1 godzinę temu ✶
Primrose odłożyła sztućce na talerz.
Nie była do końca pewna tego, czy powinna zachwycić się, czy przerazić jego odpowiedzią, bo czuła wiele emocji bardzo ze sobą sprzecznych. Dobrze było słyszeć, że dało się wywrzeć na kogoś wpływ – nie chodziło nawet o słowo takie jak dziękuję, ale o samo bycie wysłuchanym i jakąś próbę zrozumienia stanowiska drugiej osoby. Tylko... no właśnie – jak człowiek przychodził na spotkanie już w jakiś sposób uzbrojony, to nawet delikatne rozbieranie go kawałek po kawałku nie było takie proste i wymagało czasu. Dziewczyna czuła się jak mała myszka wciśnięta do ciasnej norki, widząca jak zbliża się do niej wielka ręka. Ten dotyk mógł przynieść jej ciepło, schronienie i wieczny komfort, albo zakończyć jej życie na zawsze. Jak miałaby się tego nie bać? Przecież... podejmowanie decyzji było takie trudne.
Na moment wykrzywiła usta, dopiero po chwili wrócił na nie delikatny uśmiech.
– Chciałam zobaczyć Italię. Moja siostra zwiedziła jej trochę i naopowiadała mi rzeczy, ale teraz za dużo trzyma mnie tutaj – wyjaśniła spokojnie, zgodnie z prawdą. Nie potrafiłaby tak po prostu wyjechać po tym co tu zobaczyła i w obliczu tego, co działo się z Victorią. – Wydaje mi się, że cię rozumiem. Ja też... nie powinnam wybuchać, po prostu... to nie było dla mnie i moich bliskich łatwe. – To wszystko co się stało wyrywało ich ze snu w środku nocy i nie pozwalało zamknąć oczu. – Kiedy byłam młodsza i w szkole czytaliśmy o wojnach, wyobrażałam sobie inaczej. Gdyby mi ktoś wtedy opisał to, co dzieje się w Anglii, to bym mu powiedziała: to przecież nie jest wojna! A jednak – okazuje się, że wojna może być ciągłym oczekiwaniem na to, aż to co udało ci się zbudować od ostatniego razu legnie w gruzach, jednocześnie nie mogąc się załamać. Ciekawym jest ludzki umysł. Mamy tak wiele mechanizmów obronnych, aby przetrwać takie chwile, ale czasami ta fasada pęka. – Nabrała powietrza. Nie odpowiedziała w żaden sposób na pełne wątpliwości zdanie, jakie Elliott wypowiedział pod koniec, ale czy musiała to robić? – Twój syn sobie z tym radzi? – Właściwie, to posłuchałaby o tym dziecku więcej, więc jeżeli tylko Malfoy chciał uszczknąć o nim coś więcej, zachęciła go do kontynuowania gestem ręki.
Nie była do końca pewna tego, czy powinna zachwycić się, czy przerazić jego odpowiedzią, bo czuła wiele emocji bardzo ze sobą sprzecznych. Dobrze było słyszeć, że dało się wywrzeć na kogoś wpływ – nie chodziło nawet o słowo takie jak dziękuję, ale o samo bycie wysłuchanym i jakąś próbę zrozumienia stanowiska drugiej osoby. Tylko... no właśnie – jak człowiek przychodził na spotkanie już w jakiś sposób uzbrojony, to nawet delikatne rozbieranie go kawałek po kawałku nie było takie proste i wymagało czasu. Dziewczyna czuła się jak mała myszka wciśnięta do ciasnej norki, widząca jak zbliża się do niej wielka ręka. Ten dotyk mógł przynieść jej ciepło, schronienie i wieczny komfort, albo zakończyć jej życie na zawsze. Jak miałaby się tego nie bać? Przecież... podejmowanie decyzji było takie trudne.
Na moment wykrzywiła usta, dopiero po chwili wrócił na nie delikatny uśmiech.
– Chciałam zobaczyć Italię. Moja siostra zwiedziła jej trochę i naopowiadała mi rzeczy, ale teraz za dużo trzyma mnie tutaj – wyjaśniła spokojnie, zgodnie z prawdą. Nie potrafiłaby tak po prostu wyjechać po tym co tu zobaczyła i w obliczu tego, co działo się z Victorią. – Wydaje mi się, że cię rozumiem. Ja też... nie powinnam wybuchać, po prostu... to nie było dla mnie i moich bliskich łatwe. – To wszystko co się stało wyrywało ich ze snu w środku nocy i nie pozwalało zamknąć oczu. – Kiedy byłam młodsza i w szkole czytaliśmy o wojnach, wyobrażałam sobie inaczej. Gdyby mi ktoś wtedy opisał to, co dzieje się w Anglii, to bym mu powiedziała: to przecież nie jest wojna! A jednak – okazuje się, że wojna może być ciągłym oczekiwaniem na to, aż to co udało ci się zbudować od ostatniego razu legnie w gruzach, jednocześnie nie mogąc się załamać. Ciekawym jest ludzki umysł. Mamy tak wiele mechanizmów obronnych, aby przetrwać takie chwile, ale czasami ta fasada pęka. – Nabrała powietrza. Nie odpowiedziała w żaden sposób na pełne wątpliwości zdanie, jakie Elliott wypowiedział pod koniec, ale czy musiała to robić? – Twój syn sobie z tym radzi? – Właściwie, to posłuchałaby o tym dziecku więcej, więc jeżeli tylko Malfoy chciał uszczknąć o nim coś więcej, zachęciła go do kontynuowania gestem ręki.