07.04.2026, 17:38 ✶
Wszystko było nie tak, jak być powinno.
Auror przekroczył próg i powoli ruszył w głąb korytarza. Obejrzał się przez ramię, jego wzrok spoczął na Hestii. Upewniwszy się, że stała cała, zwrócił się ku wnętrzu domu. Wyciągnął dłoń oraz przesunął palcem po powierzchni jednego z mebli. Czarna, lepka sadza przylgnęła do skóry. Uniósł rękę bliżej światła, które biło z końca jego różdżki. Powoli starł go o drugi palec. Czy czarna sadza miała to samo źródło, co duszący dym w Londynie?
Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Tam, gdzie zwykle wisiały ramki, winny znajdować się znajome twarze. Uśmiechy utrwalone w czasie zostały zastąpione przez nieporadne, powykrzywiane i uchwycone w chwili desperackiego gestu, ślady dłoni. Klątwa?
W odpowiedzi na nieznany, przeciągły głos, mocny łuk srebrzystej magii przeciął powietrze, mający na celu odgrodzenie kobiet od wpływu wroga. Błysk uformował się na sekundę w przejrzystą kopułę, aby jedynie po chwili pęknąć z trzaskiem jak cienkie szkło. Kurwa, co z niego był za auror.
— Wrócił — wyszeptał głos. — Wrócił morderca — plama ciemności rozlała się jak atrament. Z korytarza wyłonił się kształt barków. Potem była twarz. Zapadnięta i trupio blada… Mężczyzna był pochylony nienaturalnie do przodu. Z jego pleców wystawał nóż, który był wbity po rękojeść. — Julian… — wychrypiał duch. — Obrońca szlam…
Byt zachichotał, a z jego ust popłynęła cienka strużka czarnej cieszy, która zniknęła zanim dotknęło podłogi.
— Nie potrafisz ich ochronić! — wrzasnął. Jego głos odbił się od ścian. Z kredensu posypały się filiżanki. — Nawet teraz! Nawet tutaj! Taki z ciebie auror?! To ty mnie zabiłeś, Julianie! Ty i twoje parszywe, mugolskie szczury! Ty ich tu przyprowadziłeś! To przez takich jak ty Londyn gnije! To przez was krew jest w kanałach, a czystość kona!
To nie mógł być zwykły poltergeist ani nawet duch z traumą tragicznej śmierci. Ten był przesiąknięty nienawiścią, ideą, obsesją. Musiał tkwić w chwili własnego mordu i zbudować sobie z niej cały świat.
— Powiedz im — wyszeptał z jadowitą czułością. — Powiedz córeczkom, jak mnie zabiłeś. Powiedz żonie, jak kłamałeś. Powiedz, po której stronie stoisz, ścierwie.
Auror przekroczył próg i powoli ruszył w głąb korytarza. Obejrzał się przez ramię, jego wzrok spoczął na Hestii. Upewniwszy się, że stała cała, zwrócił się ku wnętrzu domu. Wyciągnął dłoń oraz przesunął palcem po powierzchni jednego z mebli. Czarna, lepka sadza przylgnęła do skóry. Uniósł rękę bliżej światła, które biło z końca jego różdżki. Powoli starł go o drugi palec. Czy czarna sadza miała to samo źródło, co duszący dym w Londynie?
Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Tam, gdzie zwykle wisiały ramki, winny znajdować się znajome twarze. Uśmiechy utrwalone w czasie zostały zastąpione przez nieporadne, powykrzywiane i uchwycone w chwili desperackiego gestu, ślady dłoni. Klątwa?
W odpowiedzi na nieznany, przeciągły głos, mocny łuk srebrzystej magii przeciął powietrze, mający na celu odgrodzenie kobiet od wpływu wroga. Błysk uformował się na sekundę w przejrzystą kopułę, aby jedynie po chwili pęknąć z trzaskiem jak cienkie szkło. Kurwa, co z niego był za auror.
— Wrócił — wyszeptał głos. — Wrócił morderca — plama ciemności rozlała się jak atrament. Z korytarza wyłonił się kształt barków. Potem była twarz. Zapadnięta i trupio blada… Mężczyzna był pochylony nienaturalnie do przodu. Z jego pleców wystawał nóż, który był wbity po rękojeść. — Julian… — wychrypiał duch. — Obrońca szlam…
Byt zachichotał, a z jego ust popłynęła cienka strużka czarnej cieszy, która zniknęła zanim dotknęło podłogi.
— Nie potrafisz ich ochronić! — wrzasnął. Jego głos odbił się od ścian. Z kredensu posypały się filiżanki. — Nawet teraz! Nawet tutaj! Taki z ciebie auror?! To ty mnie zabiłeś, Julianie! Ty i twoje parszywe, mugolskie szczury! Ty ich tu przyprowadziłeś! To przez takich jak ty Londyn gnije! To przez was krew jest w kanałach, a czystość kona!
To nie mógł być zwykły poltergeist ani nawet duch z traumą tragicznej śmierci. Ten był przesiąknięty nienawiścią, ideą, obsesją. Musiał tkwić w chwili własnego mordu i zbudować sobie z niej cały świat.
— Powiedz im — wyszeptał z jadowitą czułością. — Powiedz córeczkom, jak mnie zabiłeś. Powiedz żonie, jak kłamałeś. Powiedz, po której stronie stoisz, ścierwie.
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings