Tak właściwie to razem mieli wszystko. Dzięki temu, że ona próbowała znaleźć jakieś informacje, Benjy zwlekał z szybkim działaniem. Skoro jednak nie udało jej się dowiedzieć niczego konkretnego, mogli przejść do działania. Przynajmniej miała pewność, że zrobiła co mogła, żeby jakoś się w tym odnaleźć, to być może nie pomogło, jednak nie będzie miała do siebie pretensji, że nie próbowała. Jaja dostały swój czas na dojrzewanie w ogniu, więc było całkiem nieźle. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że jej mąż w końcu musiał wziąć sprawę w swoje ręce i tak bardzo długo się powstrzymywał, jak na swoje podejście.
- Nie wiem, czy to taki dobry pomysł. Chciałbyś, żeby napisali o nas, jako o osobach, które podeszły do sprawy nierozsądnie, nieodpowiednio przez co zginęły? - To było jakieś rozwiązanie, ale nieszczególnie ją satysfakcjonowało. Wolałaby, aby podeszli do problemu powoli, przeanalizowali go, przeprowadzili badania, to mogliby opisać, dzięki czemu inni dostaliby książkę pełną odpowiedzi. Tyle, że jednak to miało się nie wydarzyć, bo nie mieli zbyt wiele czasu.
- Niby zapisują różne rzeczy, ale kiedy już jest to wydane, to raczej ktoś to weryfikuje? - Zasiał w niej ziarno niepewności sugerując, że wiedza, która znajduje się w książkach wcale nie musi być prawdziwa. Niewiele brakowało, aby cały jej świat w tej chwili legł w gruzach. Zawiesiła się na moment, bo co jeśli w większości to w co wierzyła nie było prawdziwe? To byłoby okropne. Mrugnęła, nie mogła pozwolić na to, żeby jej światopogląd legł w gruzach przez taką sugestię.
- Skoro tak mówisz, ja to widzę trochę inaczej, wszystko można zmienić. - Nie zamierzała się o to spierać, bo wiedziała, że każde z nich miało swoją rację, trochę od siebie różną i nie pozostawało im nic innego, jak po prostu do tego przywyknąć.
- Rzuca to akurat Tobie, bo ma pewność, że ze wszystkim sobie poradzisz, no i wiadomo, że zrobisz to spektakularnie, mało kto może Ci pod tym względem dorównać. - Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Benjy łapał wszystko, co było mu rzucane, radził sobie z tym fenomenalnie, nie dało się temu zaprzeczyć, nie był obojętny na nic, co działo się wokół niego, reagował - czasem dużo szybciej, niż to było potrzebne, ale świat byłby zdecydowanie dużo nudniejszym miejscem bez niego.
- Nie powiem, trudno jest na Ciebie nie patrzeć przy tym wszystkim. - Nie dziwiło jej wcale, że świat wybrał akurat niego, bo było na co popatrzeć.
- Nie będę, mogę Ci to obiecać. - Była skłonna to zrobić dla dobra sprawy. Musieli sobie poradzić z czymś, z czym żadne z nich wcześniej nie miało do czynienia, nie udało im się wymyślić lepszego planu, czasem nie było możliwości na głębszą analizę i to był właśnie ten moment. Nie mogłaby mu wypominać tego, że coś poszło nie tak, skoro działali na oślep i tak brał na siebie większą odpowiedzialność. Przenosił te jajka, wsadzał ręce w ogień, to było naprawdę sporo, zważając na to, że ona tak właściwie od kilku minut tylko obserwowała to wszystko stojąc za jego plecami.
- Może załóżmy nieco przyjemniejszy scenariusz, może wcale nie będzie chciało Ci zrobić krzywdy, jak będziemy to afirmować, to może faktycznie tak będzie. - Starała się nastawić pozytywnie, chociaż nie było to dla niej typowe, bo raczej podchodziła do wszystkiego zupełnie inaczej, zawsze zakładała najgorszą z możliwych opcji, ale w tej chwili bardzo tego nie chciała. W końcu przynieśli tutaj razem te jajka, powinno się z nich wykluć coś miłego, jakieś stworzonka którymi będą mogli się zaopiekować, a co najważniejsze na pewno nie będą chciały ich zabić, czy skrzywdzić.
- Mhm, bo znam Cię od dzisiaj. - Pokręciła tylko głową, bo można było o nim powiedzieć dosłownie wszystko, ale na pewno nie to, że był ostrożny. Nie, żeby jej to jakoś szczególnie przeszkadzało, chociaż odrobinę gryzło się to z jej własnym podejściem do życia.
Obserwowała uważnie, jak Benjy przesuwał garnek nad ogniem. Nie odwracała wzroku nawet na ułamek sekundy, nie dlatego, że sądziła, ze wypadnie mu z rąk, robił to jednak naprawdę ostrożnie, jak na niego, więc może faktycznie to co powiedział miało jakiś sens. Być może tak jak jej zależało mu na tym, żeby z tych jajek faktycznie coś wyszło.
Przesunęła się nieco bliżej, żeby zobaczyć co działo się w garnku. Była ciekawa, czy doprowadzenie wody do wrzenia faktycznie coś im pomoże, nie mieli jednak zbyt wielu możliwości, to było jedną z ostatnich opcji, naprawdę liczyła na to, że w końcu uda im się dowiedzieć tego, co kryje się pod tymi skorupkami.
Coś zaczęło się dziać, pojawiały się kolejne pęknięcia, światło było coraz mocniejsze. - To chyba naprawdę działa. - Powiedziała jeszcze nie mogąc oderwać wzroku od tego, co znajdowało się przed nimi. Jeszcze chwila, a dowiedzą się wszystkiego, czuła dziwną ekscytację, nie mogła doczekać się, aż zobaczą zawartość jajek, nie obawiała się jakoś szczególnie, wszak co by z nich nie wyszło, to na pewno będą sobie w stanie z tym poradzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control