16.04.2026, 13:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2026, 14:14 przez Anastasia Dolohov-Burke.)
Anastazja obróciła w palcach wyciągnięty spomiędzy zalegającego pod domem badziewia flakonik perfum, zanim zdjęła zawleczkę z rubinem. Rozpoznała markę, którą były sygnowane, bo jak przystało na kogoś, kto lubił się otaczać luksusami, znała się dobrze na tym, co jest drogie, ale i w dobrym guście. Normalnie nie zwróciłaby uwagi na cudzy szmelc, ale to gorejące wokół szaleństwo, masowa panika... Nastrajała ją w ten bardzo szczególny sposób, pomyślała, wąchając perfumy. Najchętniej porównałaby to do stanu upojenia, ale nie lubiła przesadzać z alkoholem. Nie przepadała za chwilami, gdy kontrola wymykała się z jej suto opierścienionych dłoni, nie pozwalała więc porwać się uciechom gier hazardowych. Doznania natury cielesnej? O tych nawet nie pomyślała w tej chwili, choć wiedziała, że niektórzy czerpią z nich przyjemność. Przepadała za poczuciem władzy, jakie dawało jej uczestnictwo w relacjach z innych ludźmi, uwielbiała, gdy afirmowano, jak ważną jest personą, gdy kąpano powabną jej sylwetkę w błyskach fleszy... A jednak to nie było to. Jedynym porównaniem będącym w stanie oddać euforię, jaką teraz czuła, był moment tuż przed kradzieżą. Moment, gdy wpatrywała się w drogocenny klejnot, wiedząc, że za chwilę połknie go w całości. Pamiętała swój pierwszy raz. Diament księżnej Lubezki du Lac. Ozdoba wiekowej kolekcji, zaprezentowanej na prywatnym wernisażu w Bath. Nie wiedziała, co ją wtedy podkusiło, aby wkraść się do komnat księżnej. Gdy jednak ujęła drogocenny klejnot w dłonie, nie mogła tak po prostu go odłożyć z powrotem. Musiał należeć do niej. Tonęła w jego tafli, pieszcząc delikatny, brylantowy szlif, po raz pierwszy w życiu czując... Coś.
Połknęła go.
Wiele swoich zdobyczy wyrzygiwała, aby móc się nimi nacieszyć, ale diament księżnej Lubezki du Lac nigdy nie opuścił jej żołądka. Myślała jednak o nim najczęściej. Pierwszej miłości się przecież nie zapomina. Przełknęła ją, i popiła słodkim, włoskim winem, za którym przepadała księżna, prosto ze stojącej na toaletce butelki... A potem wymknęła się do ogrodów, gdzie bawiła się z innymi dziećmi w chowanego. Pocałowała wtedy po raz pierwszy chłopaka. Pozwoliła mu nawet dotknąć swoich piersi, bo miał zimne dłonie. Zimne jak jej diament. Gdy po raz pierwszy zabrudziła prześcieradła krwią, fantazjowała, że krwawi krwią tych, którzy okupili nią sprowadzenie drogocennego klejnotu do Anglii. Gdy starszą już będąc, wsuwała dłonie między uda, wyobrażała sobie, że znowu dotyka jego doskonałej powierzchni. Zamykała oczy, a potem fantazjowała o promieniach światła rozszczepionych w jego tafli. Gdyby duszę można było zamknąć nie w podlegającym zmianom wieku ciele, lecz w przedmiocie dalece bardziej trwałym, zamknęłaby ją w tym właśnie diamencie, który spoczywał na dnie jej żołądka.
Ktoś w oddali krzyknął, wyrywając Anastazję z sideł perfumeryjnego czaru.
Tak jak wcześniej powoli sunęła palcami wzdłuż kryształowej fiolki, tak teraz gwałtownie nasadziła zatyczkę z powrotem na flakonik.
Perfumy z amortencją? Kto by pomyślał.
Szybko schowała je w bezpieczne miejsce, zanim ruszyła w stronę posiadłości, upewniwszy się najpierw, że nikt nie widział, jak grzebała w nieswoich bagażach. Ta noc dopiero miała się zacząć, ale Anastazja już miała apetyt na więcej.
Połknęła go.
Wiele swoich zdobyczy wyrzygiwała, aby móc się nimi nacieszyć, ale diament księżnej Lubezki du Lac nigdy nie opuścił jej żołądka. Myślała jednak o nim najczęściej. Pierwszej miłości się przecież nie zapomina. Przełknęła ją, i popiła słodkim, włoskim winem, za którym przepadała księżna, prosto ze stojącej na toaletce butelki... A potem wymknęła się do ogrodów, gdzie bawiła się z innymi dziećmi w chowanego. Pocałowała wtedy po raz pierwszy chłopaka. Pozwoliła mu nawet dotknąć swoich piersi, bo miał zimne dłonie. Zimne jak jej diament. Gdy po raz pierwszy zabrudziła prześcieradła krwią, fantazjowała, że krwawi krwią tych, którzy okupili nią sprowadzenie drogocennego klejnotu do Anglii. Gdy starszą już będąc, wsuwała dłonie między uda, wyobrażała sobie, że znowu dotyka jego doskonałej powierzchni. Zamykała oczy, a potem fantazjowała o promieniach światła rozszczepionych w jego tafli. Gdyby duszę można było zamknąć nie w podlegającym zmianom wieku ciele, lecz w przedmiocie dalece bardziej trwałym, zamknęłaby ją w tym właśnie diamencie, który spoczywał na dnie jej żołądka.
Ktoś w oddali krzyknął, wyrywając Anastazję z sideł perfumeryjnego czaru.
Tak jak wcześniej powoli sunęła palcami wzdłuż kryształowej fiolki, tak teraz gwałtownie nasadziła zatyczkę z powrotem na flakonik.
Perfumy z amortencją? Kto by pomyślał.
Szybko schowała je w bezpieczne miejsce, zanim ruszyła w stronę posiadłości, upewniwszy się najpierw, że nikt nie widział, jak grzebała w nieswoich bagażach. Ta noc dopiero miała się zacząć, ale Anastazja już miała apetyt na więcej.
Na mocy przewagi Złodziejstwo kradnę dla siebie perfumy z amortencją, i chowam je w bezpieczne miejsce, czyli do swojego żołądka (przewaga rodowa rodziny Dolohov).
Koniec sesji
Please don't go
I'll eat you whole
I'll eat you whole