13.04.2026, 20:50 ✶
Szło mu na tyle sprawnie, że puścił w niepamięć własne obawy na temat tego, że ktokolwiek mógłby go wydać. Żałował trochę, że dawno nie miał kontaktu ze swoim panem Jabłkiem, który to z pewnością pomógł mu w przemycie ludzi, tymi mniej legalnymi kanałami. Musiał jednak obejść się smakiem i korzystać z innej ścieżki, a tych księżycowa droga oferowała niemało.
W końcu para ludzi wiedziała doskonale, jaki jest plan, zaopatrzeni w dokumenty... dali też znać Anthony'emu o kilku innych rodzinach mugolackich borykających się z podobnymi zmartwieniami lub innymi, których wymagałaby obecność tłumacza. Shafiq uniósł zdziwiony brew, czyniąc jednak notatki w swoim osobistym notesie, używając do tego arabskiego, bo poza Ginny i Tahirą nie znał zbyt wiele osób biegłych w tym języku. Ach no i oczywiście poza innymi Shafiqami, ale w chwilach takich jak ta, dziękował niebiosom, że familia po mieczu zwykle interesowała się bardziej wykopaliskami i podróżami aniżeli masowymi mordami pod wodzą szalonego czarnoksiężnika. Przynajmniej taką miał nadzieję, takimi ich pamiętał.
Było mu pod pewnymi względami przykro, że tego samego nie może powiedzieć o ciotkach Parkinson, które lubujące się w magicznej eugenice, z pewnością chętniej decydowałyby w szerszym zakresie kto powinien, a kto nie powinien się wiązać ze sobą w pary, by płodzić odpowiednio uzdolnione potomstwo.
Najważniejsze jednak zadanie zostało wykonane, za nim pojawiły się kolejne drobnostki, które zamierzał przekazać Jonathanowi w wolnej chwili - czyli zapewne całkiem niedługo.
Podniósł się i podszedł do Guinevery.
– Chciałbym później przenieść się do Doliny Godryka zobaczyć jak wygląda plac budowy pod siedzibę Złotego Jabłka. Będziesz miała ochotę mi towarzyszyć? – zagadnął, nie wspominając na wszelki wypadek kuzyna i tego czy ten drugi Shafiq nie będzie chciał jej absorbować podwójnie, skoro teraz pomagała Anthony'emu. I sprawie. Oczywiście, chodziło o sprawę. Pytając śledził stalowymi oczyma jej gesty i kolejne kroki, a uśmiech błąkał się po jego zmęczonej, ale wyraźnie usatysfakcjonowanej twarzy - zawsze lubił obserwować specjalistów przy pracy.
W końcu para ludzi wiedziała doskonale, jaki jest plan, zaopatrzeni w dokumenty... dali też znać Anthony'emu o kilku innych rodzinach mugolackich borykających się z podobnymi zmartwieniami lub innymi, których wymagałaby obecność tłumacza. Shafiq uniósł zdziwiony brew, czyniąc jednak notatki w swoim osobistym notesie, używając do tego arabskiego, bo poza Ginny i Tahirą nie znał zbyt wiele osób biegłych w tym języku. Ach no i oczywiście poza innymi Shafiqami, ale w chwilach takich jak ta, dziękował niebiosom, że familia po mieczu zwykle interesowała się bardziej wykopaliskami i podróżami aniżeli masowymi mordami pod wodzą szalonego czarnoksiężnika. Przynajmniej taką miał nadzieję, takimi ich pamiętał.
Było mu pod pewnymi względami przykro, że tego samego nie może powiedzieć o ciotkach Parkinson, które lubujące się w magicznej eugenice, z pewnością chętniej decydowałyby w szerszym zakresie kto powinien, a kto nie powinien się wiązać ze sobą w pary, by płodzić odpowiednio uzdolnione potomstwo.
Najważniejsze jednak zadanie zostało wykonane, za nim pojawiły się kolejne drobnostki, które zamierzał przekazać Jonathanowi w wolnej chwili - czyli zapewne całkiem niedługo.
Podniósł się i podszedł do Guinevery.
– Chciałbym później przenieść się do Doliny Godryka zobaczyć jak wygląda plac budowy pod siedzibę Złotego Jabłka. Będziesz miała ochotę mi towarzyszyć? – zagadnął, nie wspominając na wszelki wypadek kuzyna i tego czy ten drugi Shafiq nie będzie chciał jej absorbować podwójnie, skoro teraz pomagała Anthony'emu. I sprawie. Oczywiście, chodziło o sprawę. Pytając śledził stalowymi oczyma jej gesty i kolejne kroki, a uśmiech błąkał się po jego zmęczonej, ale wyraźnie usatysfakcjonowanej twarzy - zawsze lubił obserwować specjalistów przy pracy.