07.04.2026, 16:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2026, 16:48 przez Anthony Shafiq.)
A kiedy Morpheus deklamował, serce Antoniusza waliło mocno zachwytem nad tym, jak pięknie układały się w jego ustach słowa, ale też więzią trwalszą niż czas i przestrzeń, grubą nicią, którą czuł ze swoim przyjacielem choć nie mógł za nic jej dostrzec.
A potem czar prysł, bo przyszedł Clemens, a Morpheus robił z siebie zdziecinniałego ćwierćinteligenta, co Anthony rozumiał jako podstawowe techniki manipulacyjne, ale nie pochwalał.
I gdy Jonathan się odezwał i zaczął mówić, również tak jakby słowa te spisane były przed wiekami na spiżowej płycie, przemową płomienną i płynną i wpadającą prosto w uszy, wpadającą prosto do serca wizją lojalności, bohaterstwa i wszystkimi cechami odznaczającymi tych najwspanialszych i najbardziej nieustraszonych mężów... Zapiekły go uszy, przez moment zapomniał o oddychaniu i musiał się zastanowić, czy jego szczęka jest we właściwej, zamkniętej pozycji. Nie była więc szybko kłapnął paszczą i zamrugał kilkukrotnie, żeby nie było, że się wgapia w tego gryfona, który zazwyczaj nie miał zbyt dobrych...
A potem czar prysł, bo Jonathan finalnie wylądował w podobnych przestrzeniach abstrakcji co Morpheus. Dziecinada! - podsumował w myślach krzyżując przed sobą rękę i prychając z właściwą sobie snobistyczną dezaprobatą.
– To nie Alicja w krainie czarów! Tu ani grzyby ani czary nie definiują naszego rozmiaru. Jaka propozycja padnie za moment? Transmutowanie Somni w żółtego pluszowego misia w czerwonej koszulce?!– Żachnął się licząc bardzo, że Selwyn śmiertelnie obrażony na jego słowa nie zauważy jego rozpalonych do czerwoności uszu, a potem odwrócił się w stronę Clemensa, spodziewając się, że i on zacznie nagle mówić coś nierozsądnego, jak pozostała dwójka. Chociaż nie... po starszym bracie Morpheusa nie należało oczekiwać, że powie zbyt wiele. Za to należało bardzo liczyć na jego wiedzę praktyczną.
– Miałeś już taki przypadek? W brygadzie? – zapytał, siląc się na spokój, próbując zarządzać kryzysem, odwołując się do mocnych stron zebranych osób z przekonaniem nastolatka, któremu się wydaje, że wie wszystko o wszystkich (z wiekiem niestety mu nie przeszło).
A potem czar prysł, bo przyszedł Clemens, a Morpheus robił z siebie zdziecinniałego ćwierćinteligenta, co Anthony rozumiał jako podstawowe techniki manipulacyjne, ale nie pochwalał.
I gdy Jonathan się odezwał i zaczął mówić, również tak jakby słowa te spisane były przed wiekami na spiżowej płycie, przemową płomienną i płynną i wpadającą prosto w uszy, wpadającą prosto do serca wizją lojalności, bohaterstwa i wszystkimi cechami odznaczającymi tych najwspanialszych i najbardziej nieustraszonych mężów... Zapiekły go uszy, przez moment zapomniał o oddychaniu i musiał się zastanowić, czy jego szczęka jest we właściwej, zamkniętej pozycji. Nie była więc szybko kłapnął paszczą i zamrugał kilkukrotnie, żeby nie było, że się wgapia w tego gryfona, który zazwyczaj nie miał zbyt dobrych...
A potem czar prysł, bo Jonathan finalnie wylądował w podobnych przestrzeniach abstrakcji co Morpheus. Dziecinada! - podsumował w myślach krzyżując przed sobą rękę i prychając z właściwą sobie snobistyczną dezaprobatą.
– To nie Alicja w krainie czarów! Tu ani grzyby ani czary nie definiują naszego rozmiaru. Jaka propozycja padnie za moment? Transmutowanie Somni w żółtego pluszowego misia w czerwonej koszulce?!– Żachnął się licząc bardzo, że Selwyn śmiertelnie obrażony na jego słowa nie zauważy jego rozpalonych do czerwoności uszu, a potem odwrócił się w stronę Clemensa, spodziewając się, że i on zacznie nagle mówić coś nierozsądnego, jak pozostała dwójka. Chociaż nie... po starszym bracie Morpheusa nie należało oczekiwać, że powie zbyt wiele. Za to należało bardzo liczyć na jego wiedzę praktyczną.
– Miałeś już taki przypadek? W brygadzie? – zapytał, siląc się na spokój, próbując zarządzać kryzysem, odwołując się do mocnych stron zebranych osób z przekonaniem nastolatka, któremu się wydaje, że wie wszystko o wszystkich (z wiekiem niestety mu nie przeszło).