10.04.2026, 22:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.04.2026, 23:25 przez Brenna Longbottom.)
– Nie, żadnych. Wydaje mi się, że to musi być jedna osoba, by mogła się przemieszczać, i dałabym kogoś, kto nie zwracałby wielkiej uwagi… Wiesz, nie jakaś osoba, której obraz może u nas zdziwić.
Niby jeden miał wisieć w Stawie, ale jeśli drugi pojawi się w Londynie, mogły go zobaczyć osoby, które nie będą członkami Zakonu. Pewnie na widok portretu Fortinbrasa ostatecznie by się zakrztusiła, bo sama nie pojmowała, co wtedy wyprawiał jej brat – podejrzewała po prostu nerwową reakcję na wydarzenia, ale mógł też poddusić się dymem…
– Taaak, tu chcę się zająć zabezpieczeniami, rozmawiałam już o tym z Thomasem, no i ogarnąć szklarnię… o tym rozmawiałam z Dorą. Jeśli masz jakieś pomysły i będziesz potrzebowała z tym pomocy, po prostu mów.
Dom w teorii znalazła i kupiła ona, ale należał w oczach Brenny do nich wszystkich: i każdy, kto znajdował na to trochę czasu i inwencji mógł tutaj działać.
– Dobrze, że się martwisz i dobrze, że o tym mówisz, Miles. Zadbamy, żeby nie zaszła za daleko – oświadczyła i może to była fałszywa pewność siebie, ale czy Millie by pomogło, gdyby Brenna złapała się za głowę i zaczęła rozpaczać, że nie mają co ze sobą zrobić?
A potem spojrzała na Moody z nową uwagą. Wejście w sen, próba wejścia w sen Olivii…
– Są objawy, świadczące o tym, że jesteś snowidzem? – spytała. Bez powątpiewania, raczej z zainteresowaniem, bo chyba do tej pory obstawiała raczej jasnowidzenie: aurowidzenie też by niby pasowało, ale pewne oznaki popychały ku bardziej niejednoznacznym symbolom niż aurom. – Może Szeptucha powie ci więcej… Albo… poszukamy jakiegoś specjalisty od tego? Zanim zaczniesz próbować z miksturami? Jeżeli to snowidzenie, to powinno być ćwiczone…
Nie miała pojęcia, kim jest Grinek, nie w pierwszej chwili, ale gdy Millie zaczęła o tych Prawach Czasu… to zrobiło się jej niedobrze ze stresu. Bo nie miała żadnych powodów ufać Pergrinusowi, a za to całkiem sporo, by tego zaufania w sprawach życia i śmierci jednak z miejsca nie wykazywać. Kojarzyła go ze szkoły, natknęła się na niego ze trzy razy w ostatnich miesiącach i… kojarzyła go jako kogoś, kto był miłym człowiekiem, pomógł jej w alejce, ale wydawał się oddany swojej pracy. Chyba to z powodu szefa biegał po lesie pełnym zombie, czy źle to pamiętała? Czy miał talenty, których potrzebowali tak rozpaczliwie, by były warte ryzyka, że ich wyda? Czy wystarczyło być miłym człowiekiem, aby uznać, że pomaganie bandzie ludzi, z których znasz może paru, jest ważniejsze niż twoje miejsce pracy i ludzi, których znasz stamtąd?
– Millie, nie zajmuję się już rekrutacjami, między innymi po to, by nie powodować konfliktów. A tu bym go spowodowała, bo nie dopuściłabym do żadnej logistyki kogoś, kto pracuje dla Dołohowów i się nie angażował. Czy jednak walczył w jakiś sposób przeciwko śmierciożercom? Sądzisz, że jeśli jutro powiem „Vakel to śmierciożerca”, Peregrinus wybierze taką mnie nad swojego szefa? – odparła, wciąż spokojnie. Pytania może niewygodne, ale trochę musiał je ktoś zadawać, skoro działali w podziemiu. – Uważam, że jeśli powiesz mu o Zakonie, musimy brać pod uwagę, że jutro będzie o nim wiedział Vakel. A jeśli od niego dowiedzą się o nim wszyscy w Prawach Czasu, dowiedzą się w końcu i śmierciożercy, bo ciężko mi uwierzyć, że każdy będzie miał powody do trzymania ust na kłódkę. Skoro Dumbledore twierdzi, że tam jest coś nie tak… to czy uważasz, że Pereginus naprawdę zdradzi ludzi stamtąd? Wyda ich… na Azkaban?
Brenna o Prawach Czasu wiedziała niewiele: ot nie miała żadnych przesłanek, by komuś stamtąd szczególnie ufać. Ale sama Moody mówiła na zebraniu, że Prawa Czasu jakoś dziwnie nie ucierpiały i to podejrzane, teraz wspominała, że Albus myśli podobnie, a Brenna nie orientowała się dokładnie, kto pracuje dla Vakela, ale na pewno żonę miał z Lestrangów, chyba była tam kiedyś jakaś Blackówna i czy córka Vakela nie nosiła nazwiska Mulciber, czyli te trzy najbardziej konserwatywne rodziny? Chociaż może coś myliła, bo chyba widziała ostatnio obrazy Lyssy podpisane w inny sposób… Nie, nie miała zamiaru blokować tej rekrutacji: ale tylko z jednego powodu. Ona patrzyła na Zakon jak na organizację, w której każdy powinien ufać każdemu, gdy jasnym się stało, że dla większości istotniejsze było pozyskanie większej ilości ludzi. A Millie znała go lepiej: może miała powody uważać, że ten nie powie niczego Vakelowi i że nie zależy mu na ludziach z Praw Czasu tak mocno, by nie był gotów ich szpiegować.
– To nie jest to moja decyzja. Mogę jedynie powiedzieć, że byłabym wdzięczna, gdybyście sprawdzili przynajmniej najpierw, jak bardzo zależy mu na Dołohowie, jego córce i… kto tam jeszcze jest? Uczennice? Zatrudniał kogoś ostatnio?
Niby jeden miał wisieć w Stawie, ale jeśli drugi pojawi się w Londynie, mogły go zobaczyć osoby, które nie będą członkami Zakonu. Pewnie na widok portretu Fortinbrasa ostatecznie by się zakrztusiła, bo sama nie pojmowała, co wtedy wyprawiał jej brat – podejrzewała po prostu nerwową reakcję na wydarzenia, ale mógł też poddusić się dymem…
– Taaak, tu chcę się zająć zabezpieczeniami, rozmawiałam już o tym z Thomasem, no i ogarnąć szklarnię… o tym rozmawiałam z Dorą. Jeśli masz jakieś pomysły i będziesz potrzebowała z tym pomocy, po prostu mów.
Dom w teorii znalazła i kupiła ona, ale należał w oczach Brenny do nich wszystkich: i każdy, kto znajdował na to trochę czasu i inwencji mógł tutaj działać.
– Dobrze, że się martwisz i dobrze, że o tym mówisz, Miles. Zadbamy, żeby nie zaszła za daleko – oświadczyła i może to była fałszywa pewność siebie, ale czy Millie by pomogło, gdyby Brenna złapała się za głowę i zaczęła rozpaczać, że nie mają co ze sobą zrobić?
A potem spojrzała na Moody z nową uwagą. Wejście w sen, próba wejścia w sen Olivii…
– Są objawy, świadczące o tym, że jesteś snowidzem? – spytała. Bez powątpiewania, raczej z zainteresowaniem, bo chyba do tej pory obstawiała raczej jasnowidzenie: aurowidzenie też by niby pasowało, ale pewne oznaki popychały ku bardziej niejednoznacznym symbolom niż aurom. – Może Szeptucha powie ci więcej… Albo… poszukamy jakiegoś specjalisty od tego? Zanim zaczniesz próbować z miksturami? Jeżeli to snowidzenie, to powinno być ćwiczone…
Nie miała pojęcia, kim jest Grinek, nie w pierwszej chwili, ale gdy Millie zaczęła o tych Prawach Czasu… to zrobiło się jej niedobrze ze stresu. Bo nie miała żadnych powodów ufać Pergrinusowi, a za to całkiem sporo, by tego zaufania w sprawach życia i śmierci jednak z miejsca nie wykazywać. Kojarzyła go ze szkoły, natknęła się na niego ze trzy razy w ostatnich miesiącach i… kojarzyła go jako kogoś, kto był miłym człowiekiem, pomógł jej w alejce, ale wydawał się oddany swojej pracy. Chyba to z powodu szefa biegał po lesie pełnym zombie, czy źle to pamiętała? Czy miał talenty, których potrzebowali tak rozpaczliwie, by były warte ryzyka, że ich wyda? Czy wystarczyło być miłym człowiekiem, aby uznać, że pomaganie bandzie ludzi, z których znasz może paru, jest ważniejsze niż twoje miejsce pracy i ludzi, których znasz stamtąd?
– Millie, nie zajmuję się już rekrutacjami, między innymi po to, by nie powodować konfliktów. A tu bym go spowodowała, bo nie dopuściłabym do żadnej logistyki kogoś, kto pracuje dla Dołohowów i się nie angażował. Czy jednak walczył w jakiś sposób przeciwko śmierciożercom? Sądzisz, że jeśli jutro powiem „Vakel to śmierciożerca”, Peregrinus wybierze taką mnie nad swojego szefa? – odparła, wciąż spokojnie. Pytania może niewygodne, ale trochę musiał je ktoś zadawać, skoro działali w podziemiu. – Uważam, że jeśli powiesz mu o Zakonie, musimy brać pod uwagę, że jutro będzie o nim wiedział Vakel. A jeśli od niego dowiedzą się o nim wszyscy w Prawach Czasu, dowiedzą się w końcu i śmierciożercy, bo ciężko mi uwierzyć, że każdy będzie miał powody do trzymania ust na kłódkę. Skoro Dumbledore twierdzi, że tam jest coś nie tak… to czy uważasz, że Pereginus naprawdę zdradzi ludzi stamtąd? Wyda ich… na Azkaban?
Brenna o Prawach Czasu wiedziała niewiele: ot nie miała żadnych przesłanek, by komuś stamtąd szczególnie ufać. Ale sama Moody mówiła na zebraniu, że Prawa Czasu jakoś dziwnie nie ucierpiały i to podejrzane, teraz wspominała, że Albus myśli podobnie, a Brenna nie orientowała się dokładnie, kto pracuje dla Vakela, ale na pewno żonę miał z Lestrangów, chyba była tam kiedyś jakaś Blackówna i czy córka Vakela nie nosiła nazwiska Mulciber, czyli te trzy najbardziej konserwatywne rodziny? Chociaż może coś myliła, bo chyba widziała ostatnio obrazy Lyssy podpisane w inny sposób… Nie, nie miała zamiaru blokować tej rekrutacji: ale tylko z jednego powodu. Ona patrzyła na Zakon jak na organizację, w której każdy powinien ufać każdemu, gdy jasnym się stało, że dla większości istotniejsze było pozyskanie większej ilości ludzi. A Millie znała go lepiej: może miała powody uważać, że ten nie powie niczego Vakelowi i że nie zależy mu na ludziach z Praw Czasu tak mocno, by nie był gotów ich szpiegować.
– To nie jest to moja decyzja. Mogę jedynie powiedzieć, że byłabym wdzięczna, gdybyście sprawdzili przynajmniej najpierw, jak bardzo zależy mu na Dołohowie, jego córce i… kto tam jeszcze jest? Uczennice? Zatrudniał kogoś ostatnio?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.