty jesteś w tej drugiej. Jak ktoś uważa cię za nudną, to cię nie zna.
Victoria była trochę zdystansowana, to prawda, i nie dopuszczała do siebie ludzi łatwo, ale na pewno nie nudna.
– Nic mi nie jest, dostałam zaklęcia i maść, żeby je utrwalić, nawet nie boli – zbyła to krótko, unosząc dłoń do twarzy i dotykając lekko policzka. Opuchlizna już znikała, siny ślad jeszcze oczywiście był, ale oświetlenie o tej porze to i tak będzie kiepskie, a ból przestawał już dokuczać. – Mogę użyć pudru, żeby się tak nie rzucało w oczy, mam go w torebce.
Używanego głównie na takie okazje właśnie, kiedy chciała coś pod drobną warstwą ukryć, bo zwykle na co dzień nie malowała się wcale.
– Jak nie chcesz iść do łóżka, możemy iść na miasto. Albo jak chcesz mieć spokój, możesz mi późną porą pokazać swój nowy dom.
I oby Atreus jednak nie trafił z tą klątwą na nikogo, z kim nie chciał gadać, bo pewnie już wyszedł, ale Brenna uznała, że nawet jak będzie wobec kogoś szczery, to świat się nie zawali.
Może Victoria uważała, że Brenna spędza z nią czas, bo po prostu była zwykle gotowa ofiarować go każdemu, kto tego potrzebował. I trochę było racji w tym, że nie umiała odmawiać, że była gotów pomóc przypadkowej osobie na ulicy, że przywiązywała się łatwo… ale to nie znaczyło, że niektórzy ludzie nie byli dla niej ważni.
Dopiero teraz uderzyło ją, że może dla Victorii nie było to oczywiste. Sądziła, że takie jest, znały się od wielu, wielu lat: ale przecież sama wiedziała, że wojna oplatała je obie, nawet jak na zupełnie inne sposoby i wsuwała pomiędzy nie tym, że dla Brenny od początku było to coś, w co była gotowa się rzucić dla większego dobra, a dla Victorii pracą. Rozumiała to podejście, jednocześnie jednak stały w trochę innych miejscach. Było też Beltane, Spalona i Sauriel, które najwyraźniej namieszały Victorii w głowie, o czym owszem, Bren wiedziała, ale chyba tego jednego sposobu, w jaki to zrobiły, rozjeżdżając pewność siebie, do tej pory nie wyłapała.
Jakoś nie mieściło się jej w głowie, że Victoria uznawana za idealną, mogła tak faktycznie myśleć. I nie mogła zareagować, póki ta nie powiedziała sama o co chodzi, nawet jeżeli wielu rzeczy się domyślała i je widziała.
– Ale tu mnie masz, faktycznie, rzadko się nudzę – przyznała bez oporów, wpatrując się w ciemne oczy Victorii, pochylona już ku biurku na tyle, że oparcie podparło się o blat. – Ja lubię ludzi. Nie wszystkich, ale wielu. Tyle że jednak dzielą się na dwie kategorie, tych w których towarzystwie znajduję się przypadkiem i dobrze się bawię albo tych, którego towarzystwa celowo sama szukam, bo mi zależy i ty jesteś w tej drugiej. Jak ktoś uważa cię za nudną, to cię nie zna.
Victoria była trochę zdystansowana, to prawda, i nie dopuszczała do siebie ludzi łatwo, ale na pewno nie nudna.
– Nic mi nie jest, dostałam zaklęcia i maść, żeby je utrwalić, nawet nie boli – zbyła to krótko, unosząc dłoń do twarzy i dotykając lekko policzka. Opuchlizna już znikała, siny ślad jeszcze oczywiście był, ale oświetlenie o tej porze to i tak będzie kiepskie, a ból przestawał już dokuczać. – Mogę użyć pudru, żeby się tak nie rzucało w oczy, mam go w torebce.
Używanego głównie na takie okazje właśnie, kiedy chciała coś pod drobną warstwą ukryć, bo zwykle na co dzień nie malowała się wcale.
– Jak nie chcesz iść do łóżka, możemy iść na miasto. Albo jak chcesz mieć spokój, możesz mi późną porą pokazać swój nowy dom.
I oby Atreus jednak nie trafił z tą klątwą na nikogo, z kim nie chciał gadać, bo pewnie już wyszedł, ale Brenna uznała, że nawet jak będzie wobec kogoś szczery, to świat się nie zawali.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.