14.04.2026, 14:42 ✶
Patrzyłem na nią uważnie, kiedy się odwracała, kiedy wracała spojrzeniem do mnie, kiedy próbowała zachować tę swoją legendarną kontrolę nad sytuacją, która z każdą kolejną minutą robiła się coraz bardziej… Płynna. Nie spuściłem z niej wzroku, nawet gdy odwróciła się w stronę tych idiotów, nieszczęsnych grajków przy barze, którzy najwyraźniej uznali się za kolejne objawienie muzyczne Nokturnu. Kącik ust drgnął mi lekko, gdyż jej piorunująco-gromne spojrzenie, chociaż wyraźnie miało być sugestią, żeby się zamknęli, nie robiło na nich absolutnie żadnego wrażenia - śmiałem nawet twierdzić, iż być może wcale go nie dostrzegali, tym samym jeszcze bardziej, bez wątpienia, narażając się na ostrą ocenę mojej ukochanej - ja za to miałem dzięki temu kilka dodatkowych sekund, podczas których nie przestawałem poruszać nogą pod stołem. Powoli, cierpliwie - jak na mnie, ale tym razem naprawdę widziałem już linię mety, więc byłem spokojny o swoje plany - centymetr po centymetrze, przyciągałem torbę bliżej siebie, wykorzystując każdy głośniejszy moment, każde uderzenie szkła, każdy fałsz, który rozlewał się po sali. Czułem się coraz pewniejszy w tej zagrywce, pozwalając sobie na wewnętrzny triumf, chociaż z zewnątrz pozostawałem opanowany - to było banalne, zbyt łatwe, jeśli ktoś wiedział, jak się ruszać, żeby nie rzucać się w oczy, a w tym, mimo gabarytów, miałem nie lada doświadczenie. Nie musiałem nawet spoglądać w kierunku mojego celu, wystarczyło mi przelotne zerknięcie, by go zlokalizować, później wszystko szło już całkiem gładko.
- Ja? - Uniosłem lekko brew na jej słowa, jakbym był szczerze zdziwiony, może nawet lekko urażony próbą przypisania mi tak wrednych założeń. - Nigdy. - Bez wątpienia drgnęła mi przy tym jednak powieka, zdradzając dokładnie, ile było w tym prawdy - jasne, blef nie był kłamstwem, przynajmniej nie w moim odczuciu, ale nie zamierzałem tego teraz od siebie oddzielać, nie o to mi chodziło.
Nie patrzyłem w dół ani przez sekundę, cała moja uwaga była skupiona na żonie. Oparłem się wygodniej, obracając szklankę pełną ognistej i upijając trochę alkoholu, by podtrzymać wrażenie, jakbym od dobrej chwili nie robił absolutnie nic podejrzanego - o ironio - w miejscu słynącym z robienia podejrzanych rzeczy.
- Wiesz, co jest najgolsze w tej twojej stlategii? - Rzuciłem cicho, utrzymując z nią kontakt wzrokowy, gdy postanowiła uświadomić mnie, co do swoich planów. Uśmiechnąłem się odrobinę szerzej, tym razem nie kryjąc tego już tak bardzo, i nachyliłem się minimalnie do przodu, jakbym chciał powiedzieć coś przeznaczonego wyłącznie dla uszu Pruey, chociaż w rzeczywistości po prostu starałem się przyciągnąć jej uwagę dokładnie tam, gdzie chciałem. - To, sze im dłuszej czekasz - kontynuowałem spokojnie, jakby nic się nie działo - tym większa szansa, sze coś się wydaszy po dlose... - I właśnie wtedy lekko przesunąłem nogę, starając się zahaczyć czubkiem buta o uchwyt torby, by tym razem przyciągnąć ją już wyraźniej, bliżej swojej nogi, jakbym robił to setki razy wcześniej. Może i robiłem, tylko w innych warunkach, te były jednak wyjątkowo satysfakcjonujące, więc grzechem byłoby to zepsuć.
af ◉◉◉◉○ próbuję dyskretnie przesunąć torbę całkowicie na swoją stronę
- Ja? - Uniosłem lekko brew na jej słowa, jakbym był szczerze zdziwiony, może nawet lekko urażony próbą przypisania mi tak wrednych założeń. - Nigdy. - Bez wątpienia drgnęła mi przy tym jednak powieka, zdradzając dokładnie, ile było w tym prawdy - jasne, blef nie był kłamstwem, przynajmniej nie w moim odczuciu, ale nie zamierzałem tego teraz od siebie oddzielać, nie o to mi chodziło.
Nie patrzyłem w dół ani przez sekundę, cała moja uwaga była skupiona na żonie. Oparłem się wygodniej, obracając szklankę pełną ognistej i upijając trochę alkoholu, by podtrzymać wrażenie, jakbym od dobrej chwili nie robił absolutnie nic podejrzanego - o ironio - w miejscu słynącym z robienia podejrzanych rzeczy.
- Wiesz, co jest najgolsze w tej twojej stlategii? - Rzuciłem cicho, utrzymując z nią kontakt wzrokowy, gdy postanowiła uświadomić mnie, co do swoich planów. Uśmiechnąłem się odrobinę szerzej, tym razem nie kryjąc tego już tak bardzo, i nachyliłem się minimalnie do przodu, jakbym chciał powiedzieć coś przeznaczonego wyłącznie dla uszu Pruey, chociaż w rzeczywistości po prostu starałem się przyciągnąć jej uwagę dokładnie tam, gdzie chciałem. - To, sze im dłuszej czekasz - kontynuowałem spokojnie, jakby nic się nie działo - tym większa szansa, sze coś się wydaszy po dlose... - I właśnie wtedy lekko przesunąłem nogę, starając się zahaczyć czubkiem buta o uchwyt torby, by tym razem przyciągnąć ją już wyraźniej, bliżej swojej nogi, jakbym robił to setki razy wcześniej. Może i robiłem, tylko w innych warunkach, te były jednak wyjątkowo satysfakcjonujące, więc grzechem byłoby to zepsuć.
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
af ◉◉◉◉○ próbuję dyskretnie przesunąć torbę całkowicie na swoją stronę
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)