Nie dziwiło ją wcale, że Benjy tak się kręcił koło kominka, ba, nie zdziwiłoby jej nawet, gdyby postanowił wsadzić swoją rękę do paleniska i sprawdzić, jak się miewają ich jaja. Był on całkiem przewidywalny w swojej nieprzewidywalności, akurat po nim można było się spodziewać dosłownie wszystkiego i tak nie najgorzej wyglądało to jak na to, że minęły już dwadzieścia cztery godziny, póki co tylko opierał się o kominek. Była pełna podziwu, wiedziała, że dla niego to wcale nie było takie łatwe, nie z tym charakterem. Naprawdę długo wytrzymał bez podejmowania żadnych kolejnych prób ułatwienia wyjścia na zewnątrz temu, co kryło się pod skorupką.
Uniosła do góry książkę, którą trzymała w dłoni, tak, aby spojrzeć na okładkę. - Znalazłam książkę, w której są opisane wszystkie zwierzęta, które przychodzą na świat z jaj, próbowałam znaleźć te nasze, ale póki co nie do końca mi się to udało. - Nie było podobnego egzemplarza do tych ich, być może mieli do czynienia z jakimś mało znanym gatunkiem, który nie był jeszcze do końca opisany, kto wie. Trochę ją to niepokoiło, ale tylko trochę, bo zdążyła już ustalić, że rozmiar ich jajek sugerował iż faktycznie nie będzie to nic wielkiego, więc jeden z problemów sam się rozwiązał, oczywiście, że stworzenia, które miały z nich wyjść mogły być niebezpieczne, ale przynajmniej nie zdemolują im domu na starcie. To było całkiem pocieszające.
- Trudno jest przewidzieć, jakie ma plany, gdybyśmy nieco więcej o nich wiedzieli, tak to wszystko jest niewiadomą. - Wmawiała sobie, że jeśli mieszkańcy skorupek chcieliby ich zabić, to pewnie już by to zrobili, zaskoczenie było bowiem dość istotnym czynnikiem podczas ataku, stracili tę przewagę, bo i ona i jej mąż praktycznie nie spuszczali oczu z tych nieszczęsnych jaj, czekali na to, co miało się wydarzyć, bo coś na pewno miało. Nie byłoby tyle zamieszania o nic, czyż nie?
- To nie jest szczęście, często sam temu pomagasz swoim podejściem. - Nie uważała, aby szczęście było za to odpowiedzialne, Benjy miewał pewne tendencje w podejmowaniu decyzji... które często przynosiły dość nieprzewidywane efekty. Nie, żeby go oceniała, po prostu lubił empirycznie wszystko sprawdzać, w przeciwieństwie do niej.
Nie musiała długo czekać na potwierdzenie swoich słów - jej mąż po dwudziestu czterech godzinach oczekiwania w końcu pękł. Sięgnął po szczypce i wsadził je w ogień, aby wyciągnąć jajko. Nie zdążyła go powstrzymać, więc wstała, żeby zobaczyć co zamierzał zrobić. Nie mogła sobie odmówić tej obserwacji, wolała być gdzieś obok, w razie gdyby coś poszło nie tak - właściwie wszystko mogło pójść nie tak, więc warto było pozostać w pogotowiu, chociaż przecież nawet nie wiedziała, czy potrafiłaby mu pomóc. Mniejsza jednak o to. Szła za nim i obserwowała bardzo uważnie jego ruchy.
- Niech Ci będzie, chociaż nie do końca dociera do mnie ten argument, to podrapanie było poważniejsze od niektórych ugryzień. - Wszystko zależało od stwora, z którym miało się styczność, faktycznie podrapanie brzmiało mniej inwazyjnie od ugryzienia, jednak podrapanie podrapaniu nierówne. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę, to nie było zwykłe draśnięcie, ledwie je przetrwał, ale tym razem wolała nie ciągnąć tego tematu, mieli inny problem, którym właśnie się zajmowali. Na pewno nie mogli narzekać na nudę.
Obserwowanie go podczas transportu jajka do garnka było niecodziennym widokiem. Naprawdę na nie uważał, widać było, że nie chce przypadkiem uszkodzić tego, co mieszkało w środku. To było całkiem urocze, chociaż nie powiedziałaby tego w głos, bo na pewno nie byłby zadowolony z takiego komentarza. W milczeniu więc mu się przyglądała, mogłoby się wydawać, że przestała oddychać, jakby nie chciała przeszkodzić swojemu mężowi w tym całym przedsięwzięciu.
- Tak, martwię się. - Potwierdziła jeszcze, bo przecież nie mogli mieć pewności, że te stwory nie wyczuwały swojej obecności, nikt raczej nie badał odczuć stworzeń, które znajdowały się w skorupkach, a co jeśli faktycznie odczuwały jakieś emocje? - Wiem, że to są jaja, nie zapomniałam o tym, ale coś jest w środku, co by tam nie mieszkało to chciałabym, żeby czuło się u nas dobrze. - Dodała jeszcze na swoje wytłumaczenie, chociaż brzmiało to głupio, wydawało jej się jednak, że może to mieć jakiś sens, a nawet jeśli nie to trudno. Nikt poza jej małżonkiem tego nie widział.
- No, to co teraz? - Wychyliła się nieco, aby zobaczyć jak prezentowały się ich jajka w garnku, skorupka zaczynała pękać i można było dostrzec wydobywające się spod niej mleczne światło. Dziwne, bardzo dziwne.
- Może powinniśmy je nieco ugotować, w sensie nie tak, żeby je zjeść, nie chcę ich jeść, ale chyba ten żar im pomógł, wygląda na to, że lubią jak jest ciepło. - Pozostawienie ich w niższej temperaturze mogło nieco opóźnić ten cały proces wylęgania, na co raczej teraz już nie mogli sobie pozwolić zważając na to, że bardzo chcieli poznać zawartość skorupek, a jeśli w ten sposób mieliby ułatwić stworzeniom przyjście na ten świat, to dlaczego by właściwie tego nie spróbować?
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control