Mówili, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem, ale w tym konkretnym przypadku nie miało to dla Victorii większego znaczenia.
– Milczenie też jest potwierdzeniem, Bulstrode – i jeszcze zaakcentowała jego nazwisko, nie mogła się powstrzymać. To znaczy mogła – tylko nie chciała. Te ich interakcje zresztą zwykle tak wyglądały: nigdy nie mówili do siebie po imieniu w swojej obecności, jakby nie pamiętali jak się nazywają, co było nieprawdą, bo wystarczyło, że zabrakło tego drugiego i nagle imię magicznie się przypominało.
Ale nie mogło być za prosto, nie. Zresztą dała w końcu spokój Atreusowi, kiedy usłyszała „kolega ze szkoły”. Aż przystanęła, przestając robić to, co robiła, i wlepiła w Brennę spojrzenie, które bardzo mówiło o tym, jak bardzo wątpi w to wszystko co właśnie usłyszała. Znaczy nie wątpiła, że się Brenna z tym kolegą nie umawiała, ba, była pewna, że tego nie robiła, ale miała ochotę potrząsnąć Brenną.
– Kolega ze szkoły – powtórzyła za nią nieco głucho. – I utrzymujesz z tym kolegą ze szkoły stały kontakt, skoro pisał do ciebie list i nazywasz go kolegą ze szkoły, zamiast po imieniu, chociaż wszyscy chodziliśmy do tej samej szkoły? – nie brzmiało jakby tak było. Victoria zaczynała bardzo dokładnie rozumieć, czemu w Atreusie coś pękło i rozlało się zazdrością. Znaczy nie rozumiała czemu od razu się na niego rzucił, ale resztę już jak najbardziej.
Jednak na zawołanie o hipogryfa, Victoria podeszła, żeby zobaczyć, wymieniła z Brenną spojrzenie i rzuciła zaklęcie, które nic nie wykazało.
– Nic… – powiedziała przy tym, żeby i oni mieli świadomość. – Na Nokturn? A jednak – mieli więc dowód. Lestrange porzuciła więc przeszukiwanie głównej części księgarni, by dostać się na zaplecze do Atreusa. – Ciekawe jak to wysyłają. Jakoś nie wyobrażam sobie listonosza idącego z tym do Dziurawego Kotła – nikt nie zauważył sów? Czy po prostu tutaj to składowali i dostarczali na Nokturn w inny sposób…?