08.04.2026, 21:09 ✶
Ależ bez wątpienia istnieją takie czystokrwiste niewiasty, na które i z łuską Leviathan Rowle działa magnetycznie. Każdy potwór znajdzie swoją amatorzycę. Starczy się rozejrzeć!
Gdyby Leviathan Rowle był rozsądniejszy i tym konkretnym rozsądkiem podzielił się z panią mecenas, pani z pewnością odradziłaby mu rozgłaszanie plotek, jakoby ród Rowle cierpiał wskutek mugolaczej klątwy. Stanowczo odradzała! Cała sztuka napędzania nienawiści tkwiła w tym, aby stworzyć złudzenie bycia atakowanym, lecz samemu nie przyjąć pod tym sfingowanym atakiem łaty słabości. W naszym interesie klasowym jest tworzyć jedność poprzez pokrzykiwanie o tym, że wróg u bram (nic wszakże nie jednoczy tak dobrze jak wróg!), a jednocześnie podtrzymać grupowe morale poprzez budowanie narracji o naszej sile. Absolutnie nie przekonujmy nikogo, że oni mają moc pokaleczyć cały wiekowy czystokrwisty ród, panie Rowle, chyba że ten ród chcemy spisać na straty i poświęcić dla sprawy. Cóż by to była za plama na honorze nosić chorobę od mugolaka. Patrzcie tylko, to ten Leviathan Rowle, którego złamało i oklątwiło mugolactwo. A fe! Eksponujmy blizny po walce, w której ich zmiażdżyliśmy, nie tyfus, którym nas zarazili.
Należy panu Rowle również wiedzieć, że oferta, która została przez pana Lestrange’a złożona, nijak nie miała się do wciągania sz.p. mecenas w szeregi Czarnego Lorda. Pan Rowle był pierwszym, któremu ów szatański projekcik przyszedł do głowy, proszę się nie zamartwiać. A przynajmniej nie swoim pierwszeństwem.
Gdy bowiem stara Mulciberowa usłyszała pytanie młodego kawalera (sekretnie ożenionego, lecz dla świata — kawalera), który ją odwiedził, ogarnęła ją okrutna wesołość. Niczym się owa wesołość nie ujawniła poza protekcjonalnym uśmiechem, lecz pani Philomena nagle ujrzała przed sobą naiwne dziecko. Bo jakże inaczej nazwać wiarę w to, że choćby cała jej kariera była fałszem, stara harpia przyznałaby się do tego przed byle chłopcem?
— Panie Rowle — zaczęła starowina tonem pouczenia z katedry — cóż innego jak słuszność sprawy? Wierzę w to, co mówię. Podważyć to oznaczałoby podważyć lata całe mojego dorobku. Bynajmniej nie samej tylko publicystyki. Jest pan, jak sądzę, zbyt młody, aby pamiętać wydarzenia z okresu grindelwaldowskiego. Całą swoją reputację wówczas postawiłam na szali, aby bronić tych z nas, którzy odważyli się walczyć o jutro bez strachu przed mugolami, za co wielu ich potępiło. — Postawiła tu dłuższą pauzę, aby Rowle miał czas zastanowić się nad tym, co jej właśnie zasugerował. — Mam nadzieję, że to rozwiewa pańską wątpliwość.
Gdyby Leviathan Rowle był rozsądniejszy i tym konkretnym rozsądkiem podzielił się z panią mecenas, pani z pewnością odradziłaby mu rozgłaszanie plotek, jakoby ród Rowle cierpiał wskutek mugolaczej klątwy. Stanowczo odradzała! Cała sztuka napędzania nienawiści tkwiła w tym, aby stworzyć złudzenie bycia atakowanym, lecz samemu nie przyjąć pod tym sfingowanym atakiem łaty słabości. W naszym interesie klasowym jest tworzyć jedność poprzez pokrzykiwanie o tym, że wróg u bram (nic wszakże nie jednoczy tak dobrze jak wróg!), a jednocześnie podtrzymać grupowe morale poprzez budowanie narracji o naszej sile. Absolutnie nie przekonujmy nikogo, że oni mają moc pokaleczyć cały wiekowy czystokrwisty ród, panie Rowle, chyba że ten ród chcemy spisać na straty i poświęcić dla sprawy. Cóż by to była za plama na honorze nosić chorobę od mugolaka. Patrzcie tylko, to ten Leviathan Rowle, którego złamało i oklątwiło mugolactwo. A fe! Eksponujmy blizny po walce, w której ich zmiażdżyliśmy, nie tyfus, którym nas zarazili.
Należy panu Rowle również wiedzieć, że oferta, która została przez pana Lestrange’a złożona, nijak nie miała się do wciągania sz.p. mecenas w szeregi Czarnego Lorda. Pan Rowle był pierwszym, któremu ów szatański projekcik przyszedł do głowy, proszę się nie zamartwiać. A przynajmniej nie swoim pierwszeństwem.
Gdy bowiem stara Mulciberowa usłyszała pytanie młodego kawalera (sekretnie ożenionego, lecz dla świata — kawalera), który ją odwiedził, ogarnęła ją okrutna wesołość. Niczym się owa wesołość nie ujawniła poza protekcjonalnym uśmiechem, lecz pani Philomena nagle ujrzała przed sobą naiwne dziecko. Bo jakże inaczej nazwać wiarę w to, że choćby cała jej kariera była fałszem, stara harpia przyznałaby się do tego przed byle chłopcem?
— Panie Rowle — zaczęła starowina tonem pouczenia z katedry — cóż innego jak słuszność sprawy? Wierzę w to, co mówię. Podważyć to oznaczałoby podważyć lata całe mojego dorobku. Bynajmniej nie samej tylko publicystyki. Jest pan, jak sądzę, zbyt młody, aby pamiętać wydarzenia z okresu grindelwaldowskiego. Całą swoją reputację wówczas postawiłam na szali, aby bronić tych z nas, którzy odważyli się walczyć o jutro bez strachu przed mugolami, za co wielu ich potępiło. — Postawiła tu dłuższą pauzę, aby Rowle miał czas zastanowić się nad tym, co jej właśnie zasugerował. — Mam nadzieję, że to rozwiewa pańską wątpliwość.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia