– Termin jest naprawdę zastanawiający – odpowiedziała Laurencowi i zapatrzyła się na róże. Czy ich pojawienie się miało być ostrzeżeniem? Czy było bezpośrednio powiązane ze Spaloną Nocą? Czy było tylko bardzo niefortunnym przypadkiem, który teraz zajmował ich myśli.
– Raczej nie puszczą mnie tam samej-samej. Niewymowni cały czas coś tam robią, więc nie byłabym sama… – Polane Ognisk zamknięto zaraz po Beltane i wstęp mieli tam tylko Niewymowni… Którzy nie dzielili się swoimi badaniami. Victoria wiedziała, że nie będzie tam całkiem sama, tylko z innymi Niewymownymi – to jest o ile zgodzą się, by mogła tam wejść. – Poprosiłam o wejście tam, bo chcę zobaczyć na własne oczy co tam się dzieje i czy są tam te róże. No a skoro niewymownym tyle zajmuje badanie… cokolwiek tam badają, to może będę mogła przy okazji pomóc. Więc myślę, że byłabym tam wtedy w towarzystwie Niewymownych, którzy się zajmują Polaną Ognisk – może potrzebowali pomocy kogoś, kto faktycznie był w tym Limbo i pamiętał tą wycieczkę, nie wiedziała.
Zapatrzyła się na niego z zamyśleniem przy jego propozycji.
– Nie wiem czy taka prośba coś zmieni… Może Spalona Noc ich też wstrzymała, może coś się wydarzyło na Polanie czego nie chcą podawać do wiadomości publicznej – w końcu Polana Ognisk znajdowała się w Kniei Godryka, pośród drzew, które były raczej łatwopalne, więc może ten cholerny pył, który tamtej nocy spadał z nieba, coś podpalił…? A może mieli jakieś problemy kadrowe z powodu Spalonej – jak wszędzie zresztą. Departament Tajemnic nie chwalił się, bo i nie bez powodu był taki tajemniczy. – Ale może… Może masz możliwość się dowiedzieć co z moją prośbą? Czy jeszcze ją przetwarzają, albo czy wyrzucili na śmietnik, czy co…? – nie chciała ich poganiać, bo to też mogli źle odebrać, ale jakakolwiek informacja to byłoby już coś.
– Myślę sobie… Może to nie mieć wiele sensu, ale przyszło mi do głowy, że jeśli te róże mają coś wspólnego z Polaną Ognisk, jeśli faktycznie są tutaj przez anomalię, to moja babka może mieć z tym związek… bardzo pośredni i marginalny. W sensie… S-skoro widziałam jej wspomnienia i mieszały się z moimi, to ja po prostu zabrałam z Limbo jakąś energię… Która najpewniej należała do niej – była tego bardziej niż pewna po spotkaniu z nekromantką w Egipcie. To znaczy tego, że miała w sobie energię z Limbo. – Może część tej energii jakoś wypłynęła przez cienką granicę wtedy podczas w Beltane i tak krążyła, aż dotarła tutaj i zobaczyliśmy właśnie Elisabeth, bo to ją tam widziałam i z nią prowadziłam interakcje i… – i to z nią walczyła o własne życie, a gdy Voldemort rozdarł zasłonę, to może coś z tego gdzieś tam uleciało wraz z wichurą, która powstała w samym Limbo, a przeszła przez Dolinę Godryka. Tak jak drzewa, które wyrosły na Polanie korzeniami do góry – bo, według Victorii, przeleciały z Limbo, tam je przecież widziała jak są wyrywane ziemi i lecą do centrum wichury. – Jak mówiłam nie wiem czy to ma sens. Ale jakoś składa się to w mojej głowie w prawdopodobny scenariusz. Może… ostrzega nas przed Samhain, o powtórce z Beltane? – dużo tutaj było gdybania. Pomysły Laurenca też jak najbardziej miały sens i to nie tak, że Victoria nie badała historii swojej babki, chociaż pod nieco innym kątem i informacje utknęły u Stanleya Borgina. Nie wiedziała, czy nic nie znalazł, czy zapomniał, czy co… – Na pewno można poszukać informacji o… Hmm… O statku. Dwie osoby widziały w oranżerii jakąś dziwną wizję dotyczącą sztormu, statku, naszego herbu i jakiejś skrzyni, albo walizce, nie jestem teraz pewna, ale przyjaciel w tej wizji widział nazwę statku, więc może jest to jakiś trop…? Może da nam to jakieś pojęcie o datach, albo losie statku, albo… nie wiem, o czymkolwiek. Mam to wszystko zapisane w notatkach, mogę ci później napisać co i jak – pisywała notatki od czasu, gdy przestała ufać własnemu umysłowi przez wspomnienia babki. Więc zaczęła też notować takie inne ważne informacje, by łatwiej było do nich później wrócić i czegoś nie przekręcić. – To znaczy, jeśli chcesz.